To niesamowite, że udało nam się jednak mieć zimę. 
Patrzeć jak powoli sypie śnieg. Płatek za płatkiem opada na okoliczne pola i lasy. 
Jak wiatr robi kurzawę, jak zadymka przechodzi ponad naszym dachem.
I mróz skrzypiał nam pod stopami. 
Trzeba było nanosić drew i dokładać ich do kominka, żeby nie zgasł w nocy, żeby nam było ciepło. 
I buty otrzepywać po wejściu do domu ze śniegu. 
I anioły robić i śnieżką dostać w plecy i ustawiać rodzinę bałwanów po płotem.
Zjeżdżać na sankach z własnej górki i zrobić sobie tor saneczkowo-pupolotowy.

I aż trudno uwierzyć, że zupełnie niedaleko, tylko kilka minut dzieliło nas od miejsc, w którym śniegu nie bylo żadnego


Z książką pod kocykiem - o jesiennych książkach

Długie jesienne wieczory sprzyjają lenistwu, depresji i niezadowoleniu. 
Ale można to bardzo łatwo zmienić. Wystarczy odpowiednie nastawienie, kubek gorącej herbaty książka i koc. I możesz przenieść się wraz z bohaterami ulubionych książek tam gdzie tylko chcesz.



Z KSIĄŻKĄ POD KOCYKIEM

Akcja, której patronuje Magda z bloga Save the magic moments ma swoich zwolenników w Klubie na fp Przeczytaj i Podaj dalej. Blogerki zamieszczają na swoich blogach trzy recenzje książek polecanych na jesienne wieczory. Wierzę w to, że będzie to potężny zbiór ciekawych i różnorodnych pozycji, po które możecie sięgnąć w każdej wolnej chwili.

Dzisiaj u mnie poznacie dwie blogerki, które polecają swoje książki do poczytania pod kocykiem: Emilkę oraz Anię
Zapraszam :)

Rok z książką - Anna Klejzerowicz "Ogród świateł"


Jesienią najczęściej sięgam po książki, które mają przybliżyć mnie do realizacji książkowych wyzwań podjętych na początku roku. Zanim na półkę trafią migoczące śnieżnymi gwiazdkami okładki lektur świątecznych, sprawdzam, co jeszcze zostało mi na tegorocznej „liście lektur”.

Ostatnio, szukając interesującego kryminału, trafiłam na książkę Anny Klejzerowicz „Ogród świateł”. Znam pisarkę i wiem, że nie brakuje jej pomysłów na powieści, historycznego zacięcia i specyficznego łączenia przeszłości z czasem współczesnym. Tak, jak przewidywałam, i tym razem czekał na mnie właśnie taki przenikający się miszmasz. 

Główną bohaterką książki jest Felicja Stefańska, dziennikarka, która wprost nie może nie pokusić się o rozwiązanie zagadki niezwykle bestialskiego mordu na rodzinie nielubianego biznesmena. Dokładnie badając wszystkie tropy, odkrywa, że prawie identyczna zbrodnia została już popełniona jakiś czas temu, ale o dziwo nikt nic nie pamięta, a akta zniknęły.
Dzięki bliskiej zażyłości z lokalnym policjantem bohaterka ma dostęp do najświeższych informacji. A im dalej w las, tym więcej… ofiar. 
Jak na autorkę przystało, w „Ogrodzie świateł” sięga po odwołanie do tradycji, symboliki, sztuki i historii. Raz opowiada o wydarzeniach oczami Stefańskiej, innym razem zamieszcza coś na zasadzie zeznania świadków i relacji uczestników wydarzeń. Zakończenie oczywiście zaskakuje  nieprzewidywalnością i długo jeszcze nie można opędzić się wrażeniu, że gdy dzieje się coś złego, wszystkie oczy wokół nic nie widzą, a uszy- nie słyszą…

Emilka o sobie: 
Jeśli jest coś, o czym mogę mówić bezustannie, to z pewnością książki. 
Blog Rok z książką powstał właśnie po to, żeby móc o nich nie tylko mówić, ale i pisać. 
Na co dzień pracuję w Pracowni Działań Kulturalnych, gdzie zajmuję się organizacją różnorodnych imprez, natomiast resztę czasu poświęcam ogarnianiu domowego ogniska.

Neave Creations - Ewa Pirce "Zapisane w pamięci"


Zapisane w pamięci” to moja pierwsza styczność z Ewą Pirce.
Kiedy trafiła w moje ręce byłam w niemałym szoku czytając tego grubaska, może i do szczuplaków nie należy ale całkiem przyjemnie się ją pochłania. Przy tej wadze ciężko byłoby z nią gdzieś podróżować. 
Nie będę ukrywać, że sięgnęłam po ten tytuł z 2 powodów - chciałam poznać autorkę o której wiele dobrego słyszałam i trafiłam na booktour organizowany przez @motheroftworeads. 

Historia opowiada losy dwojga młodych ludzi - Evy i Alexa - bardzo brutalnie doświadczonych przez życie, mimo młodego wieku. 
Brutalny bokser Żniwiarz, pod którego pseudonimem kryje się Alex, zupełnym przypadkiem spotyka dziewczynę równie mocno doświadczoną przez los co on i tak się zaczyna ta historia miłosna, po której początkach prowadzi nas autorka. Czy dwoje tak zniszczonych ludzi może zaoferować sobie coś więcej niż dalsze cierpienie? 

„Zapisane w pamięci” odbiega od podobnych tytułów tego typu, pokazując trudne, dysfunkcyjne dzieciństwo, młodość głównych bohaterów. Chyba tylko dzięki temu jak interesująco zostały opisane te historie nie mogłam się oderwać od książki. 
Pozostało jednak pewne ale, odrobinę męczące i przedłużające się fragmenty przypominały dwugodzinne umieranie w operze, a także lokalizacja powieści. To drugie zwłaszcza zasłużyło w moim odczuciu na wielkiego minusa, bo czyż tego tylu historia nie mogła się zdarzyć u nas? 
Czy trzeba było cała fabułę wysłać do tej „fascynującej” Ameryki, którą mam wrażenie, że jak 30 lat temu nagle się zachłystnęliśmy... 
Nie marudząc dłużej, myślę, że Zapisane w pamięci świetnie się sprawdzi na długie jesienne wieczory.

Ania o sobie:
Prowadzę bloga neavecreations.com, który zapoczątkowałam chcąc prezentować różne kreatywne rzeczy tworzone dla i z moimi psotkami - Filipem i Erykiem. 
Ostatni rok pokazał jednak zmianę i zwrot kierunku tematycznego na książki. Kreatywność i DIY na pewno zawsze będą się nadal pojawiały.

Moja recenzja - Beata Zdziarska - Zagubiony szlak 


Co prawda święta dopiero za miesiąc ale uważam, że Zagubiony szlak zdecydowanie nadaje się na jesienny wieczór, a może nawet kilka. 
W Wigilijną noc Paweł, Marta i Jan odnajdują drogę do bieszczadzkiego schroniska. 
Trzech przypadkowych wędrowców, których drogi krzyżują się przy gorącej herbacie, blasku kominka i tajemniczym gospodarzu miejsca do którego trafiają. Jego sympatyczne przyjęcie i otwartość pozwalają im na to, aby opowiedzieć historię swojego życia i odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w takim dniu wybrali się samotnie w góry i trafili do tego miejsca.

Każde z nich snuje więc historię: Paweł o swoich dylematach moralnych, odpowiedzialności za rodzinę. Zmianach jakie zaszły w jego życiu po utracie pracy, ciążącym kredycie, trudnej sytuacji z żoną. O wypadku kolegi, którego był świadkiem i wyborze między prawdą a kłamstwem.

Marta nigdy nie miała dobrej relacji ze swoją siostrą bliźniaczką. Całe ich dotychczasowe życie to jedna wielka rywalizacja. Marta otwarcie przyznaje się do tego, że jedynym uczuciem jakim darzy Marię jest nienawiść. Kiedy Maria ulega wypadkowi, lekarze nie dają jej żadnych szans na przeżycie Marta wyrusza samotnie w Bieszczady aby przemyśleć wszystko to, co działo się między nimi przez wszystkie minione lata.

Janek miał zostać księdzem, jest jednak polonistą. W latach 80 zakochał się szaleńczo w córce esbeka. Niełatwa miłość przypadła na czasy walki studentów z komuną: tajne spotkania, bibuły. Ola została jego żoną, lecz wyjechała do Paryża, tam zachłysnęła się zachodem i nie chciała już wrócić do Janka.

Realizm opowiedzianych historii sprawia, że mogły się one wydarzyć tu i teraz, tobie, mnie albo komuś kogo znasz. Opowiedziane w schronisku, wyrzucone na światło dzienne stają się być bardziej ludzkie, prostsze.

"Zagubiony szlak" to książka dająca nadzieję, że można wygrzebać się z życiowego bagna, wyprostować swoje kręte drogi i odszukać nadzieję. 

***  

Bardzo serdecznie dziękuję Emilce i Ani, że zechciały wziąć udział w akcji i przedstawić swoje recenzje książek na jesienne wieczory :)

Rytuały wody - Eva García Sáenz de Urturi


Rytuały wody - druga część trylogii Białego Miasta wpadła mi w ręce dzięki współpracy z Wydawnictwem Muza. Cieszę się, że mogę czytać różne kryminalne opowieści, bo jest to jednak gatunek który pasuje mi najbardziej.

Zaczynam trylogię Białego Miasta od części drugiej i jestem bardzo zadowolona z treści którą czytam. I wiem, że część pierwszą nadrobię bardzo szybko.

W tej książce nie tylko okładka jest ciekawa ale i historia.

Profiler Unai Lopez de Ayala zwany Krakenem w wyniku zdarzeń z poprzedniej książki traci mowę i cierpi na afazję. Nie mniej jednak dostaje możliwość aby uczestniczyć w kolejnym tajemniczym śledztwie.
W Vitorii ma miejsce brutalna zbrodnia, zostaje zamordowana dziewczyna w ciąży, morderstwo łączy się z jednym z celtyckich rytuałów wody. Jest to o tyle ciekawa sprawa, że zamordowana jest pierwszą miłością Krakena i to może spowodować, że sprawa zostanie dość szybko wyjaśniona dzięki jego pomocy. Nie wszystko idzie jednak po myśli śledczych... Zagadki i tropy mnożą się, ujawniając nowe intrygujące tajemnice. Na dodatek Rytuały wody dotykają pewnych bardzo delikatnych spraw, dotyczących wykorzystywania seksualnego i przemocy. 

Pojawiają się celtyckie obrzędy, informacje i ciekawostki o Celtach. Historia depcze nam po piętach.
Pomiędzy nimi znajdziemy mocno rozwinięty wątek obyczajowy. W retrospekcji przyglądamy się młodemu Krakenowi i jego przyjaciołom. Przeszłość i terazniejszość mają się mocno ku sobie.
Oczywiście wszystko łączy się po to, aby wyjaśnić zaistniałe zagadki.

Chciałabym napisać wam coś więcej o treści książki, ale mam wrażenie, że opisując fabułę mogę zdradzić więcej i więcej, i napiszę w końcu wszystko, i nie będzie wrażenia przy czytaniu.
Łącząc wszytko to, o czym napisałam dostajemy ponad pięćset stron dobrego kryminału, którego nie chce się odkładać na pózniej.

Do Włoch - zdjęcia przez szybę część 1

Przez ostatnie trzy, cztery lata udało się nam nawet trochę pozwiedzać.
Ponieważ moje zdjęcia piętrzą się na dysku, czas był najwyższy, żeby je przejrzeć.
Tak powstał pomysł, żeby wrzucić je i tutaj.
Krajobrazy i uczucia im towarzyszące nie przemijają.
Mnie będzie miło wspominać niektóre historie, a może i Wam się coś spodoba.


Jechałam pełna obaw.
To moje pierwsze wakacje za granicą, na dodatek tak daleko i samochodem.
Jestem zachwycona wszystkim. Myślę, że wiem co czuli ludzie po upadku komunizmu, kiedy mogli wejść w wielki świat i przekraczali granice z drżącym sercem.
Inny świat.
Dzisiaj ja się tak zachowuje mijając granicę Polski, Czech, Austrii, Włoch.
Czuję się jak "dziki człowiek", który niewiele widział.


Wyjeżdżamy w nocy. Wszyscy spali oprócz mnie.
Najpierw nas pakowałam a potem nie umiałam zasnąć.
Boję się jezdzić autem, boję się być w przyszłości kierowcą.
Boję się jak minie droga z małym dzieckiem, jak bardzo będzie zmęczony mój mąż, którego czeka ponad doba prowadzenia samochodu. Przewidujemy postoje ze względu na dziecko. Pakuję kredki, papier, zabawki, jedzenie, picie. Nasz samochód ma w sobie wszystko, żeby przetrwać.


Oprócz tego moja głowa naładowana jest informacjami o emigrantach. Rzeszach ludzi podobnych do zbójców, których rzeka Afryki wylała do Europy. Tak więc jechać boję się podwójnie.
Wychodzi na to, że boję się wszystkiego. Cóż. Do odważnych świat należy. Jak widać nie do mnie.


Nasze dziecko nie śpi. Od pierwszej w nocy do czwartej patrzy przez szybę samochodu. Ogląda gwiazdy i wypatruje księżyca. Jest tak bardzo ciekawa świata i uśmiechnięta.
Jej loki wiją się dookoła głowy kiedy wypatruje świateł samochodów.


Wjeżdżamy w mgłę. Czuję, że nie mogę oddychać. Samochód, noc, prędkość, mgła i ja. Chce mi się wyć i chce mi się być bardzo w domu. Ale przecież się nie przyznam. Jestem dorosła i odważna. Moje dziecko się nie boi, to ja też nie.


Zasypiam na dwadzieścia minut tuż przed świtem. Budzę się kiedy słońce wychodzi zza krawędzi horyzontu. Mąż mówi, że lubi właśnie ten "moment dnia", kiedy na niebie z jednej strony wstaje już słońce, a z drugiej jest jeszcze noc.
I lubi tak jechać przed siebie. Przed sobą mieć dzień, za sobą noc. Widzę, że jest w tym momencie szczęśliwy.


Zatrzymujemy się na śniadanie w Austrii. Jemy to co przygotowałam: kanapki, ogórki, herbata i jakieś owoce. Mąż zarządza odpoczynek. Po prostu kładzie się i momentalnie zasypia. Zostajemy na ogromnym parkingu same. Idziemy pooglądać co jest w okolicy oprócz autostrady, stacji benzynowej, jakiegoś motelu. Jak okiem sięgnąć nie ma nic. Liczymy samochody stojące na parkingu według marki, koloru, kraju z jakiego przyjechał. Musimy zagospodarować sobie godzinę, która trwa wieczność. Dzwonię też do mamy. Mówię, że żyjemy (serio?) i mamy się dobrze. Jeszcze tyle drogi przed nami.


Właściwie to chciałabym zobaczyć Wiedeń. Wiem, że nie ma takiej opcji, ale jednak.
Zmęczenie powala mnie kiedy stajemy w korku. Moja drzemka jest intensywna, ale bardzo mocna.
Wstaję i pytam co z tym Wiedniem? Gdzie on? Już dawno za nami, śmieje się mąż. Przespałaś zjazd na autostradzie.


Tunele. Wjeżdżając robi się nerwowo. Ale tylko mnie. Nie ustają konkursy w tym w którą stronę skręcimy, gdzie wyjedziemy, co będzie na końcu. Po paru tunelach odpuszczam, wyciągam czytnik
i już wiem, po co go mam. Żeby skupić się na czymś innym niż jazda. To był bardzo dobry pomysł.


Kolejny postój zarządzamy na jakimś parkingu dla ciężarówek na którym stoją tylko dwie. Jest bardzo ciepło. Z dwóch osobowych samochodów dosłownie wysypuje się rodzina: liczę chyba z szesnaście osób, nie wiem jak się pomieścili!
My okupujemy twardo krawężnik. Siedzimy na kocu, jemy a jakże - kanapki ;) kolorujemy kolorowanki i czekamy, aż nasz kierowca odpocznie.









Italia wita nas roztaczając piękne widoki.
Serwując pyszne jedzenie i niespodziewane zwroty akcji o których wkrótce napiszę.

Celowo nie kadruje i nie poprawiam zdjęć z drogi, które robię przez szybę w samochodzie.
Tak widzę otaczające mnie piękno.

Szaleństwo i spokój

Dziś już mogę powiedzieć, że każde macierzyństwo jest inne. Chociaż nie mam wielkiego doświadczenia w macierzyństwie podwójnym niż paromiesięczne. Ale jest inaczej. W moim przypadku bardzo.

Miłość jest taka sama, chociaż teraz w obu przypadkach jest większa. O matko jak ja je kocham!
Tylko raz przez myśl przemknęło mi, tuż pod drzwiami dyżurki lekarskiej, przed samym porodem: a jak ja je będę kochać dwie?
Mina mojego męża bezcenna, prawie jakby pytał: a to nie wiesz jak?
Ale nic nie powiedział, westchnął tylko głęboko, jak rzadko kiedy. On nie ma w zwyczaju wzdychać!
Dziś wiem, że się wystraszył tego pytania, że jak to JA nie wiem, jak ja jestem MATKĄ! Cóż ojcostwo nie zwalnia z miłości w naszym przypadku odbiło nam na ich punkcie obu.

Starsza córka się zmieniła.
Nie z dnia na dzień oczywiście. Ale po urodzeniu Młodszej Starsza jest bardziej odpowiedzialna i trochę jakby spokojniejsza. Ona nie ma charakteru, ona ma charakterek. Szpilę wbija bezbłędnie. Jest wszędzie. Na miejscu nie usiedzi. Oczy musisz mieć w przysłowiowej d... i myśleć z wyprzedzeniem, chociaż gwarantuje, że mój mózg działa przy niej na przyśpieszonych obrotach a ona i tak będzie krok przede mną. Zmianę widzimy w zachowaniu więc jak na dłoni. Trochę bardziej stonowała. Oczywiście, tylko trochę, żeby nie było. Szaleństwo to jej drugie imię.

Młodszą cechuje spokój i uśmiech. Ona jest jednym wielkim uśmiechem od kiedy pierwszy raz się uśmiechnęła.  I jak na razie tak jej zostało.
Jest również spokojem, co przyjęliśmy z zaskoczeniem. Byliśmy przygotowani na drugie tornado (pierwsze było tornadem od razu, od początku, od momentu urodzenia) a tu proszę państwa - spokój. Zen i medytacja.
Czasem trochę się pokwiczy, pokrzyczy, mlaśnie z niezadowolenia. I to by było na tyle. Chociaż jak jej coś doskwiera to wiemy od razu, ćwiczy płuca ile może, chociaż rzadko.

Szok, że obie nasze a takie różne :D