wtorek, 1 listopada 2016

Człowiek o sarnich oczach - wspomnienie

podróż przez życie
Przez mgliste dziecięce wspomnienia pamiętam go.
Mieszkał w domu, tak baardzo daleko, że jak miałam tam iść to bolały mnie nie tylko nogi, ale całe ciało.
Daleko, za polami, za gruszą, tylko trzy domy.
Wtedy w każdym z tych domów ktoś mieszkał.
I wszystkich ich pamiętam.
Z wszystkimi nimi jako dziecko rozmawiałam, bawiłam się tam, spędzałam czas w wakacje.
Obok, ale jednak byli  - ktoś był sąsiadem, ktoś rodziną.
On był bratem mojego dziadka, wujkiem.


Pamiętam go zawsze rozczochranego i z papierosem.
Z liśćmi we włosach.
Chodził swoimi drogami po lesie.
Tylko on je znał.
Tylko on znał sekrety lasu.

Był człowiekiem płochliwych, sarnich oczach.
O delikatnym, dziecięcym sercu i takim samym umyśle.
Człowiek gór i lasów mojego dzieciństwa.

Był sam tak bardzo ze sobą, jak może tylko człowiek, który nie rozumie rzeczywistości.
Ale czy musi ją zrozumieć, jeśli jego życie jest jego rzeczywistością?
Trudno poznać kogoś, kto jest człowiekiem gór i słucha tylko wolności.
Trudno kimś takim się opiekować.

Nigdy nikogo nie skrzywdził, ale spotykał na swojej drodze ludzi mało szlachetnych.
Nie miał życia lekkiego.
Wodę przynosił ze studni.
Drewno z lasu.
Nie potrzebował dużo.
Ale jednak drugiego człowieka - potrzebował.

Starość pogłębiła jego dzieciństwo.

Odszedł w ciszy człowiek o sarnich oczach...
Człowiek gór.
Człowiek prosty i tą prostotą tak szczęśliwy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz