wtorek, 18 lipca 2017

Spacerem po Szczyrku

Pierwszy raz w Szczyrku byłam w latach 90.
Świetność przeżywał wtedy dom wczasowy Włókniarz, z którego nocą albo bladym świtem wypełzali mężczyźni pod wpływem.
Śpiewali przy tym pieśni wesołe i darli się na całe gardło pod oknami naszego pensjonatu.
Pensjonat to duże słowo.
To był dom w którym  udostępniono jeden poziom z 3 pokojami a w reszcie przeprowadzany był remont.
Wiertarka, stuki póki od rana do wieczora.
Miło i swojsko.
Całe dnie spędzaliśmy więc po za domem zwiedzając, chodząc i szukając miłych zakamarków.



To były jedne z najlepszych wakacji mojego życia.
Bardzo tęskniłam za rodzicami i codziennie płakałam w łazience podczas mycia.
Ale było fajnie z ciocią, wujkiem i kuzynką.
Do dzisiaj pamiętam smak krakowskiej chrupanki kupowanej w małym warzywniaczku.
Spacery wzdłuż rzeki Żylicy, chociaż przez pół życia wydawało mi się, że to musiała być Wisła.

Dzisiejszy Szczyrk to już nie jest to samo miasteczko co wtedy.
Zmieniło się wszystko, albo prawie wszystko.
Włókniarz popada w ruinę.
Warzywniaczka nie ma.
Turystów dużo i jest gwarno.
Dużo nowych miejsc do spania i spędzania czasu.
I zdjęcia też są z naszej krótkiej wyprawy.








 











4 komentarze:

  1. Jak pięknie :) Aż by się chciało tam od razu pojechać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W dzieciństwie ciągle jeździłam w tamte okolice i mam do nich sentyment :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja byłam tam w niedzielę, właśnie w tych samych miejscach...może nawet się mijałyśmy...:)) pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam te okolice, choć moją ulubioną miejscowością w tamtych stronach jest Wisła to trzeba przyznać że Szczyrk również ma swój urok :)

    OdpowiedzUsuń