wtorek, 24 listopada 2015

Kiedy słów brakuje

Omijam ostatnio tematy trudne, dziecięce, głębokie i takie, które wymagają ode mnie trochę więcej wysiłku.
Nie, one niestety nie omijają mnie w życiu, a szkoda.
To sobie trochę tutaj odpuściłam, chociaż napisałam parę postów, które wrzucę w grudniu, bo w listopadzie nie mam na nie ochoty.
Wiecie, czasem warto nie napisać nic, niż żołądkować się, że coś nie wyszło, albo że humor nie należy do najlepszych dzisiaj, czy też wczoraj.
Czasem trzeba odpuścić.

Codziennie padam na paszczydło razem z moją córką, czyli gdzieś między 23 a 2 w nocy.
Prawdaż ileż mam czasu w ciągu dnia jeśli wstaję najpóźniej o 8?

Dzieje się dużo, chociaż każdy dzień jest bardzo do siebie podobny, dla obserwatorki, która zagląda do nas zza kuchennej firany regularnie, codziennie, to pewnie jesteśmy aż nudne. I czasem myślę, ze ta obserwatorka sprawdza, czy coś nie zmieniło się w naszej porannej szczególnie rutynie, bo to byłaby dopiero rozrywka! A tak, to nic, flaki z olejem od rana do wieczora - zabawy, rysowanie, jedzenie, wygłupy, śmiechy chichy, małe i większe tragedie, śpiki u nosa i sikanie do nocnika.
Nudą wieje, prawda?
I my tak codziennie, codziennie nawet w weekendy.

Zostawiam Was z jesiennymi zdjęciami zamiast reszty słów
A jutro czekajcie na nowy post :)
Miłego!












3 komentarze:

  1. Ja czasem padam z Młodą już o 21 i śpimy do 7-8 :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne zdjęcia, nostalgiczne. A nuda... cóż, w końcu odejdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie rutyna wykańcza, a szkoda, bo totalnie brak mi zorganizowania.

    OdpowiedzUsuń