poniedziałek, 25 czerwca 2018

Piłka jest jedna, bramki są dwie...

Tego dnia szłam do pracy, było popołudnie a za mną szedł chłopczyk.
I ten chłopczyk tak bardzo płakał. 
Rozdzierająco. Jak tylko chłopcy mogą płakać kiedy coś się im stanie. 
Zatrzymałam się i poczekałam aż zalane łzami zjawisko zrówna się ze mną.
Czy coś się stało? Pomóc ci jakoś? Zapytałam z troską. 
Spodziewałam się, że odburknie albo minie mnie bez słowa. Albo, że ktoś go pobił, coś zabrał...
A z jego dziecięcego gardła wyrwały sie słowa: 

Bo oni przeeeeegrali! Oszukali! Przegrali! 3:0!

Kopnął worek ze szkolnymi kapciami i zostawiając mnie wrośnięta w chodnik poszedł szlochając dalej.
Wtedy sobie przypomniałam, że był mecz.
Dzisiaj nie pamiętam, ale chyba Polska Korea, też jakieś mistrzostwa świata, czy Europy. 
Dawno temu, jakieś 10-12 lat.

Wczoraj powtórka. 
Mecz. Mistrzostwa. 
Drużyna przygotowana na każdym poziomie - tak mówią. Uśmiechają się na konferencjach, zgrupowaniach, instagramach z kont prywatnych i reprezentacji. 
Z dumą będą nieść Orła Białego żeby mógł się wzbić ponad wszystkimi w locie triumfalnym.
Bo jesteśmy drużyną. 
My i wy. 
My razem. 
Wszyscy.
Zlewają się nazwiska. Biało czerwone koszulki i spodenki. Nogi podają piłkę. 

Na żywo, na stadionie, w strefach kibica, przed telewizorami i radiami - kibice.
Na ulicach nikogo nie ma.
Cisza jest. 
Trzymają kciuki ludzie mali i duzi, z pomalowanymi twarzami ubrani w barwy narodowe. Przeżywają, oglądają.

I cisza.

Agencja reklamowa zrobiła im taki PR, że jak myślę o nich to jednak ich widzę w garniturach bardziej niż w tych korkach na murawie.  
I reklamujących wszystko, co można. 
Kreując się nie tylko na gwiazdy boisk, ale i gwiazdy w każdym calu. 
Jestem piłkarzem, ale wszystko mogę. Sięgam po najlepsze, najwspanialsze. 
Kiedy jestem z drużyną cuda i wianki panie! Damy radę!

Nie dali. 

Może trzeba powymieniać na młodszych, mniej znanych, a z większym potencjałem niż ego. 
Na takich co 90 minut umieją biegać i podawać piłkę i myśleć - jednocześnie. 
Na takich, którzy czekają na szansę, mają marzenia, że będą wbijać bramki i je wbijają, a nie opowiadają o nich. 
Na takich, o których się mówi, że to nadzieja - a potem się jej nie daje, bo jednak kto inny będzie grał, ten ze starego zespołu.

Siedzą więc po meczu kibice. Dorośli i mali. 
I płaczą. 
Bo oni dali im wszystko co mieli, a tamci zabrali nadzieje.
I kiepsko dawali od siebie cokolwiek. 
Mówią, że walczyli. Nie wyglądało to na walkę, nie wyglądało to na trud. 
Ktoś z kadry odejdzie, ktoś się poda do dymisji. Ktoś beknie za to i za tamto.
Polecą głowy za brak taktyki, przygotowania, czegokolwiek. 
Dni, tygodnie, miesiące analiz co poszło nie tak, co poprawić... 

A piłka cały czas jedna, bramki są dwie, czas leci.
Kibice płaczą, płaczą dzieci. Czują się zdradzeni, oszukani, smutni.

Kibice piszą, że prawdziwy kibic wybacza. 
A jednak wybaczanie wybaczaniem. 
Niesmak na długo pozostaje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz