.post blockquote { font-size: 20px; margin-bottom: 20px; line-height: 1.65em; font-weight: 300; padding: 20px 20px 20px 50px; color: #fff; font-family:Georgia; background: #77818d url(http://1.bp.blogspot.com/-rF0Te6xJ--8/VavkUYXc64I/AAAAAAAAHCI/SyxWvM2NYa4/s1600/cytat-4a.png) no-repeat 20px 0px; text-align:center; }

środa, 4 maja 2016

Bezradność


Są takie dni, zdarzają się od czasu do czasu, że jak wstajesz nawet prawą nogą, to wiesz, że będzie do dupy. To czai się w powietrzu, wisi jak mgła i wiesz, że przydałoby się to przeczekać.
Wkopać się w kołdrę, przykryć, zasną i obudzić się jutro.


Ale wstajesz. Nie patrzysz na swoją twarz w lustrze.
Albo patrzysz, ale nie widzisz.
Machinalne czynności poranne: mycie, czesanie, ubieranie.
Byle przetrwać śniadanie.
Nie jajko, parówka, dżem, miód, kanapka, wszystko na nie.
Znów: może to, a może tamto a może jeszcze coś innego.
Robię jajko.
Jajko jest dobre na wszystko.

Zjada. Sukces.

Chodźmy się ubrać.

Pół godziny później na pewno sąsiedzi już dzwonią po opiekę społeczną, dzielnicowego. A już na pewno myślą: bosz... co za matka. Dziecko katuje, stawia do kąta, skręca kark.
Nie, nie, nie...
A ja tłumaczę, tłumaczę, tłumaczę... chociaż szczerze to ręka mnie świerzbi.
Ale nadal tłumaczę, że ubrać się trzeba, żeby nie ryczała jak lew, żeby nie darła się wniebogłosy, żeby mnie słuchała, albo ubrała się sama.
Tylko niech nie krzyczy.
Nic złego się nie dzieję.
Dla mnie.
Dla niej koniec świata.

Siedzę od niej, takiej poryczanej, posmarkanej ze łzami dwiema - na wyciągniecie reki zkoszulką w rękach, obok reszta ubrań i proszę.
I przemawiam.
Potem milknę i samej mi się ryczeć chcę, bo już nie wiem co mam robić.

Czytałam, że mało informacji, że tłumaczyć z jej poziomu, łagodnie, spokojnie.
Nie pomaga, ani tak ani tak.
Bunt trzylatka, powiecie.
Wiem, muszę przeczekać.

Bezradność w takich momentach zdarza mi się tyle razy ile te momenty się pojawiają
Nie codziennie, nie co drugi dzień - reguły nie ma.
 Pojawiają się i nikną w innych chwilach dnia.
Ale jak trwają, to wleką się w nieskończoność.

Zazwyczaj w domu. Dotyczą tylko ubierania.
Wszechobecny foch na wszystkich, goły, mały człowiek, uciekający w kąty wszystkie, żeby tylko się nie ubrać.
Zostawiam. Taką gołą. Po czasie przyjdzie.

Ale kiedy mam wyjść do lekarza, jestem umówiona trudno mi  wpaść w ubraniową "zabawę", bo nie wiem kiedy i ile ona potrwa.

Ryk na całego zdarzył się w sali zabaw.
Dotyczył wyjścia i oczywiście przede wszystkim ubierania.
Prawdę powiedziawszy czułam się jak kat mojego dziecka.
Na siłę przebrałam chociaż nie w całości.
Nie pomagało nic kompletnie.
Chciało mi się wyć i ryczeć.
Bezradność, bezradność, bezradność...

Ale potem znów wyszło słońce.


6 komentarzy:

  1. Ech, Madziu, przytulam :*
    Lila miewa podobne "zaciachy" tyle, że nie tylko o ubieranie. I też czasem mam ochotę ryczeć z bezsilności. A już najbardziej wymiękam, kiedy którąś tam histerią z rzędu doprowadza mnie niemal na skraj obłędu a Jej przechodzi jak ręką odjął...

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam to bardzo dobrze. Aria na trzy głosy doprowadza momentami do obłędu, a gdy człowiek idzie ulicą z dramatyzujacymi dziećmi patrzy tylko przed siebie. Znam to.
    Trzymaj się dzielnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Matki podziwiam Was po stokroć,bo gdybym miała dziecko to poznało by chyba co to gniew matki.
    Jak czytam takie posty czuje ulgę że nie mam.Pozdrawiam i życzę cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Skąd ja to znam, od kilku dni moje super spokojne dziecko pokazuje dziwne fochy, jak nie ona. Węszę tu kolejny skok rozwojowy, czy też bunt, zwał jak zwał. Ale już wiem, że ciężko będzie

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakbym czytała o Hubisiu, którego rano próbuję ubrać do przedszkola i jeszcze zdążyć do pracy na 7.30. Przytulam!

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tutaj ze mną jesteś :)