wtorek, 23 maja 2017

Zbyt mało czasu

Myję kubki i talerze. A w kuchni rozbrzmiewa głos.
Najbardziej kojący jaki znam i lubię. Mocny, męski i jedyny w swoim rodzaju. 
Porządny pan od muzyki. Skrupulatny i z polotem.
Wodeckiego znam od dobranocki, jak większość dzieci urodzonych w latach 80. 
Wodecki - ten od Pszczółki Mai, ten od Chałup i od Bacha.
Z trąbką, skrzypcami i z włosami jak lew, ze szparą między zębami.

Nie mam anegdot z nim związanych. Nie miałam szczęścia spotkać go w Krakowie, nie jechałam z nim ani w tramwaju, ani w pociągu. Nie był moim sąsiadem.
Ale był takim człowiekiem, że kiedy widziałam go w tv to mój kciuk automatycznie kończył z przeskakiwaniem na inny kanał. Umysł nastawiał się na słuchanie. Słów, wywiadów, muzyki. To taki człowiek, który zawsze był sobą. Biała koszula i czarna marynarka - taki stylowy, elegancki, a jednak był w nim luz. I mówił zawsze ładnie, używał niewyszukanych słów i chociaż był gwiazdą ja odbierałam go jednak jako skromnego.

Przygotowując obiad słucham innej audycji, opowiadają o Zbyszku jego koledzy i koleżanki, przypominają jaki był. I z trudem im przychodzi mówienie w formie przeszłej.
Jeszcze był - a już go nie ma.

I tak jem obiad wyjątkowo w milczeniu pochłaniam, moje dziecko nawet milczy. Słucha.

A ja myślę, że to jest tak, że teraz jak pan, panie Wodecki umarł to wszystko zaczyna mieć przesłanie.
Każda wyśpiewana nuta ma głębszy sens i można się doszukiwać w tych tekstach radości, smutku i metafizyczności. Inaczej postrzegamy wszystko za czyjegoś życia, a inaczej już po śmierci. 

I zawsze mam taką gulę w przełyku jak umiera artysta. 
Szczególnie jak był "od muzyki". Nie ważne czy śpiewał, czy grał. 
A ja wcale nie jestem jakimś melomanem, znawcą. 
Na garach gram tylko w kuchni, nie śpiewam nawet pod prysznicem i nie znam nut. Jedna pani w zerówce bardzo chciała żebym poszła do szkoły muzycznej, bo podobno miałam słuch. Teraz to nawet jestem przygłucha.
Ale z muzyką nie mam nic wspólnego.

Lubię jej słuchać. Nie każdej. Nawet nie dobrej - bo ja nie wyznaczam trendów, tylko słucham co mi się podoba. 

Ale ta gula właśnie... jakoś tak głupio słuchać jak się wie, że na koncert się już nie pójdzie, że się nie usłyszy muzyki po prostu. Człowieka nie zobaczy, nie posłucha. Szczególnie jak człowiek fajny z duszą taką dobrą.
I jeszcze przyszło mi na myśl, że jest zbyt mało czasu, żeby usłyszeć wszystko co się chce. Żeby poznać co stare i co nowe. I że ten czas... Goni każdego. Na każdego czeka, gdzieś tam. 

Panie Wodecki, to niech pan nam z tego miejsca, gdzie tam pan jest dalej komponuje i gra.
I nawet zaczyna od tego Bacha, tą pszczółkę Maję i nawet te Chałupy, aniołom się spodoba. Niech te lekcje gry na skrzypcach, ta krew co się lała, o której mówił pan w wywiadzie - niech to wszystko służy nadal. 

6 komentarzy:

  1. A ja może jestem jakaś wyjątkowo niewrażliwa, ale raczej mnie nie ruszają śmierci ludzi, których nie znałam, a szczególnie ludzi starszych. Wiadomo, czas każdego na tej ziemi jest policzony i kiedyś musi dobiec końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam bardzo dużo empatycznych uczuć i mnie wzruszają. Może nie do łez, daleka jestem od jakiejś rozpaczy czy żałoby. Ale mnie ruszają takie rzeczy. Również inaczej podchodzę do śmierci ludzi starszych niż dzieci czy ludzi w sile wieku.

      Usuń
  2. Nigdy nie byłam jakąś wielką fanką. Znam kilka najpopularniejszych piosenek, trudno nie kojarzyć tego głębokiego głosu i grzywy loków. I trochę mi nostalgicznie, ale wierzę, że miał za sobą długie i mam nadzieję że szczęśliwe życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie byłam i nie jestem fanką ale jednak nostalgicznie będzie jakoś brak...

      Usuń
  3. Miałam szczęście spotkać Wodeckiego w Międzyzdrojach rok temu :) Jak dla mnie wybitny artysta, od którego już niestety nie usłyszymy żadnej nowej kompozycji

    OdpowiedzUsuń