wtorek, 7 lipca 2015

Inny lipiec


Są takie posty, które chciałoby się rozpocząć od siarczystych przekleństw.
Od wymienienia ich od a do z.
Od początku do końca, na którym to ugryzę się w język, że umiem w ogóle takie powtórzyć i znaleźć lub wymyślić.
Ale się nie da.
Nie da się tak rozpocząć, nie da się nawet tak zakończyć.

Lipcu miałeś być zupełnie inny.
A przecież dopiero się zacząłeś, lato z tropikami rozkręciłeś i od razu rzuciłeś nas na kolana.
Dwa razy.
Z bezsilności.
Z bezradności.
Z jakąś majaczącą na horyzoncie nadzieją.

Nie kupiłam sukienki.
Kupiłam czarną bluzkę.
Na jutro.
Zamawiam kwiaty.
Dzwonię tam gdzie mąż nie ma już siły.
Albo nie pamięta.
Albo dzwonimy na dwa telefony - ktoś w końcu nas usłyszy.
Brak siły na rozmowy tak potrzebne.
Przez to wszystko i ten upał.

Pomiędzy tajemnicą urodzin, życia, umierania i śmierci.
Życie jest ogromną lekcją.
Znowu.

6 komentarzy:

  1. Trzymaj się ! Życie jest zbyt krótkie, by się złościć i denerwować, a smutek kiedyś minie. Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Każde doświadczenie daje nam siłę. Musimy przyjmować od losu wszystko, te lepsze i te gorsze chwile. Trzymaj się, nie poddawaj.

    OdpowiedzUsuń
  3. Życzę Wam dużo sił - cokolwiek przechodzicie. trzymajcie się!

    OdpowiedzUsuń
  4. To chyba ktoś bardzo bliski... Strasznie współczuję, nie powiem będzie lekko i ból szybko minie, bo wiem co to znaczy. Czas leczy rany, musi go trochę upłynąć. Sercem z Wami.

    OdpowiedzUsuń