poniedziałek, 26 października 2015

Tam gdzie rodzą się mgły #2


Beskid Makowski

Wstyd się przyznać, ale o tych górach nie wiem nic.
Nie znam nazw, nie znam miejsc.
Nie znam ich tajemnic.

Przez ponad dwadzieścia pięć lat zmieniły się tak bardzo.
Zdziczały. Zarosły. Nie ma już prawie pól.
Gdzieniegdzie pustoszeją, aby w innym miejscu ktoś zamieszkał.
Niezmienne tylko pory roku pozostały.

Cieszę się, że podobają się Wam moje zdjęcia i ta jesień.
Dlatego jeszcze raz, urocza, piękna, mglista.

Beskid Makowski

Beskid Makowski

Beskid Makowski

Beskid Makowski
 
Beskid Makowski

Beskid Makowski

Beskid Makowski

Beskid Makowski

Beskid Makowski
 

piątek, 23 października 2015

Lawendowy pokój Nina George - audiobook


Lawendowy pokój zaczyna się intrygująco i ciekawie.
Jaen Perdu to właściciel Apteki Literackiej mieszczącej się na barce, księgarz, który swoim klientom zaleca odpowiednie tytuły książek, w zależności od ich nastroju, choroby duszy, które poprawiają poprawiające ich samopoczucie

Jean mieszka w ascetycznym mieszkaniu w którym ma swoja tajemnicę, zamknięty pokój, w którym przeżył najpiękniejsze chwile ze swoją ukochaną Mamon, która dwadzieścia lat temu opuściła go i wróciła do męża. Romans, miłość, ogromne uczucie mieszają się tutaj z rozpaczą, porzuceniem i pytaniem "dlaczego". Uczucia w których Perdu trwa nadal i list, który odkrywa po latach stają się impulsem do wyruszenia w podróż życia. W poszukiwaniu  miłości, przeszłości, spokoju i wydarzeń, które zmienią jego życie na zawsze.

***

Lawendowy pokój to książka, której okładkę wiele razy widziałam na Instagramie jako polecaną i świetną.
Ma swoich gorących zwolenników, zakochanych w tej powieści. Zachwycających się nią na każdym kroku.

Moja opinia będzie jednak inna.
Prawdopodobnie gdybym czytała książkę sama, to byłaby jedną z nielicznych, którą przekartkowałabym i od razu zajrzała na koniec. I tyle.
Jednak audiobook dał mi możliwość przetrwania co monotonniejszych i bezbarwnych momentów tej książki... przestawałam słuchać, by móc rozpocząć na nowo. Na szczęście głos narracyjny nie był męczący, chociaż interpretacja pana Wieczorka niejednokrotnie dziwiła. Ale końca byłam ciekawa.

Barwny język autorki, która używa w  powieści wielu  metafor i złotych myśli tworzył dla mnie atmosferę duszności i przesytu. Trochę tak jakbyśmy  jedną książkę wrzucili wszystkie cytaty P. Coelho albo odurzyli się tytułową lawendą.
Podróż barką głównego bohatera z Maksem i Włochem wykończyła mnie totalnie. Zbyt dużo opisów, rzeczy, które w ogóle mi nie pasowały.
Nie mogę napisać, że książka czy też audiobook jest zły, czy beznadziejny.
Przepełniony uczuciami, namiętnością, zapachami Francji, ma ładną okładkę i zdecydowanie nie jest dla mnie odpowiedni ale jak już pisałam, ma wielu zachwyconych czytelników i ma w sobie wiele dobroci mimo wad.

"Każdy człowiek ma taki swój wewnętrzny pokój, w którym czają się demony. I dopiero kiedy go otworzy i stawi im czoła, będzie naprawdę wolny."


Lawendowy pokój
Autor: Nina George
Wydawnictwo: Otwarte
Czyta: Jakub Wieczorek
audioteka.pl

Post powstał we współpracy z audioteka.pl

środa, 21 października 2015

Tam gdzie rodzą się mgły... #1


Beskidy

Wychodzimy z domu i idziemy przed siebie.
Po mokrej trawie, kamieniach i błocie.
Cicho szepcze strumyk.
Lekko wieje wiatr.
W górach rodzi się mgła.

Jest wilgotno. Zimno.
Nie śpiewają ptaki.
Na dziecięce wołanie odpowiada tylko echo.
Ono nigdy nie śpi.

Beskidy

Beskidy

Beskidy

Beskidy

Beskidy

piątek, 16 października 2015

Tak mało potrzeba!


Niewiele potrzebujemy, żeby zrobić coś dobrego.
Czasem mały gest, uśmiech, pomocna dłoń.
Tak mało, a może pomóc.
Kiedy zobaczyłam dzisiaj ten udostępniony film na fb wiedziałam, że muszę się z Wami nim podzielić!



czwartek, 15 października 2015

Za Złotą Bramą Helena Bechlerowa - Przygody z książką

"Za Złotą Bramą" Heleny Bechlerowej to książka mojego dzieciństwa. Należała do mojej mamy i jej rodzeństwa, potem czytała mi ją babcia, aż w końcu zawędrowała na moją półkę z książkami.

To, co jest dla mnie w tej książce najistotniejsze, to wszechobecna magia Złotej Bramy:


"Niech zazgrzyta 
klucz i zamek, 

niech otworzy 

Złotą Bramę.


Za Złotą Bramą 

coś się wydarzy - 
tam każdy znajdzie 
to, o czym marzy."



Kasia i Piotruś to bohaterowie, którzy mieszkają w domu przeznaczonym do rozbiórki. 
W starym domu, poszarpanym przez czas i życie jest wszystko: lwy przed wejściem, fontanna z wodnikiem i Amelia w różowej sukni, która czeka na bal w ramie starego obrazu. Są ci, których nie widać, którzy zamieszkują ciemne kąty pokoi; to oni idą gdy podłoga nagle skrzypi i rusza się firanka. Wszystkich ich łączy Złota Brama, przez którą przechodzą opuszczając stary dom. Dzięki fantastycznej wyobraźni dwójki bohaterów czeka ich nowe życie.


To nie tylko książka o przeprowadzce, smutku i nostalgii, to książka o tym, że zmiana przynosi nowe, nieznane i może być początkiem fascynującej przygody. Każdy próbuje się na swój sposób odnaleźć w nowej sytuacji.


Klimatu tej książce nadają piękne ilustracje Jana Marcina Szancera, malarza, grafika, rysownika, ilustratora, scenografa teatralnego, filmowego i telewizyjnego. Aktor, felietonista, satyryk, pedagog, pierwszy szef artystyczny Telewizji Polskiej, współtwórca tygodników dla dzieci: "Przygoda" i "Świerszczyk", znawca teatru, muzyki, literatury. Zaistniał jako scenarzysta i reżyser w filmie "Teatr mój widzę ogromny" z roku 1946.*

Ilustracje pełne tajemniczości i magii. Działają na dziecięcą i dorosłą wyobraźnię, bo pamiętam, że mogłam spędzać dużo czasu na samym ich oglądaniu i wymyślaniu co bohaterowie przeżywają.

Czytanie tej książki było dla mnie ogromną radością :)

Gdyby ktoś był zainteresowany kupnem tej książki, można ją znaleźć na allegro, widziałam również w katowickich antykwariatach. 
A może, leży gdzieś zapomniana na półce u waszych dziadków? 
Sprawdźcie koniecznie!



Wpis powstał z myślą o trzeciej edycji Przygód z książką Zajrzycie, poczytajcie co czytają inni uczestnicy akcji!


*wikipedia

wtorek, 13 października 2015

Słownik Słów Ważnych #4


ciafki - truskawki
sipki - skarpetki
fendzi - swędzi
fojet - rower
fajet - motyl - subtelna różnica, czyż nie? :D
kedki - kredki
dziń doby - dzień dobry
paśki - w piasku
jipki - rybki
kwaśki - gwiazdki
sieńcio - słońce
zioty - złoty
liziak - lizak
siupej - super
jybek - grzybek
taktoj - traktor
konciuje - dziękuję

Powoli żegnamy się chyba ze słownikiem jako takim.
Kończą się powoli dziwne słowostwory.
Rozpoczęła się piękna faza powstawania całych zdań.
Krótkich i długich. Różnych. Śmiesznych i poważnych.
Podsłuchujemy czasem jej monologi podczas zabawy.
Dusimy się ze śmiechu, albo jesteśmy poważni, bo zaskakuje nas wypowiedź.
Możemy już rozmawiać. Prowadzimy dialogi. To je teraz notuję. Żeby Lil mogła je poczytać i pośmiać się z nami. Żeby móc dzielić się też nim z Wami.

***
Dziś rano, po wystartowaniu z łóżeczka prosto do psa:
- Muniu, chodziaj do mnie, plooosie! Muniu nie sipiaj już!

***
Tata pziśła z placy. Tata była tam.

***
Mamo, mamuuuusiu, malujemy tą kedką. Wsistko!


***
Śpiewa: Ziuzia lalka nieduzia i na datek cialaaaaa... oci maaaaa pinć ziotych, wloooosy ma!


***
W sklepie, podchodzi do lady i mówi:
Dzin doby, plosie liziaka. Pinć zioty. Konciuje. Dowidzenia (razem).

poniedziałek, 12 października 2015

Zakopiańskie wspomnienia 2 - Gubałówka -

zatłoczona Gubałówka

Pierwszy raz na Gubałówce byłam w czwartej klasie.
Z wycieczki pamiętam tylko tyle, że w połowie drogi do Zakopanego spadł śnieg, a było to chyba tuż pod koniec października. Rozklekotany autobus pachnący benzyną ledwo dojechał na miejsce.
Wjechaliśmy, jeszcze starą kolejką na Gubałówkę, strzeliliśmy sobie parę fotek aparatem, takim starym kodakiem z kolorowym filmem w środku.
To brzmi prawie jak prehistoria.
Na ledwo widocznej panoramie Tatr - dwadzieścioro dzieciaków i wychowawczyni.

Zimno jak nie wiem co.
Robi się zadymka.
Każą nam szybko biec do budynku kolejki, tam czekamy na naszą kolej.
Nie jest tak jak teraz, że bilety kupuje się w automacie, płaci kartą, klik, przejście, następny, stoimy, siedzimy, jedziemy. Ekspres trwa około 5 minut, a może mniej.
Wtedy w latach 90 czekamy dużo dłużej i marzniemy.

Mam w plecaku obok kanapek niebieski termos pełen herbaty z cytryną. Niestety, okazuje się nieszczelny, cały plecak tonie w herbacie.
Jest zimno, mokro i nic nie widać.
Jemy w barze mlecznym pod Gubałówką obiad. Zadymka trwa nadal.
W drodze do autokaru kupuję pocztówkę z piękną panoramą Tatr to nie jedyna pamiątka z tej wycieczki - przywożę sobie gorączkę, kaszel i katar. Dwutygodniowy.

***

Kiedy jeżdżę z Ciocią i Wujkiem do Zakopanego razem z dziećmi, Gubałówka staje się odskocznią, od dalekich tras.
Nie, tutaj nie da się odpocząć - odpoczywanie jest zarezerwowane na inne szlaki.
Gubałówka tętni życiem.
Tutaj możesz założyć sandały, sukienkę i torebkę.
Tutaj zjesz, wypijesz, przejedziesz się na bryczką, kucykiem, zjesz watę cukrową.
Kupisz okulary, ciuchy odpustową tandetę. Wyroby góralskie mieszają się z chińszczyzną.

Dzieci zjeżdżają torem saneczkowym. Ja zawsze się boję i pilnuję plecaków.
Tutaj jest miejsce a szaleństwo, lenistwo, watę cukrową.
Lubię iść jednak w kierunku kaplicy, która tutaj jest.
W gwarze można znaleźć chwilę ciszy.

***

Gubałówka się Lil podoba.
Pełno ludzi, kramów, muzyki, gwarów.
Te budy ze wszystkim ciągną się jeszcze dalej niż pamiętam, nie widać końca.
Odpust. Tandeta.
Lil zachwycona!
Dajemy jednak radę.
Dziarsko znosimy wszystko.
Zmęczeni jesteśmy tą Gubałówką.

***

Kiedyś jak się wjeżdżało na Gubałówkę, chociaż częściej się wchodziło, bo to przecież był taki spacer, zaraz obok budynku kolejki siedziały gaździny. Czasem dwie, czasem trzy. I nikogo więcej.
W bańkach na mleko miały mleko słodkie, kwaśne, a w koszykach góralskie serki.
Nie pamiętam po ile te dobroci były, ale wszyscy rzucali się na te rarytasy!
Pysznie - tak smakowała Gubałówka.
Widoki, spokój, nieliczni turyści.
Na Gubałówce piliśmy wódkę z Młynarskim.
Tak z "tym" Młynarskim.
I nikogo to nie dziwiło.

Powiedziała ciocia męża, patrząc z uśmiechem  dal.





niedziela, 11 października 2015

Pomóc Jani Michael Schofield

Ta książka stała się bestsellerem w Stanach Zjednoczonych. I wcale się nie dziwię.
Potrzebowałam trzech wieczorów, żeby ją przeczytać.
Ale czytanie to nie wszystko, wydarzenia w niej opisane są prawdziwe, emocje w niej zawarte są mocne i dosadne. Zdarzyły się i zdarzają nadal w rodzinie autora.
I to mną wstrząsnęło.

To w żadnym razie nie jest poradnik dla rodziców, którzy mają dzieci takie jak Jani, to zapis historii rodziny, która boryka się nie tylko z symptomem schizofrenii ale z całym bagażem tego, co dzieje się wokół kiedy na schizofrenię choruje dziecko: mała dziewczynka.

Jani jest inna niż wszystkie dzieci od chwili narodzin. Prawie nie śpi. Szybko się rozwija, mówi od ósmego miesiąca życia, a kiedy ma trzy lata potrafi liczyć, mnożyć, dzielić w pamięci. Płynnie czyta. Jest geniuszem z ilorazem inteligencji równym 146 punktów.
I jest jeszcze coś, co nie pozwala jej być normalnym, zdrowym dzieckiem. Jani żyje w świecie Calilini fikcyjnej wyspy skąd pochodzi jej siedem szczurów nazwanych imionami dni tygodnia, a także kot o imieniu 400.

Dziewczynka ma problem, aby przystosować się do otaczającego ją świata, a otaczający ją świat, nie chce jej zrozumieć.

"Pomóc Jani" to książka o tym, jak choroba dziecka wpływa na relacje rodzinne i społeczne. Dziewczynkę trzeba ciągle stymulować, pilnować, rozładowywać napięcie. To wszystko ogromnie wpływa na jej rodziców, na ich miłość, stosunek do siebie; na ich pracę, dom, otoczenie. Kiedy na świat przychodzi brat Jani, Bodhi wydaje się, że będą mogli na nowo stworzyć ciepły i kochający dom dla swoich dzieci. Niestety, reakcja na płaczącego noworodka jest kolejnym, negatywnym bodźcem dla dziewczynki, ma niepohamowaną ochotę aby krzywdzić brata. Aby temu zapobiec rodzice zmuszeni są do szukania pomocy u lekarzy, psychiatrów i psychoterapeutów. Rozpoczyna się swoista pielgrzymka do lekarzy i szpitali, którzy są niechętni do stawiania diagnozy, podawania leków, czy zajmowania się dzieckiem z problemem.

Michael Schofield jest ojcem niezłomnym. Z całą miłością i konsekwencją wspiera swoje dziecko w walce z nieznanym mu światem dziewczynki. Ma nadzieję, że jego starania dadzą pozytywny wynik, że wyciągnie ją z otchłani i przywróci do normalnego życia. Mama Jani, od samego początku podejrzewa, że córka choruje psychicznie. Diagnoza, która w końcu zostaje postawiona i nazwana - schizofrenia - daje im poczucie, że reorganizując zupełnie swoje życie znajdą lekarstwo aby móc żyć szczęśliwie.

Bardzo polecam.

"Schizofrenia jest trochę jak rak. Nie można liczyć na to, że człowiek, który na nią zachorował, zostanie całkowicie wyleczony."



Gdyby ktoś był zainteresowany losami rodziny Schofield tutaj link do bloga Jani Foundation



piątek, 9 października 2015

Spacerem obok NOSPR



Z rezerwą patrzę na "nowe Katowice".
Tak mało we mnie identyfikacji z miastem w którym przyszłam na świat.
Nie ma to jednak wpływu na to, co mnie otacza, to co pokazuję mojemu dziecku i gdzie bywamy.
A im większa Lil tym chce więcej i więcej! Dla naszej radości, dla naszego ruchu - wybieramy miejsca ciekawe, zaskakujące i takie, gdzie można się wybiegać.








  

czwartek, 8 października 2015

Przez palce...


Przez palce przelewa mi się czas.
Chwila za chwilą i godzina za godziną.

Poranki przechodzą tak płynnie w południe, południa w wieczory i noce.
Nocą zastanawiam się dlaczego po moim poniedziałku stał się już czwartek.
Niezauważony nadszedł i za chwilę skończy się kolejny dzień.

Tyle myśli, chwil niezapisanych.

O poranku cichutko otwieram balkon i bosymi stopami dotykam kafelek.
Lubię taki chłód na chwilę.
Ostry zapach października gdzieś między siódmą a ósmą rano.
Wcześniejsze godziny wdycha mój mąż, który jedzie do pracy.

I jest tak cicho. Tak dobrze.
Jesień.