.post blockquote { font-size: 20px; margin-bottom: 20px; line-height: 1.65em; font-weight: 300; padding: 20px 20px 20px 50px; color: #fff; font-family:Georgia; background: #77818d url(http://1.bp.blogspot.com/-rF0Te6xJ--8/VavkUYXc64I/AAAAAAAAHCI/SyxWvM2NYa4/s1600/cytat-4a.png) no-repeat 20px 0px; text-align:center; }

poniedziałek, 12 października 2015

Zakopiańskie wspomnienia 2 - Gubałówka -

zatłoczona Gubałówka

Pierwszy raz na Gubałówce byłam w czwartej klasie.
Z wycieczki pamiętam tylko tyle, że w połowie drogi do Zakopanego spadł śnieg, a było to chyba tuż pod koniec października. Rozklekotany autobus pachnący benzyną ledwo dojechał na miejsce.
Wjechaliśmy, jeszcze starą kolejką na Gubałówkę, strzeliliśmy sobie parę fotek aparatem, takim starym kodakiem z kolorowym filmem w środku.
To brzmi prawie jak prehistoria.
Na ledwo widocznej panoramie Tatr - dwadzieścioro dzieciaków i wychowawczyni.

Zimno jak nie wiem co.
Robi się zadymka.
Każą nam szybko biec do budynku kolejki, tam czekamy na naszą kolej.
Nie jest tak jak teraz, że bilety kupuje się w automacie, płaci kartą, klik, przejście, następny, stoimy, siedzimy, jedziemy. Ekspres trwa około 5 minut, a może mniej.
Wtedy w latach 90 czekamy dużo dłużej i marzniemy.

Mam w plecaku obok kanapek niebieski termos pełen herbaty z cytryną. Niestety, okazuje się nieszczelny, cały plecak tonie w herbacie.
Jest zimno, mokro i nic nie widać.
Jemy w barze mlecznym pod Gubałówką obiad. Zadymka trwa nadal.
W drodze do autokaru kupuję pocztówkę z piękną panoramą Tatr to nie jedyna pamiątka z tej wycieczki - przywożę sobie gorączkę, kaszel i katar. Dwutygodniowy.

***

Kiedy jeżdżę z Ciocią i Wujkiem do Zakopanego razem z dziećmi, Gubałówka staje się odskocznią, od dalekich tras.
Nie, tutaj nie da się odpocząć - odpoczywanie jest zarezerwowane na inne szlaki.
Gubałówka tętni życiem.
Tutaj możesz założyć sandały, sukienkę i torebkę.
Tutaj zjesz, wypijesz, przejedziesz się na bryczką, kucykiem, zjesz watę cukrową.
Kupisz okulary, ciuchy odpustową tandetę. Wyroby góralskie mieszają się z chińszczyzną.

Dzieci zjeżdżają torem saneczkowym. Ja zawsze się boję i pilnuję plecaków.
Tutaj jest miejsce a szaleństwo, lenistwo, watę cukrową.
Lubię iść jednak w kierunku kaplicy, która tutaj jest.
W gwarze można znaleźć chwilę ciszy.

***

Gubałówka się Lil podoba.
Pełno ludzi, kramów, muzyki, gwarów.
Te budy ze wszystkim ciągną się jeszcze dalej niż pamiętam, nie widać końca.
Odpust. Tandeta.
Lil zachwycona!
Dajemy jednak radę.
Dziarsko znosimy wszystko.
Zmęczeni jesteśmy tą Gubałówką.

***

Kiedyś jak się wjeżdżało na Gubałówkę, chociaż częściej się wchodziło, bo to przecież był taki spacer, zaraz obok budynku kolejki siedziały gaździny. Czasem dwie, czasem trzy. I nikogo więcej.
W bańkach na mleko miały mleko słodkie, kwaśne, a w koszykach góralskie serki.
Nie pamiętam po ile te dobroci były, ale wszyscy rzucali się na te rarytasy!
Pysznie - tak smakowała Gubałówka.
Widoki, spokój, nieliczni turyści.
Na Gubałówce piliśmy wódkę z Młynarskim.
Tak z "tym" Młynarskim.
I nikogo to nie dziwiło.

Powiedziała ciocia męża, patrząc z uśmiechem  dal.





4 komentarze:

  1. Fakt, za każdym razem, kiedy jesteśmy w Zakopanem Gubałówka jest takim punktem obowiązkowym, ale dlaczego? Sama nie wiem. Strasznie mi się tam już nie podoba. Taka komercja, ta tandeta właśnie... Aż żal :( Tyle, że... no dzieci to kochają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też się nie podoba, zdecydowanie bardziej polecamy z rodziną Antałówkę - siostrę Gubałówki - tak można ją nazwać. Widoki wspaniałe, zdecydowanie mniej turystów i ani jednej odpustowej budki :D
      Ale dzieci... wiadomo ;)

      Usuń
  2. A ja jeszcze ani razu nie byłam w Zakopanem, ale planuję się wreszcie wybrać, toteż od razu zwróciłam uwagę na Twój wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwia, zapraszam do pierwszego odcinka o Tatrach :) i na kolejne również :)
      Do Zakopanego w Tatry - dla mnie zawsze warto :)

      Usuń

Cieszę się, że tutaj ze mną jesteś :)