piątek, 11 września 2015

Tatrzańskie wspomnienia I



Kiedyś na pocztówce z zachodem słońca nad Tatrami, moja matka chrzestna napisał, że chciałaby aby "moje małe nózie stanęły kiedyś w Tatrach". Mogłam mieć wtedy pięć lat.

Moje nózie mają rozmiar 37, niebieskie buty do górskiej wędrówki i szary plecak na plecach.
Mam zdecydowanie więcej lat.

Uścisk w żołądku, kiedy zobaczyłam pochylający się nade mną Giewont.
Tak, on z pewnością się pochylał nad nami i był ogromny, jak nigdy potem.

Pokój pachnie drewnem i tą charakterystyczną nutą wakacyjnego zapachu.
Śpię na rozkładanym fotelu, którego materac leży na podłodze. Z lekko uchylonego okna czuć chłód nocy.
Jest przyjemnie. To tutaj oddycham innym powietrzem, górskim, ostrzejszym.
Nad ranem budzi mnie szum. Przyjemny szum strumienia, który wypływa z Doliny ku dziurze. Od tej pory ilekroć przyjedziemy do pani Kasi, będę się budzić o poranku i będę zdziwiona, że on tak mocno i pięknie szumi, zagłuszając moje wartkie myśli.

Panorama Tatr z każdego miejsca jest inna.
Z okna, hali, Gubałówki, Antałówki, Kasprowego Wierchu.
Ale z każdego tego zakątka - najpiękniejsza.




3 komentarze:

  1. A ja przesyłam buziaki Tobie i Lilce właśnie z Tatr :) I właśnie Lilkowe małe nóżki pierwszy raz drepczą tymi kochanymi szlakami.
    Jest moc :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękujemy Marta :*
    My byliśmy w ostatni weekend sierpnia :)
    Niech jest moc i zwiedzajcie jak najwięcej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, jak ja znowu za moimi Górkami tęsknię :( Jak mnie tęsknota za mocna zbierze, to chyba wsiądę w autobus i na wariackich papierach pojadę ;)

    OdpowiedzUsuń