środa, 4 listopada 2015

Ma być pysznie!


Wiecie, że słowo pycha posiada 94 synonimy w słowniku synonimów?
A, to ci pyszne słowo się nam trafiło u Maknety! Może mu się w głowie zawrócić od tej ilości znaczeń.
(To było wczoraj, wiem. Ale ja się uparłam, że te 30 dni pisać będę i piszę. Tylko wczoraj nie udało się już opublikować, więc dzisiaj będą posty dwa.)

Z tego nagromadzenia "najważniejsze grupy znaczeniowe: » pycha - np. wygórowane ambicje » pycha - np. dobre ciasto » pycha - np. o potrawie, o jedzeniu » pycha - np. potrawa » pycha - np. duma go rozpiera » pycha - np. o jedzeniu, piciu pycha" wybrałam sobie to najsmaczniejsze - o jedzeniu.

A o jedzeniu ze mną to trudno rozmawiać. Bo ja jestem trochę taka dzika. I już tłumaczę dlaczego. Otóż, jeść lubię, mam ulubione potrawy, smakołyki i dodatki. Lubię ich specyficzny smak - znaczy zupa ma być taka i taka, żeby była dobra, a sałatka tak i tak - żeby mi, nam, smakowała. I właściwie tyle w temacie mogłoby pozostać. Jak jest smaczne, to zajadam. A ja nie lubię smakować nowego. Nie mam ciągot do poznawania nowych potraw. Ba, mam doświadczenie takie, że jak już spróbuję to klapa.
Weźmy na przykład takiego dorsza, byliśmy z mężem na obiedzie, myślę, pysznie wszystko wygląda, tym dorszem się zajadają - poproszę. Nie dałam rady... tak bardzo chciałam i nic mi z tego nie wyszło. Wszyscy zajadali się i wychwalali i ja szukałam jakby tu pokątnie nie wyrażać swojego zdania głośno.
Przykładem kolejnym mogą być sery - namawiają mnie, żebym sobie spróbowała czegoś nowego - no proszę kupuję, grzecznie po parę plasterków, próbuję. Od razu przyznaję się, że nie kupuję tych, które mi zbyt ostro pachną, bo to już klapa w przedbiegach. A jak za ostry smak, to żołądek fiksuje.
I ciężko mi z tym jedzeniem jest okropnie.

Ale ma być lepiej.
Prawdopodobnie tak będzie, ale czeka mnie smakowa, długa droga.
Cel chcę osiągnąć. Do wygrania mam dużo.
Mam zmienić nawyki żywieniowe.
Mocno. Chociaż już częściowo zmieniłam, bo po ciąży, a potem przez to, że karmiłam piersią ponad dwa lata i leczenie było niemożliwe - została mi pamiątka w postaci zapalenia żołądka.
Po leczeniu antybiotykiem i diecie, coś z niej nadal w moim żywieniu zostało. Gotowanie lekkie, na parze, duszenie, a nie smażenie, mało mięsa, warzywa, owoce.

Mam zmienić nawyki żywieniowe, żeby wrócić do wagi dużo sprzed ciąży i czuć się lepiej.
I boję się tego i nowych smaków i nowych wyzwań kulinarnych.
Bo zakładam, ach, chciałabym, żeby było pysznie. Wiem, że inaczej, ale pysznie!
I trzymajcie za mnie kciuki bo od informacji na etykietach robi mi się gorąco. Jeszcze nie dlatego, że już rozwiązałam wszystkie skróty E-coś tam, nie, nie takich się wystrzegam, ale od tego, że poświęcam więcej czasu na ich czytanie, ale moje niecierpliwe dziecko w tym czasie eksploruje półki sklepowe w zastraszającym tempie i zaczepia personel...

Czytam, notuję, znajduję, wymieniam, będę gotować i jeść inaczej.
Trzymajcie za mnie kciuki!


7 komentarzy:

  1. Trzymam mocno kciuki, sama zbieram się do odchudzania i zebrać nie mogę. A co do "pychy" - ja z mężem często prowadzę dyskusje o inne słowo smaczne" dla mnie smaczne jest to co dobre, on uważa, że smaczne to takie super ekstra. Dla mnie super ekstra to pyszne właśnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dasz radę. Nowe smaki, dobrze wybrane, w zdrowy styl życia pasują idealnie.
    Jestem z Tobą:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nowe bardzo lubię. Sprawdzać, smakować. Jedynie z mięsem widzę problem, bo tu jestem ostrożna i nieufna. Np nie zjem baraniny, jagnięciny, koźliny, koniny ani prawie niczego innego, co nie jest wieprzowiną, wołowiną bądź drobiem. Drób każdy - nawet dziki. Jadłam królika, ale jednak wolę nie. Nie przepadam za owocami morza, ale zjem. Ryby - każde, choć tutaj też bywam wybredna i mam swe smaki. Nie wiem, czy pokusiłabym się na dziczyznę (pomijając ptactwo, bo te - owszem). Chciałabym być wegetarianką, ale to nierealne...

    A dorszyk w jakiej postaci był? Ja dorsza uwielbiam i obok zwykłych płotek i okoni z patelni - uważam go za swojego guru rybiego smaku :-).

    Smaki i gusta oraz kubki na języku każdy ma inne, ale na pewno znajdziesz wśród tych nowości coś dla siebie. Czasem zaś trzeba się do czegoś przekonać, polubić powoli, z czasem. Ja miałam tak z oliwkami, oliwą z oliwek, rukolą, tatarem... Kiedyś - potworne blee, a teraz? No właśnie - pycha!

    Życzę wytrwałości w diecie i odnajdywania w nowym tego, co szybko polubisz :-).

    To wyzwanie listopadowe bardzo ciekawe! Ale ja się raczej ni nie porwę na nie, ni załapię...

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam testować nowości. Trzymam kciuki, żeby i Tobie się udało :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam kciuki za Ciebie! Ja tez dlugo sie przyzwyczajalam do nowych smaków, a pozniej jakos poszlo. Jedyne za czzy nie przepadam to ostre potrawy....

    pozdrawiam Was dziewczynki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymam kciuki mocno, ale myślę, że jak już postanowiłaś, zrozumiałaś, że chcesz to zrobić, czyli schudniesz, to dopniesz swego, bo takie rzeczy to zawsze najpierw w głowie trzeba sobie poukładać, a ty na pewno już to zrobiłaś.

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam kciuki.
    Też ostatnio musiałam zmienić dietę. Nie dużo, ale jak dla mnie to na początku była masakra. Zero cukrów (uwielbiam czekoladę), zero mleka (mleko mogłam pić litrami), owoc jeden raz dziennie, bez soków owocowych.

    OdpowiedzUsuń