.post blockquote { font-size: 20px; margin-bottom: 20px; line-height: 1.65em; font-weight: 300; padding: 20px 20px 20px 50px; color: #fff; font-family:Georgia; background: #77818d url(http://1.bp.blogspot.com/-rF0Te6xJ--8/VavkUYXc64I/AAAAAAAAHCI/SyxWvM2NYa4/s1600/cytat-4a.png) no-repeat 20px 0px; text-align:center; }

poniedziałek, 31 października 2016

A jeśli Ciebie też to spotka?

To może być całkiem normalny dzień.
Idziesz na zakupy, wracasz z pracy, jesteś na uczelni.
Siedzisz, stoisz, leżysz, uśmiechasz się, rozmawiasz, milczysz.

Ja stałam i gotowałam dziecku jajko po przyjściu z przedszkola. Ot, taka mała zachcianka: jajo.
Cisza, spokój. Nie tylko w tym dniu, ale od czasu naszego powrotu z Włoch - zwolniliśmy.
Inaczej jemy, inaczej spędzamy czas. Patrzymy na życie inaczej. Taki czas, w którym nic złego nie powinno się zdarzyć.

A więc ten spokój - rozmawiam z córką, tłumaczę coś o jajku ale muszę iść po coś do łazienki.
Mam tam takie duże, fajne okno. Spoglądam na nie i zostaje oślepiona słońcem.
Rozbłysk jest tak duży, że nie umiem normalnie na nic patrzeć. Ale coś jest nie tak, okno jest od północy, tam nie ma słońca po czternastej! Nie ma też możliwości, żeby któryś z sąsiadów otworzył okno i mnie oślepił odbitym słońcem, bo okna są pod innym kątem... nie mam czasu jednak o tym myśleć.

W kuchni nic się nie poprawia, niezależnie od tego czy mam zamknięte czy otwarte oczy - nadal widzę refleks świetlny, przez całe pole widzenia. Poza nim ledwo widzę zarys przedmiotów.
Jakimś ostatnim rzutem na taśmę pojawiają się dwie myśli: wyłączyć pod jajkiem, dać je córce i przenieść się na kanapę. Tam będzie mi łatwiej.
Nie wiem jak się tam znalazłam, obrałam jajko, karmię córkę - dwie łyżeczki.
Ogromny ból rozsadza moją głowię.
Nie mogę myśleć, poruszać się, nie mogę nic.
Sadzam córkę na kanapie, włączam w tv bajkę ale jest tak zmęczona, że zasypia od razu.
Czuję mrowienie w obu dłoniach, szybkie docierające w zastraszającym tempie do łokcia.
Nie czuję twarzy, nie panuję nad nią.
Wiem, że dzieje się coś złego i wtedy przypomina mi się plakat z mojej przychodni, na którym pisze: UDAR - i myślę sobie, "o q... chyba to nie to?"

Wyciągam telefon, mówię do męża: przyjdź, szybko... Jest w garażu.
Kiedy do mnie przychodzi, nie umiem mu powiedzieć, co się dzieje.
Leżę, bezwładnie.
Myślę szybko i bardzo składnie, czego nie mogę powiedzieć o moim mówieniu: bełkoczę. Opanowuję drżenia rąk, powoli próbuję wskazać co mnie boli.
Mam pełną świadomość myśli, jestem równocześnie uwięziona w ciele, które nie reaguje na moje polecenia. Nie dotykam dłonią głowy, a chcę pokazać, że to tutaj największy ból, nie potrafię poprosić o pomoc, nie potrafię nic!

Mąż wzywa pogotowie, są szybko, bo przyjechali tuż zza rogu, nie do końca potrafię powiedzieć co mi jest. Drżenie rąk ustępuje, zaczynam powoli widzieć "całymi" oczami.
Pytają jak się nazywam, powoli mówię swoje imię, sprawdzają odruchy, mierzą ciśnienie, słuchają serca.
Próbujemy porozmawiać.
Pytają, ja kiwam głową, zaczynam mówić pojedyncze słowa, nie mówię zdaniami.
Wiem, że te zdania w mojej świadomości się pięknie układają i mają sens, niestety kiedy otwieram usta pozostają tylko poszczególne słowa.
 Nie wiem jak mówić.
Nie pamiętam słów, nie wiem jakie przedmioty mają nazwy.
To znaczy wiem, moja świadomość wie, chce krzyczeć, chcę mówić tak jak przed dwudziestoma minutami - ale nie potrafię.
Jestem bezsilna.

W karetce jest mi zimno, chce mi się nagle spać - nie dostaję żadnego leku, czuje się tak bardzo wyczerpana tym wszystkim.
Cały czas boli mnie głowa.
Jak gdyby ktoś założył mi kask, który wycisza wszystko wokoło, jak gdybym była w tunelu.
Ból mocny, momentami stały, omdlewający.

Nie będę Wam pisać o szczegółach przywozu do jednego ze szpitali, gdzie nie chciano mnie zbadać, a gdy to jednak łaskawie zrobiono, lekarz na kartce napisał rozpoznanie i nie chciał się pod tym nawet podpisać, nie mówiąc o tym,że powiedział, mi że wszystko jest dobrze.
Moi ratownicy medyczni, tak "moi" bo dzięki nim po pierwsze czułam się przynajmniej bezpieczna,  a po drugie dzięki ich reakcji i decyzji, że zawiozą mnie do drugiego szpitala - sytuacja została opanowana, oni wiedzieli, że coś jednak jest nie tak, jak być powinno.

Kiedy siedziałam na ostrym dyżurze z moją przyszłą panią neurolog, ona wściekła, bo był ogrom pacjentów, a ja odważyłam się całym zdaniem zapytać, czy mogę sobie tutaj popłakać?  i to zdanie było jednym z pierwszych wypowiedzianych tak, jak mój rozum chciał - poprawnie, bez przestawiania szyku wyrazów, ze słowami w ich pełnym brzmieniu.
Ulga ogromna.
Kiedy razem z moimi ratownikami czytała na głos tą kartkę z poprzedniego pogotowia, łzy toczyły się i spadały na moje dłonie, pośród oszczędnych słów, ostatnie najważniejsze zdanie: podejrzenie udaru mózgu.

Potem to już pobieranie krwi, leki, badania, tomograf, w międzyczasie trudne rozmowy z rodzinami chorych, którzy leżą na oddziałach - tutaj nie da się uratować, tutaj przepraszam, tutaj, niech mnie pan zrozumie, nic sie nie da zrobić - siedzę i słucham.
Siedzę za drzwiami, wszystko słychać, kolejni pacjenci.
Zimno, ciepło, gorąco.
Strach.
Od męża dzielą mnie dwoje drzwi.
Nie wiem czy może do mnie wejść, chciałabym.
Po obu stronach drzwi strach i niewiadoma.
On nie wie co dzieje się ze mną, ja nie wiem co będzie dalej.
Chodzą i mnie oglądają, trudno mi się nadal rozmawia, słowa mi uciekają.
Słyszę: za młoda, za młoda.
Ale tomograf proszę pani jest dobry.
Nic tam nie ma.
Nie ma guza, nowotworu, nie ma nic.
Udaru też nie ma.
Możemy panią puścić do domu, ale niech pani z nami zostanie, potrzeba więcej badań.
Zostaję.

Nie ma mojej karty, lekarz nadal na dyżurze.
Ale wpada, zmęczona ale miła, mówi, że to migrena.
Skojarzona.
Objawy jak przy udarze.
Tak się czasem zdarza.
Objawy jak udar, może prowadzić do udaru.
Niech się pani wyśpi.
Jutro znów badanie.
Niech pani śpi.
Odpoczywa.
Przyjdę do pani w poniedziałek.
Jest czwartek.

Boję się spać.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że najwięcej udarów ludzie mają podczas  snu.
Więc się boję.
Cicha sala, noc.

Pielęgniarki są miłe.
Są jak mama i tata razem, kiedy dziecko choruje i potrzeba spokoju.
Podziwiam je za to.

Gdzieś w nocy głowa mnie przestała boleć, pewnie wtedy kiedy zasnęłam...


***

Wiem już, że życie może się zmienić z dnia na dzień.
Zawsze to wiedziałam, a od miesiąca doświadczam tego codziennie.
Wiem, że z chwili na chwilę może się zmienić diametralnie i nieodwracalnie.
Ja nie miałam udaru, ale doświadczyłam objawów, które mogą do niego prowadzić.
Nadal borykam się z jego konsekwencjami, boję się, że może się powtórzyć, szukam wraz z lekarzami przyczyny - diagnozuje mnie kardiolog, neurolog, szukam pomocy u psychologa.
Wszystko kosztuje mnie bardzo dużo emocji, to że zdecydowałam się na ten osobisty post - również, prawie przez trzy tygodnie miałam problem z tym, żeby poprawnie pisać, nie tylko mówić i ale powrócić do równowagi fizycznej.
Ale może to kiedyś, komuś pomoże.

Pamiętaj, że kiedy ktoś ma udar najważniejsza jest wtedy reakcja - Twoja i otoczenia.


Nie bój się prosić o pomoc - to może uratować Ci życie.
Nie bój się pomocy udzielać - to może uratować czyjeś życie.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Zmieniłam komentarze na disqus - mam nadzieję, że to Wam nie przeszkadza, jeśli jednak będą jakieś problemy z zamieszczaniem komentarzy, dajcie proszę znać na kontakt.podrozprzezzycie@gmail.com 
będę starała się nad wszystkim zapanować :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Cieszę się, że tutaj ze mną jesteś :)