.post blockquote { font-size: 20px; margin-bottom: 20px; line-height: 1.65em; font-weight: 300; padding: 20px 20px 20px 50px; color: #fff; font-family:Georgia; background: #77818d url(http://1.bp.blogspot.com/-rF0Te6xJ--8/VavkUYXc64I/AAAAAAAAHCI/SyxWvM2NYa4/s1600/cytat-4a.png) no-repeat 20px 0px; text-align:center; }

niedziela, 3 maja 2015

Kijek w tyłek


Zasugerował mi mąż, słusznie, że macierzyństwo wepchnęło mi kijek w tyłek.
Że jestem poważna, rozważna... 
I ten kijek tam pozostał. Przyrósł mi do niego kręgosłup i straciłam sromotnie poczucie humoru. 
Fuck. 
Obnażył mnie stary niczym Michał Anioł Dawida. Tylko nie mam przyrodzenia.
Nie wydawało mi się, żebym się tak bardzo zmieniła, żeby moje poczucie humoru jakoś się specjalnie ulotniło.
A jednak. 

Pracuję nad charakterem.
Łaskoczę dziecko pod pachami, brzuchu i po stopach, nie omijam szyi.
Uczę, że proszę ja też dam się tu i tam połaskotać.
O tu i tu i proszę mały paluszki sprawiają, że tak śmieję się, śmieję się perliście. 
I ona i ja.
Radości uczy mnie to dziecko.
Nie chcę być zgryźliwa. stetryczała i smutna i wieku trzydziestu lat.

Nie opowiem Wam bajki, ale...
Mój tata ma mamę. Babcia  numer dwa. 
W moich rozmowach nie jest babcią, chociaż do niej tak mówię. 
Jest obcą mi zupełnie starszą panią, która całe moje życie, od kiedy pamiętam jest smutna, stetryczała, zgryźliwa i zła. Typ macochy z Kopciuszka i innych księżniczek. Brakuje tylko czarów. I zatrutego jabłka, ale kto ją tam wie...
Ale kijek w tyłek...
Nigdy nie przytulała, nie powiedziała dobrego słowa, nie spojrzała przychylnie na nikogo. 
Wiecznie o coś obrażona albo chora albo śpiąca. 
I wieczny obrazek, który powtarza się codziennie: siedząca na krześle, przy stole, patrząca się w ścianę lub lodówkę. Zero uśmiechu, życia, poczucie humory jest jej obce.

Ktoś powie depresja, starość, zrozum, takie życie na wsi.
???
Ale ile tak można, ja pamiętam, że przez całe moje życie, 
A mój tata, mówi, że ona tak zawsze, mama powtarza, że to samo, a druga babcia nie chce o tym, mówić, powtarza tylko, że wszyscy się dziadkowi dziwili, że się z nią żeni, bo ona jakaś taka.
Nie trwa to więc od jej starości, to nie od choroby. 
To podobno taki parszywy charakter.

Fuck.
To ja tak nie chcę. Boże uchowaj od takiego życia!
Od takiego braku humoru i zimna bliskiego zera bezwzględnego.

Szlifuję więc charakter, śmieję się z tą moją małą dziewczynką w głos.
Wygłupiam się znów z mężem, tylko chronię stopy przed łaskotkami. 
Oglądam komedie, wymyślam śmieszne wierszyki, łamańce słowne.
Wygłupiam się, ot tak dla sportu z nimi.
I tylko sobie powtarzam, dla przestrogi - nie być jak ona teraz, bo co będzie na starość?

A tak to ogólnie miewamy głupawki ;)





10 komentarzy:

  1. Ale cudny post. Piękne zdjęcia, piękny temat. Uśmiechów mnóstwo Ci życzę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi kiedyś zarzucono, że jestem poważna nad wyraz... Tak jestem poważna na życie. Ale bawię się i wygłupiam, żartuję i raczej nie szczędzę ludziom ciepła... Nieraz ten kijek w tyłku jest potrzebny, czasem przeszkadza. Może model składany? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też spoważniałam po urodzeniu dzieci. I też mi mężu o tym powiedział. "Kiedyś to byłaś szalona" - mi mówi. No dżizus... Smutasem nie jestem, ale bezwzględnie się usztywniłam. Więc może, pomijając takie przypadki jak Twoja babcia, to się dzieje automatycznie?

    OdpowiedzUsuń
  4. widać, że to twoje cudo skręcone:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj wyrośniesz z tego, przyjdzie okres że tylko śmiech Ci zostanie bo inaczej osiwiejesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak już u Was głupawka zagościła, to już dobrze będzie! Ja miałam taki okres w życiu, że dopiero jak zaczął mijać to zdałam sobie sprawę... że on w ogóle był, dlatego chwała mężowi ;) ktoś czasem musi ten kijek spróbować wyjąć :))) i luzik!

    OdpowiedzUsuń
  7. Większość z nas zmienia się po zostaniu rodzicami - najważniejsze znaleźć równowagę między powagą a głupawką :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja wiem o co Ci chodzi. Babcia mojego meza tez taka jest. Czasem sie usmiechnie ale to chyba tak z uprzejmosci albo tak trzeba. To kwestia wychowania, mój malzonek tez taki byl zanim zaczelismy sie spotykac, zero przytulanek, emocji. Ja go zmienilam, wiem o tym to taki twardy typ. Teraz jak mamy Olgusie uczy sie byc dzieckiem na nowo, zajelo mu to ponad rok. Przedtem tylko ja sie z nia bawilam.
    Ja to taki typ 'wieczne dziecko' :) tak ze wiesz, przy spotkaniu przygotuj sie na wszelkie mozliwosci ;)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny post:) Ja też chcę się przed tym uchronić. Mam takie poczucie ostatnio, że odkąd jest mój Bąbel czuje się staro. Może dlatego, że moje równolatki 27-latki wciaż hasają po imprezach, zagranicznych wakacjach i wojują w korpo a ja taka Matka-Polka z małym w domu? I słyszę: 'Ty to masz takie poukładane, stateczne życie'. Czyli jakie? Nudne? Smutne? No nie! Śmiejemy się z Nicponiem w głos i walczymy ze starością:) Świetnt post, gorąco was pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tutaj ze mną jesteś :)