czwartek, 12 listopada 2015

Kichuś Majstra Lepigliny Janina Porazińska - Przygody z ksiażką


"Kichuś" Janiny Porazińskiej to kolejna książka, którą chciałabym Wam przedstawić w projekcie "Przygody z książką".

Moje pierwsze spotkanie z Kichusiem miało miejsce bardzo, bardzo dawno temu, kiedy na dobranoc dziadkowie wyświetlali mi filmy z projektora "ania" na ścianie. Pamiętacie te czasu? I filmy na kliszy?
To właśnie tam miałam (i mam dzisiaj) bajkę "Kichuś Majstra Lepigliny".

Drugie spotkanie nastąpiło niedawno, kiedy postanowiłam przejrzeć najwyższą półkę z książkami dla dzieci ale tych zdecydowanie starszych, jeszcze nie dla Dziewczynki. Cztery lata temu, przyznaję, że wrzucałam tak książki jak popadnie, nie patrzyłam co tam mamy dokładnie i zupełnie o nich zapomniałam. Ale kiedy przeczytałam na okładce, że to Kichuś - od razu rzuciłam wszystko, żeby go sobie obejrzeć i przeczytać, bo książki nie znałam.
Książka należała do babci Joasi i cioci Krysi, rodziny ze strony mojego męża. Poznaję to po tym, że w rogach książek są numery, tutaj 43 - prawdopodobnie ich tato lub dziadek katalogowali książki.


Na ilustracji powyżej widzicie Kraków, a dokładniej podzamcze krakowskie, to tutaj bowiem został ulepiony z gliny przez Majstra Szymona Lepiglinę, po suto zakrapianych chrzcinach Kichuś. Kichuś to małe chłopczątko, którego pierwszą prośbą było, aby zażyć tabaki...  I tak, kichał, tak kichał, że z tego kichania powstało jego imię.

Zapomniałam na wstępie dodać, że Kichuś jest książką dla starszych dzieci, o czym informuje nas ostrzeżenie na okładce (rok 1956!), bo piwo się leje, mogą lecieć baty i krzyczy się na dzieci. Obecnie mało edukacyjne wychowanie.


Kichuś to taki  polski odpowiednik Pinokia.
Jest cały z gliny, ma nawet gliniane, bijące serduszko.Troszkę naiwny, ale pełen sprytu i dobroci.

Przygody małego chłopca są ciekawe i przeplatają się z krótkimi opisami tego, co dzieje się na krakowskich ulicach prawdopodobnie w XVIII.
Są przekupki, szewcy na ulicy Szewskiej, żony majstrów czyli majstrowe, Kafelkowa i wiele innych.
To książka o tym, że dorośli mają ciężkie życie, a dzieci jeszcze cięższe, że trzeba pracować, że bieda jest częścią życia, ale pracą można zasłużyć sobie na coś lepszego.


Język książki pełen jest wyrazów już dawno zapomnianych. Jak miło mi było czytać: o stągwi, antałku, ślozach, saganach, uplotkach... ach!

Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o ilustracjach pani Marii Orłowskiej, której podobnie jak Szancerowi zawdzięczam wspaniałe, magiczne dzieciństwo!

Pamiętajcie - zaglądajcie do antykwariatów, bibliotek, szukajcie ciekawych starych książek :)


26 komentarzy:

  1. Piękna, stara książka! Nie znam tej historii, a z filmów z projektora pamiętam tylko moje pierwsze kroki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historię polecam, a na wpis o bajkach z projektora - zapraszam wkrótce :)

      Usuń
  2. Jak ja uwielbiam takie zabytkowe wręcz publikacje. Kiedyś chyba stworzę własną biblioteczkę takich dziecięcych książek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli układam moją biblioteczkę starych książek dla Dziewczynki :)
      Okazało się, że kolekcja jest duża.

      Usuń
  3. nie znam książki, ale ilustratorkę jak najbardziej - to pani od mojej ukochanej "Bajarki"! :)
    bajki z projektora wspominam z wielkim sentymentem, u cioci jest jeden nadal sprawny, niestety, klisze się już rwą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mojej ukochanej "Bajarki", którą wygrzebałam kiedyś na straganie za jakieś śmieszne grosze, bo nikt się nią nie interesował.
      Klisze można zdobyć na olx, ale ceny niektórych są kosmiczne.

      Usuń
    2. Och, Bajarka i u mnie ma wielką moc wspomnień. stare wydanie to prezent dla mojej mamy od dziadka, potem dostałam książkę ja, teraz córka się zaczytuje :)

      Usuń
    3. Bajarka to moja pierwsza książka z biblioteki, wielkie przeżycie jak czytałam :)

      Usuń
  4. Bardzo w temacie i atmosferze wspomnień jak dla mnie, bo ja tym razem o Szancerze i Uniechowskim. A ilustracje Orłowskiej też pamiętam :)
    Anię mam i oglądamy bajki na ścianie - absolutnie fantastyczne wspomnienia!!!
    fajny wpis!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zobaczyłam tytuł to od razu u Ciebie przepadłam :) wspomnień cała masa.

      Usuń
  5. Bajki z projektora to było nie lada przeżycie u nas, milo mieć takie wspomnienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło, chciałabym żeby dla mojego dziecka też się kiedyś takie znalazły.

      Usuń
  6. Ciekawe... ja ostatnio zacytuję się w serii "poczytaj mi mano". To ma w sobie coś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam jeszcze parę swoich "poczytaj mi, mamo" ale są też takie fajne duże zbiory, tylko ta cena za wszystkie, ah!

      Usuń
  7. Jaka piękna książka! Nigdy o niej nie słyszałam wcześniej. Też uwielbiam antykwariaty i szukam starych książek :) dołączam się więc do apelu! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ależ piękna książka. Uwielbiam takie wpisy na blogach, bo dzięki nim wspominam i mam potem czego szukać w antykwariatach. Z projektora pamiętam złotą rybkę i stoliczku nakryj się ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie znam tej książki. Ale kocham stare pozycje i bardzo żałuję, że tak niewiele ich się uchowało z czasów mej młodości ;))

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaglądamy - kilka fajnych książeczek dla dzieci z lat mojego dzieciństwa udało nam się przynieść już do domu. Projekt - nasza miłość przeżywana na nowo z dzieciakami :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurcze, jaki fajny wpis :) Dawno nie było mnie u Ciebie - nie wiedziałam, że piszesz taki cykl o książkach! Tej nie znałam. A na projektor Ania chcę zapolować na Allegro. Już widzę oczyma wyobraźni wspólne zimowe wieczory spędzone z córkami na czytaniu bajek z projektora w zaciemnionym pokoju . Ekstra! Dzięki, że przypomniałaś :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. My oglądamy sobie właśnie takie bajeczki z rzutnika, ocaliłam parę z mojego dzieciństwa, dzieci to uwielbiają. Są bezkonkurencyjne w stosunku do bajek 'z komputera', które można powtarzać i powtarzać, aż do zemdlenia. A tu coś żywego i namacalnego! I te wspomnienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kichuś majstra Lepigliny to książeczka piękna, wesoła i dowcipna. Najwyższa klasa. Czytała mi ją moja mama ponad ....... 50 lat temu. Czytałam ją moim dzieciom, niestety potem gdzieś zaginęła. Poszukuję jej dla mojego wnuka. To książeczka, z którą zaprzyjaźni się każde dziecko. Tak, bo przyjaźń z książką to najpiękniejsza intelektualna przygoda. Książeczka w naprawdę pasjonujący radosny sposób uczy o Krakowie, jego historii i tradycjach, pokazuje przyjaźń i serce. Myślę, że jakieś wydawnictwo powinno tę książeczkę wydać, bo wciąż dorastają nowi czytelnicy, a książeczka się nie starzeje.

      Usuń