.post blockquote { font-size: 20px; margin-bottom: 20px; line-height: 1.65em; font-weight: 300; padding: 20px 20px 20px 50px; color: #fff; font-family:Georgia; background: #77818d url(http://1.bp.blogspot.com/-rF0Te6xJ--8/VavkUYXc64I/AAAAAAAAHCI/SyxWvM2NYa4/s1600/cytat-4a.png) no-repeat 20px 0px; text-align:center; }

czwartek, 28 maja 2015

#wspieramyzosie - Taka fajna akcja!



Przez dziewięć miesięcy wszyscy oczekiwali na przyjście Zosi.
Maleńkiego okruszka, który spokojnie żył pod sercem mamy.
Pamiętasz jak to jest, prawda?
Radość, obawa, smutek, euforia - miks absolutnie wszystkich emocji jakie znasz.
I przychodzi ten dzień, kiedy Zosia przychodzi na świat.
I znów euforia, radość, obawa, łzy radości, miłość największa na świecie!
I chwila ciszy.
Zmieszania.
Bo miało być inaczej.

Zosia jest inna.
Zosia jest chora.
Zosia jest dzieckiem.
Zosia jest otoczona miłością.
Zosia jest kochana.
Zosia to samo dobro.
Zosia ma szczęście, bo otaczają ją dobrzy ludzie.

Ale znalazł się ktoś, kto zburzył spokój złym słowem.
I dlatego powstała ta akcja na INSTAGRAMIE zapoczątkowana przez @leas.world 
Wspieramy dzielną mamę, tatę i Zosię!!!
NIE JESTEŚCIE SAMI!



Dołączcie!

Ponieważ nie mogę na razie wstawić zdjęcia na mój instagram, robię to tutaj.


poniedziałek, 25 maja 2015

Porządki


Ponieważ w domu jest już jako taki, zaspokajający moje minimalistyczne zapotrzebowanie porządek, postanowiłam zabrać się za komputer.
I właśnie wtedy gruchnęło, zagwizdało i po ponad pięciu latach swojej świetności padł na amen pierwszy laptop mojego męża, z którego korzystałam.
Żadna próba reanimacji nie odniosła skutku.

Mąż od dwóch lat obiecywał  reperację mojego laptopa, a dzisiaj zrobił to w dwie godziny, czego nie dał radę przez ten okres czasu, stał się bohater domu. Bohaterem dzisiejszego popołudnia!
Dodam, że wszystkie dane udało się zachować.
To dobrze.

Usuwam zalegające i pękające w szwach foldery ze zdjęciami, segreguję te do wywołania - na lepsze finansowo czasy. Uczę się żegnać z niektórymi, które nieudane, brzydkie tylko przeklikuję dalej.
Rezultat zaskakuje pojemnością moich dysków.
Pozytywnie.
Usuwam zakładki, linki, puste blogi na których już nikt niczego nie publikuje.
Czytam te, które mnie interesują, które odkrywam i pochłaniam z wypiekami na twarzy.
Znów takie są. To miłe.

W kulisach bloga, na zapleczu blogspota skończyłam dzierganie w html-u, dodatkach, gadżetach, etykietach i innych wspaniałościach.
Rezultat widzicie, ja jestem zadowolona i duma.
I obym długo nie musiała znowu ;)

Postanowiłam być systematyczna i oprócz tego, że mam rewelacyjny planer od Sosnowej 11 i jeszcze więcej pomysłów na blogowe wpisy, to systematyczność nadal gdzieś tam hula.
Widocznie jak nie teraz, to jeszcze przyjdzie na nią czas.
Wszak nie mam predyspozycji do bycia człowiekiem-blogerem-sukcesu.
Nie mam na to czasu!
Zadowolona jestem z tego, że znajduję czas na pisanie kiedykolwiek.
I czytanie Was.
I uśmiechanie się do Waszych historii i zdjęć.

czwartek, 21 maja 2015

Jarmark Francuski w Katowicach 20-24 maja


To już drugi raz, kiedy w Katowicach odbywa się Jarmark Francuski, a ja jestem na nim po raz pierwszy i oby nie ostatni!
Razem z Małą Mi i Michałem byliśmy, oglądaliśmy, smakowaliśmy i wąchaliśmy namiastkę Francji.
Różnorodność serów, wędlin, win i pieczywa cieszy oczy i podniebienia.
Zapach mydła z Marsylii i lawendy niesiony przez lekki wiatr - fantastyczna sprawa.
Na nic słowa, zostawiam Was ze zdjęciami.



















Jeśli tylko macie czas, nie zwracajcie uwagi na pogodę i spotkajcie się na katowickim rynku z fantastycznymi francuskimi sprzedawcami :) Macie czas do niedzieli :) Potem jarmark przenosi się w inne miejsca w naszym kraju, sprawdzić możecie to na FB 


wtorek, 19 maja 2015

O domu którego nie lubię


Dziś czas na historię kolejną w której jesteśmy wciąż uwikłani i nie wiem zupełnie jak i kiedy będzie inaczej.

Zupełnie nie wiedziałam jak mam o tym domu pisać.
Z prostego powodu, kiedy ktoś mówi Wam, że dostał dom w spadku - to załóżmy, że jesteście dobrze życzącymi osobami i mówicie mu: jak cudownie!
Myśleć możecie sobie: ale im się kurcze blade udało/powodzi/szczęściarze/niech ich trafi ;)
Dom mąż dostał, a ta jeszcze narzeka! Co ona by jeszcze chciała! Bez kredytów z ogrodem i dwieście metrów podłogi!

To napiszę co ja bym chciała, możliwe, że zrozumiecie, albo  postukacie się w głowę i powiecie: wariatka.
Trudno. Obiecałam Wam dalszą część historii.

Od trzech lat mieszkamy w domu szeregowym, który ma ponad trzydzieści lat.
Ostatni remont, taki generalny i duży był chyba właśnie wtedy kiedy go postawiono.
Dopóki żyła babcia to o dom się dbało. Były kwiaty w domu, były niskie drzewa, było miło i przytulnie (wiem, bo byłam tutaj parę razy).
A potem tylko w dół.
Nie wolno było nic zrobić oprócz wymiany dachu - bo lało się dziadkowi na głowę.

Po kolejnych paru latach, kiedy jesteśmy oto tutaj, z początkowym entuzjazmem (tak, miałam go!) próbujemy coś zrobić. Wyrzucamy śmieci, prawdę powiedziawszy to ostatnie zachomikowane prezenty wyrzucałam jeszcze w zeszłym roku, wszystko "miało się jeszcze przydać" miało sobie być i leżeć na przyszłość.
Oddajemy stare meble, te z których już nic się nie da zrobić - wyrzucamy.
Malujemy ściany, meblujemy naszymi meblami, urządzamy sobie pokój z kominkiem i mamy ścianę z biblioteczką.

Do remontu jest wszystko.
Pokoje, łazienki, kuchnia, garaż. Całość. Wewnątrz i na zewnątrz.
Pokoje nieustawne, zimne, podłogi z kamienia.

Parter domu jest klaustrofobiczny.*
 Dziwny, wąski korytarz w którym stoją brązowe, drewniane drzwi i jest ciemno.
Ciemne pokoje to zmora. Wszystkie trzy pokoje są pozbawione światła słonecznego, dwa są od północy, jeden od południa, ale jest podobny do ciemnej kuchni - jest okno, nawet duże, ale przed oknem jest wiatrołap (nad wiatrołapem ogromny balkon), wszystkie promienie słońca kończą swój żywot na nim.
Jest wiosna, jest ciepło. Dół domu to podłogi z kamienia. Jest przeraźliwy chłód. Chyba do czerwca wieczorami dogrzewamy sypialnię i pokoje w których przebywamy, żeby było ciepło.

Latem jak to latem ciepło wszędzie. Mieszkamy tylko na dole w sypialni, na górze korzystamy z kuchni, balkonu i czasem w ogromnym salonie oglądamy telewizję na starym telewizorze. Więcej nam nie potrzeba.
Gubimy się wzajemnie w nadmiarze metrów.

Czas się zatrzymał szczególnie w kuchni. Mam w niej wszystko co stare. Chciałabym nowe meble. Pojawiają się problemu finansowe, remont, wymiana mebli - wszystko odłożone w czasie - do teraz.

Pierwsza jesień.
Inauguracja kominka, który nigdy wcześniej (!!!) nie był palony. Okazuje się, że nie daje ciepła, bo ma złą kubaturę komina, dodatkowo jest na zewnętrznej, nieocieplonej ścianie.
Pali się dla samego płomienia. Cały dom jest nieocieplony, właściwie to jest priorytet, do zrobienia na cito.
W pierwsze przymrozki odkrywam nieuszczelnione okna i dziury przy parapetach, wokół których hula wiatr.

Zima.
Wyobraźcie sobie, że leżycie w łóżku i czujecie nieustający przeciąg, nawet jak macie zamknięte okna i drzwi. Czujecie zimno. Mało przyjemne zjawisko. Uszczelkami, kocami, ręcznikami uszczelniam okna, żeby ciepło nie uciekało i wiatr nie wiał.
Okna do wymiany. Wszystkie.
A jest tak, że nie wymienimy nawet jednego.

Czuję się tutaj obco. W tych ścianach, korytarzach, pod tym dachem.
Nie czuję się tutaj bezpiecznie.
Nie czuję się tutaj dobrze.

Wiosna.
Rodzi się Lilka i przenosimy nasze życie na piętro.
Śpimy razem z nią w pokoju, w pokoju obok jest bardzo zimno, wiele od ściany i od wielkiego okna.
Pokój zamknięty na głucho. W kuchni najcieplej i u Lilki - tam grzejemy dodatkowo, jak to przy dziecku.

O parterze zapominamy, czasem mąż pracuje w "gabinecie", ale tylko w ciepłe miesiące, bo zimą nie grzeje tam kaloryfer i temperatura podobna do tej na dworze.

To nie jest tak, że niczego tutaj nie lubię.
Lubię duży ogród i nawet szklarnię w której po raz drugi zasadziłam warzywa.
Lubię tutaj soczystą zieleń wiosny. I wiatr, który szumi jak w górach.

Ale...

planujemy, że można to, tamto siamto.
Że może taka kolejność.
Koszty są okropne.
Jasne można kredyt.
Jeden, drugi.
Można.

Tylko po co?
Czy oboje chcemy tutaj dalej być?
Żyć?

***

Kiedy chcesz kupić dom to oglądasz. Dopasowujesz go do swoich aktualnych potrzeb.

Kiedy chcesz wybudować dom to planujesz. Realizujesz swoje marzenia.

Masz alternatywę w obu przypadkach.

Wybierasz!

Kiedy dom dostajesz w kiepskim stanie, kiedy jedyną alternatywą jest wyniesienie z niego wszystkiego, wyburzenie ścian, poprzestawianie ich i stworzenie tego co chcesz mieć.

Kiedy przeszkodą jest brak pieniędzy w tym przypadku bardzo dużych.

To czy nie lepiej zamiast tego sprzedać dom i kupić/wybudować dom Twoich marzeń, w miejscu gdzie chcesz i jak chcesz?

Albo wrócić do starego mieszkania?


*Inka, mamo moja - tego określenia mi brakowało ;)

czwartek, 7 maja 2015

Social media na start

media społecznościowe

Podobno blog bez dodatków w postaci social mediów to nie blog ;)
Zachciało mi się iść jednak z duchem czasów i tak zapraszam Was na

FACEBOOK - tutaj dowiecie się o nowych postach zaraz po tym jak opublikuje je na blogu ( i jak nie zapomnę kliknąć na FB - bo mi się zdarza ;))

GOOGLE +  - czyli jak dla mnie wielka kopalnia nowych blogów - również aktualizacje mojego bloga

BLOGLOVIN  oraz jeśli chcecie wiedzieć co u nas tak codziennie/prywatnie to znajdziecie nas na

INSTAGRAM (obecnie mało nas tam, bo mam zepsuty telefon, ale kto wie...;))


Pokażcie się w mediach społecznościowych i dajcie mi się poznać (jeśli Was jeszcze nie mam u siebie!)

środa, 6 maja 2015

Słownik Słów Ważnych


Mamy piszą o tym ile ich dzieci ważą, mierzą, jakie robią postępy.
Moje dziecko (jak i Wasze - już, albo niedługo) mówi.
Uczy się nowych słów w tempie nieprawdopodobnym i nie sposób nad tym zapanować!
Mała papuga, mała kombinatorka językowa!
Dlatego powstanie Słownik Słów Ważnych - używanych codziennie przez Lilkę do komunikacji z nami.
Słowa czasem zupełnie nieoczywiste, oczywiście :)

kociem - (koniecznie z akcentem na o!) kocham cię - ulubione
tatoj - tatuś
Lika - Lilka
bacia - babcia
ciacia - dziadzia
Muuuna - Luna (nasz pies)
siusia - Zuzia 
siusiu - wiadomo - siusiu ;)
toto? - co to?
to! to! - to! (chcę!) to!
pika, pika - wiewiórka
ciem - chcę
gacie - spodnie (babcia nauczyła ;))
piś - pozornie związane tylko z polityką ;) - pić
kedki - kredki
kadki - kartki
mju, mju, mju - myjemy się :D
ciuciu - ciuchcia
ciekaj, ciekaj, ciekaj - czekaj koniecznie w konfiguracji trzech słów
dzcinka - dziewczynka
buzia - burza
busia - buzia
łandne - ładne

Słów jest więcej bo powtarza już za nami wszystko co jej się spodoba, ale to garstka tych najbardziej popularnych :)
A jak mówiły albo mówią Wasze dzieci?

P.S.
Przez najbliższych parę dni na blogu mogą dziać się rzeczy dziwne - bo zmieniam szablon. Robię to sama, wiec proszę o cierpliwość :)

niedziela, 3 maja 2015

Kijek w tyłek


Zasugerował mi mąż, słusznie, że macierzyństwo wepchnęło mi kijek w tyłek.
Że jestem poważna, rozważna... 
I ten kijek tam pozostał. Przyrósł mi do niego kręgosłup i straciłam sromotnie poczucie humoru. 
Fuck. 
Obnażył mnie stary niczym Michał Anioł Dawida. Tylko nie mam przyrodzenia.
Nie wydawało mi się, żebym się tak bardzo zmieniła, żeby moje poczucie humoru jakoś się specjalnie ulotniło.
A jednak. 

Pracuję nad charakterem.
Łaskoczę dziecko pod pachami, brzuchu i po stopach, nie omijam szyi.
Uczę, że proszę ja też dam się tu i tam połaskotać.
O tu i tu i proszę mały paluszki sprawiają, że tak śmieję się, śmieję się perliście. 
I ona i ja.
Radości uczy mnie to dziecko.
Nie chcę być zgryźliwa. stetryczała i smutna i wieku trzydziestu lat.

Nie opowiem Wam bajki, ale...
Mój tata ma mamę. Babcia  numer dwa. 
W moich rozmowach nie jest babcią, chociaż do niej tak mówię. 
Jest obcą mi zupełnie starszą panią, która całe moje życie, od kiedy pamiętam jest smutna, stetryczała, zgryźliwa i zła. Typ macochy z Kopciuszka i innych księżniczek. Brakuje tylko czarów. I zatrutego jabłka, ale kto ją tam wie...
Ale kijek w tyłek...
Nigdy nie przytulała, nie powiedziała dobrego słowa, nie spojrzała przychylnie na nikogo. 
Wiecznie o coś obrażona albo chora albo śpiąca. 
I wieczny obrazek, który powtarza się codziennie: siedząca na krześle, przy stole, patrząca się w ścianę lub lodówkę. Zero uśmiechu, życia, poczucie humory jest jej obce.

Ktoś powie depresja, starość, zrozum, takie życie na wsi.
???
Ale ile tak można, ja pamiętam, że przez całe moje życie, 
A mój tata, mówi, że ona tak zawsze, mama powtarza, że to samo, a druga babcia nie chce o tym, mówić, powtarza tylko, że wszyscy się dziadkowi dziwili, że się z nią żeni, bo ona jakaś taka.
Nie trwa to więc od jej starości, to nie od choroby. 
To podobno taki parszywy charakter.

Fuck.
To ja tak nie chcę. Boże uchowaj od takiego życia!
Od takiego braku humoru i zimna bliskiego zera bezwzględnego.

Szlifuję więc charakter, śmieję się z tą moją małą dziewczynką w głos.
Wygłupiam się znów z mężem, tylko chronię stopy przed łaskotkami. 
Oglądam komedie, wymyślam śmieszne wierszyki, łamańce słowne.
Wygłupiam się, ot tak dla sportu z nimi.
I tylko sobie powtarzam, dla przestrogi - nie być jak ona teraz, bo co będzie na starość?

A tak to ogólnie miewamy głupawki ;)