wtorek, 1 marca 2016

Dzień dobry w marcu!

A w tym marcu jest jak w garncu!
Za oknem mamy deszcz ze śniegiem, kałużę, pluchę i wszystko co najgorsze.

I awarię komputera jedną, a potem zaraz po naprawie - drugą, która jest katastrofą z pogranicza horroru.

Otóż, córka moja bawiła się bańkami, puszczała je sobie w najlepsze w przedpokoju, ale z prędkością naddźwiękową i komunikatem "pomuchasz?" znalazła się obok mnie przy biurku i nie zdążyłam złapać absolutnie żadnej kropli z wodospadu który nagle zalał klawiaturę i trochę ekranu.
Zdziwiona dziewczynka rzekła: pepasiam, zgarnęła to co zostało we flaszce, a nadal była tam ponad połowa płynu i zniknęła w przedpokoju...
Nie było czasu na zwrócenie uwagi, morały czy jakąkolwiek trzeźwą ocenę sytuacji.
Ekran zaszedł szarym kolorem, zamrugał złowrogo i żaden klawisz ani nie drgnął.

Pomyślałam jeszcze, że zanim cokolwiek zrobię to może odłączę źródło zasilania, bo głupio, żeby mnie mąż jak wróci z warsztatu zastał co najmniej popieszczoną prądem w mikro kałuży z baniek mydlanych...

Potem rzuciłam się do łazienki i uzbrojona w super ekstra suszarkę do włosów z dyfuzorem, zakupioną kiedyś w promocji w Lidlu, używam ją średnio ze trzy razy w roku kiedy chcę wyglądać jak bóstwo czyli w urodziny, coś koło Wielkanocy i w Wigilię jęłam osuszać klawiaturę laptopa...

Nie pomogła ani suszarka ani dobre chęci Dziewczynki, która szmatką w czerwone kropki próbowała ze mną osuszać milczące dziadostwo.
Ruszać, ruszał wolno, nawet ciszej niż zazwyczaj jednak klawiatura pozostała uśpiona już na amen.
Mąż stwierdził zgon wyciągając z niego bebechy do ewentualnego przeszczepu, który nastąpi kiedy pojawi się jakiś inny biorca.

Tak więc czekam, korzystając z maszyny mężowskiej, która nijak nie chce ze mną współpracować...
Na starym komputerze zostały zdjęcia do recenzji i projektów, które teraz jakoś muszę odtworzyć.
Trzymajcie kciuki bo jednak mi żal tego mojego starego laptopa ogromnie. To pierwsze takie cudo, spłacane z własnych wypłat, wiele postów na nim napisanych, gier ogranych i filmów obejrzanych, Pomimo, że to tylko bezduszny przedmiot - sentyment pozostanie.

5 komentarzy:

  1. Głowa do góry :) Na pewno jeśli nie uda się go naprawić to odzyskasz wszystkie dane :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Złosliwość rzeczy martwych nie zna granic, ale jestem pewna, że wszystko się dobrzer skonczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach rozumiem ból, mój pojechał na miesięczną reanimację, na szczęście wrócił, może nie już taki sprawny, ale własny. Los ma to do siebie, że zmienny jest, może za chwilę wygrasz nowy sprzęcik w jakimś fajnym konkursie? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspólczuję. Ja też miałam niedawno pecha z moim wiekowym laptopem, posłuszeństwa odmówił ekran i działał jedynie podłączony do telewizora. W związku z tym, że palanowałam zakupic dawno nowy, lecz ze względu na przywiązana do starego odkładałam, to wydarzenie przyśpieszyło realizację i już nie chcę starego !;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uratujecie go! Trzymam kciuki! Ach te sentymentalne wynalazki...

    OdpowiedzUsuń