wtorek, 19 maja 2015

O domu którego nie lubię


Dziś czas na historię kolejną w której jesteśmy wciąż uwikłani i nie wiem zupełnie jak i kiedy będzie inaczej.

Zupełnie nie wiedziałam jak mam o tym domu pisać.
Z prostego powodu, kiedy ktoś mówi Wam, że dostał dom w spadku - to załóżmy, że jesteście dobrze życzącymi osobami i mówicie mu: jak cudownie!
Myśleć możecie sobie: ale im się kurcze blade udało/powodzi/szczęściarze/niech ich trafi ;)
Dom mąż dostał, a ta jeszcze narzeka! Co ona by jeszcze chciała! Bez kredytów z ogrodem i dwieście metrów podłogi!

To napiszę co ja bym chciała, możliwe, że zrozumiecie, albo  postukacie się w głowę i powiecie: wariatka.
Trudno. Obiecałam Wam dalszą część historii.

Od trzech lat mieszkamy w domu szeregowym, który ma ponad trzydzieści lat.
Ostatni remont, taki generalny i duży był chyba właśnie wtedy kiedy go postawiono.
Dopóki żyła babcia to o dom się dbało. Były kwiaty w domu, były niskie drzewa, było miło i przytulnie (wiem, bo byłam tutaj parę razy).
A potem tylko w dół.
Nie wolno było nic zrobić oprócz wymiany dachu - bo lało się dziadkowi na głowę.

Po kolejnych paru latach, kiedy jesteśmy oto tutaj, z początkowym entuzjazmem (tak, miałam go!) próbujemy coś zrobić. Wyrzucamy śmieci, prawdę powiedziawszy to ostatnie zachomikowane prezenty wyrzucałam jeszcze w zeszłym roku, wszystko "miało się jeszcze przydać" miało sobie być i leżeć na przyszłość.
Oddajemy stare meble, te z których już nic się nie da zrobić - wyrzucamy.
Malujemy ściany, meblujemy naszymi meblami, urządzamy sobie pokój z kominkiem i mamy ścianę z biblioteczką.

Do remontu jest wszystko.
Pokoje, łazienki, kuchnia, garaż. Całość. Wewnątrz i na zewnątrz.
Pokoje nieustawne, zimne, podłogi z kamienia.

Parter domu jest klaustrofobiczny.*
 Dziwny, wąski korytarz w którym stoją brązowe, drewniane drzwi i jest ciemno.
Ciemne pokoje to zmora. Wszystkie trzy pokoje są pozbawione światła słonecznego, dwa są od północy, jeden od południa, ale jest podobny do ciemnej kuchni - jest okno, nawet duże, ale przed oknem jest wiatrołap (nad wiatrołapem ogromny balkon), wszystkie promienie słońca kończą swój żywot na nim.
Jest wiosna, jest ciepło. Dół domu to podłogi z kamienia. Jest przeraźliwy chłód. Chyba do czerwca wieczorami dogrzewamy sypialnię i pokoje w których przebywamy, żeby było ciepło.

Latem jak to latem ciepło wszędzie. Mieszkamy tylko na dole w sypialni, na górze korzystamy z kuchni, balkonu i czasem w ogromnym salonie oglądamy telewizję na starym telewizorze. Więcej nam nie potrzeba.
Gubimy się wzajemnie w nadmiarze metrów.

Czas się zatrzymał szczególnie w kuchni. Mam w niej wszystko co stare. Chciałabym nowe meble. Pojawiają się problemu finansowe, remont, wymiana mebli - wszystko odłożone w czasie - do teraz.

Pierwsza jesień.
Inauguracja kominka, który nigdy wcześniej (!!!) nie był palony. Okazuje się, że nie daje ciepła, bo ma złą kubaturę komina, dodatkowo jest na zewnętrznej, nieocieplonej ścianie.
Pali się dla samego płomienia. Cały dom jest nieocieplony, właściwie to jest priorytet, do zrobienia na cito.
W pierwsze przymrozki odkrywam nieuszczelnione okna i dziury przy parapetach, wokół których hula wiatr.

Zima.
Wyobraźcie sobie, że leżycie w łóżku i czujecie nieustający przeciąg, nawet jak macie zamknięte okna i drzwi. Czujecie zimno. Mało przyjemne zjawisko. Uszczelkami, kocami, ręcznikami uszczelniam okna, żeby ciepło nie uciekało i wiatr nie wiał.
Okna do wymiany. Wszystkie.
A jest tak, że nie wymienimy nawet jednego.

Czuję się tutaj obco. W tych ścianach, korytarzach, pod tym dachem.
Nie czuję się tutaj bezpiecznie.
Nie czuję się tutaj dobrze.

Wiosna.
Rodzi się Lilka i przenosimy nasze życie na piętro.
Śpimy razem z nią w pokoju, w pokoju obok jest bardzo zimno, wiele od ściany i od wielkiego okna.
Pokój zamknięty na głucho. W kuchni najcieplej i u Lilki - tam grzejemy dodatkowo, jak to przy dziecku.

O parterze zapominamy, czasem mąż pracuje w "gabinecie", ale tylko w ciepłe miesiące, bo zimą nie grzeje tam kaloryfer i temperatura podobna do tej na dworze.

To nie jest tak, że niczego tutaj nie lubię.
Lubię duży ogród i nawet szklarnię w której po raz drugi zasadziłam warzywa.
Lubię tutaj soczystą zieleń wiosny. I wiatr, który szumi jak w górach.

Ale...

planujemy, że można to, tamto siamto.
Że może taka kolejność.
Koszty są okropne.
Jasne można kredyt.
Jeden, drugi.
Można.

Tylko po co?
Czy oboje chcemy tutaj dalej być?
Żyć?

***

Kiedy chcesz kupić dom to oglądasz. Dopasowujesz go do swoich aktualnych potrzeb.

Kiedy chcesz wybudować dom to planujesz. Realizujesz swoje marzenia.

Masz alternatywę w obu przypadkach.

Wybierasz!

Kiedy dom dostajesz w kiepskim stanie, kiedy jedyną alternatywą jest wyniesienie z niego wszystkiego, wyburzenie ścian, poprzestawianie ich i stworzenie tego co chcesz mieć.

Kiedy przeszkodą jest brak pieniędzy w tym przypadku bardzo dużych.

To czy nie lepiej zamiast tego sprzedać dom i kupić/wybudować dom Twoich marzeń, w miejscu gdzie chcesz i jak chcesz?

Albo wrócić do starego mieszkania?


*Inka, mamo moja - tego określenia mi brakowało ;)

13 komentarzy:

  1. To smutne, co piszesz. Trochę Cię rozumiem. My kupiliśmy dom jesienią, więc wiedzieliśmy w co się "pchamy", ale jest trochę podobnie jak u Ciebie. Wszystko jest do remontu, dosłownie wszystko !!! W dodatku jeszcze dołączyły się problemy rodzinne i nie bardzo możemy cieszyć się domem i wspólnym remontowaniem, bo prawie się nie widzimy . Mąż tam - ja tu itd.
    Ale wracając do Ciebie, może uda Ci się postawić priorytety i wypisać sobie na kartce plusy i minusy, zyski i straty ...i wtedy znajdziecie jakieś sensowne rozwiązanie tej sytuacji. Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutne niestety, ale trzeba wykrzesać odrobinę radości ;)
      Śledzę Waszą przeprawę z domem, wiem, że też jest niełatwo. Będę za Was trzymać Ula kciuki
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  2. A ja mimo, że domu nie mam, mieć pewnie nie będę, a chciałabym- to rozumiem Twoje/Wasze "ale". I myślę, że warto zastanowić się co dalej, bo nic na siłę... Ściskam i powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślimy i myślimy.
      Dla mnie to już połowa sukcesu.
      Buziaki dla Was :)

      Usuń
  3. Ja doskonale Cię rozumiem, bo wolałam wynajmować mała kawalerkę niż mieszkać w domu teściów (oczywiście z nimi). Domu gdzie jest wielka przestrzeń, ale pokoje na górze ciemne, sypialniane. Duza przestrzeń do sprzatania, ale średnia do życia. Dla mnie.
    Tylko nie rozumiem dlaczego w takim razie tam mieszkacie zamiast zostać w mieszkaniu, które kochasz? Przecież spadek to nie obowiązek. Sprzedajcie i cieszcie się życiem w miejscu, które sprawia Wam radość. Taka udręka dla zasady nie ma sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawa jest skomplikowana, ale do rozwiązania.
      U mnie podobnie jak u Twoich teściów - duża przestrzeń do sprzątania, do życia średnio to wygląda.
      Oby jakoś się to nam rozwiązało - ja mam jednak nadzieję,na lepsze :)

      Usuń
  4. Myślę, że... dobrze że to z siebie wyrzuciłaś, coś w kierunku zmiany to też dobra wiadomość :)
    Czasem tak jest, że nie da się i już, miałam jak wiesz bardzo pozytywne nastawienie, to ja też byłam z "tych" co mówili ;) że przecież nic tylko się cieszyć, a jednak teraz zrozumiałam, wiem i rozumiem.
    Nawet sobie myślę (a rzadko tak myślę), że ja też bym nic nie wskórała z tym fantem! O rany ale się rozpisałam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza ostatnia rozmowa dała mi bardzo dużo.
      Od wielu osób słyszeliśmy, że mamy się cieszyć. Wiesz, po mężu spływało to chyba, mnie wnerwiało ;)
      Ale jak ktoś nas odwiedzał i widział, to zmieniał i zmienia zdanie ;)
      W końcu Inka się rozpisałaś :D ja na to tyle czekałam :)

      Usuń
  5. Oczywiście, że sprzedać i wybudować mały, energooszczędny domek dopasowany do Waszych potrzeb. Piszę Ci to jako osoba pracująca kilkanaście lat na rynku nieruchomości. Stare domy są nieekonomiczne, mało wygodne i pożerają ogromną ilość pieniędzy. Piszesz, że macie duży ogród to może da się wydzielić kawałek działki na nowy dom, a ten sprzedać.Spadek ma Wam ułatwić życie i start, a nie być obciążeniem - przynajmniej ja to tak widzę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja Ci współczuję. Obawiam się, że w remont włożycie więcej niż w postawienie nowego. Musicie to przemyśleć, tylko... Kto go kupi? Chyba, że dacie odpowiednio niską cenę. Chociaż... Ludzie są różni :P, pewnie ktoś się znajdzie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tam Ciebie rozumiem...niektórym może się wyadwać, że chwyciłaś Pana Boga za nogi a narzekasz. Dla niektórych dom w spadku to dom gratis, ale nie myślą już z jakimi wydatkami trzeba się liczyć aby ten darmowy dom stał się Twoim gniazdem, które sprawi, że poczujesz się jak w swoim domu. Powodzenia życzę i podjęcia trafnej decyjzji, która niestety łatwa nie będzie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Lepsze wyjście sprzedać i się przenieść na coś co będzie bardziej przyjazne...

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba nic na siłę... Tak myślę, że dom to najważniejsze miejsce na świecie i może nie warto naginać się do czegoś, do czego nie jesteśmy od końca przekonani...

    OdpowiedzUsuń