.post blockquote { font-size: 20px; margin-bottom: 20px; line-height: 1.65em; font-weight: 300; padding: 20px 20px 20px 50px; color: #fff; font-family:Georgia; background: #77818d url(http://1.bp.blogspot.com/-rF0Te6xJ--8/VavkUYXc64I/AAAAAAAAHCI/SyxWvM2NYa4/s1600/cytat-4a.png) no-repeat 20px 0px; text-align:center; }

środa, 29 kwietnia 2015

Dwa lata

 


Dwa lata - parę dni temu.
Osiemdziesiąt pięć centymetrów człowieka.
Poobijane kolana.
Szesnaście zębów.
Kooociem! (Kocham cię!)
Neeee! Neee, neee...
Lika.
Mama.
Tata.
I te mikro usta jej się nie zamykają.
Mówi.
Śpiewa.
Potrafi wyprowadzić z równowagi.
Strzelić focha - wszędzie.
Przytulić się i całować mnie pod kolanami jak myję naczynia.
Bo ją bierze na takie czułości.
Tu i teraz.

Dwa lata.
Najlepsze.



wtorek, 28 kwietnia 2015

Tajemnicze ogrody


Długo czekałam, żeby tutaj wejść.
Albo było zamknięte, albo nie miałam aparatu, albo się spieszyłam.
W końcu wszystkie okoliczności postanowiły mi sprzyjać. I już na przyszłość wiem którędy się tam dostać ;)
Ogrom mini ogródków na ogródkach działkowych zachwycił mnie tak, że szłam i przyznaję - mam tylko parę zdjęć! Szłam, pchałam wózek ze śpiącym dzieciem i pochłaniałam zapachy i dźwięki!
Pszczoły, bąki, ptaki, gdzieniegdzie ludzkie ledwo słyszalne rozmowy...





poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Kazuo Ishiguro Okruchy dnia - audiobook


Okruchy dnia. Już sam tytuł jest dla mnie intrygujący na tyle, żeby sięgnąć po ten audiobook i codziennie wieczorem, zanim kładłam się spać z zaciekawieniem go słuchać.

Pierwsze to moje spotkanie zarówno z autorem Kazuo Ishiguro jak i wspaniałym lektorem jakim jest pan Krzysztof Gosztyła. Nie może być lepszej interpretacji, piękniejszego głosu, który pasuje idealnie to tej niezwykłej powieści. Mistrzostwo interpretacji.

Stevens to kamerdyner dążący do perfekcji w każdym calu.
Pracując i służąc w angielskiej posiadłości lorda Darlingtona
całe swoje życie podporządkowuje swoim zawodowym zobowiązaniom. Po śmierci lorda nadal sprawuje pieczę nad Darlington Hall aby wypracowany tytuł wzorowej posiadłości oraz dumy z nazwiska jej byłego właściciela trwał nadal, nawet jeśli nowym właścicielem został Amerykanin.

Stevens wzbudzał we mnie skrajne emocje od szczerej sympatii do odrzucenia. W zależności od tego, jak kreuje się jego historia zawsze jest powściągliwy we wszystkim co robi i myśli. Stevens - kamerdyner idealny, który w swoim życiu nie miał czasu na uczucia i refleksje, a miłość do panny Kenton, którą spotkał w swoim życiu z którą wypił niejedno kakao i spotykał się codziennie w hallu domu, skutecznie zagłuszył ważniejszymi sprawami, które miał na głowie. Wszak nie miłość mu była wtedy w głowie, a dobro gości Darlington Hall.

Angielski klimat (nie tylko pogodowy), swoista powściągliwość cechująca Anglików, elegancja i dystyngowanie to słowa, które określają doskonale powieść wplecioną w historię międzywojennej i powojennej Anglii.
Dla mnie Okruchy dnia to przestroga, czym może stać się praca w życiu człowieka, kiedy staje się rzeczą nadrzędną.
Powieść napisana ciekawie, ale bez fajerwerków, nie znajdziecie tutaj szalonych zwrotów akcji, miłosnych intryg. Znajdziecie dystyngowanie, pięknie dobrane słowa i ludzką tragedię.

Kazuo Ishiguro został nagrodzony za Okruchy dnia nagrodą Broker Prize, a film pod tym samym tytułem z Anthonym Hopkinsem i Emmą Thompson z 1993r. został wyróżńiony nominacjami do Oscara i Złotych Globów.


Serdecznie polecam!





*dziękuję za udostępnie audiobooka portalowi audioteka.pl



piątek, 17 kwietnia 2015

Park Kościuszki moim ulubionym miejscem


Wspominam na blogu, że mojego miasta nie lubię, pomimo tego, że zmienia się na moich oczach - podobno na lepsze, jakoś mnie to do niego nadal nie przekonuje.
Ale są miejsca, które lubię bardzo, które nie tracą nic ze swojego specyficznego klimatu.
Tak miejscem jest dla mnie/nas Park Kościuszki w Katowicach.
Park jest bardzo stary bo powstał w 1888 roku i miał tylko 6 ha, obecnie to 72 ha.


Zaczęło się jakieś 14 lat temu, kiedy zaprowadziła mnie tam koleżanka, a potem chodziłam z jej kolegą na randki. Ten kolega to mój mąż ;) Niejedną ławkę żeśmy wysiedzieli i na niej przegadali.
Z parkiem mamy same fajne wspomnienia. Spacerowaliśmy wzdłuż i wszerz. Poznaliśmy wiele ciekawych zakątków, chociaż park wcale nie jest duży. Ale ma klimat i wiewiórki, sarny i zające, które niejednokrotnie widzieliśmy. Wiewiórki mają swoje stałe miejsca do karmienia i karmniki. Chipsy też jedzą - kiedyś jedna nam ukradła i zwiewając pożerała ;)


Jedyna wieża spadochronowa zachowana w Polsce. Nie umiałam niestety znaleźć żadnego lepszego jej zdjęcia.


I jest stary kościółek przeniesiony z Syrynii - miał być tutaj początkowo skansen, który powstał jednak w innym miejscu. W tym kościółku co sobotę "bywaliśmy na jakimś ślubie" siedzieliśmy na górce i oglądaliśmy albo nawet słuchaliśmy ślubnych mszy. To bardzo popularne miejsce, w którym po latach też wzięliśmy ślub ;)




Odnoszę wrażenie, że Park Kościuszki jest trochę przez mieszkańców traktowany jako park drugiej kategorii, większość z nich woli jeździć do Parku Śląskiego (kiedyś Park Chorzowski) albo na Muchowiec. Ten drugi jest większy, ma zdecydowanie bogatsze zaplecze gastronomiczne i kulturalne. Ale w Kościuszki też się dzieje - może bardziej kameralnie ale są plenerowe koncerty, kiedyś byliśmy nawet na operze.
Dzieci mają do dyspozycji duży plac zabaw, a zimą fantastycznie zjeżdża się tam z górki na sankach i nartach.


Park jest bardzo zadbany, chyba nigdzie nie widziałam wiosną, latem i jesienią osób, które dbają tam o porządek i zieleń, czego rezultatem są piękne rabaty, krzewy i drzewa.
Jeśli będziecie  mieć kiedyś okazję - wpadnijcie na piknik do Parku Kościuszki w Katowicach :)
My tam też będziemy częściej zaglądać niż ostatnio :_

*post powstał na wyzwanie Uli z Sen Mai
* więcej o ulubionych miejscach

Egoistką bywam


Od kiedy nie mam czasu na nic - w sensie - mam czas dla mojego dziecka, poświęcam jej całą uwagę przez siedem dni w tygodniu, na okrągło. Dziecko aktywne potrzebuje aktywności. Potrzebuje zajęcia cały czas. A i tak nie bywa zmęczona ;) Motorek działa cały czas. A ja jestem z nią bo tak mam, bo taka sytuacja, bo nie jest inaczej i kropka.

I jestem egoistką.
Jak wyłuskam sobie w tych siedmiu dniach, w tych 24 godzinach - dziesięć, piętnaście, czasem trzydzieści minut dla siebie to jestem zadowolona. Mało? Dla mnie czasem tylko i jedynie tyle.
I trzymam te minuty i sekundy w garści, bo one wyznaczają moją normalność w tym całym naszym szaleństwie. Pazurami je trzymam i nie wypuszczę, bo inaczej zwariuję. Te parę chwil to mój przycisk bezpieczeństwa.

Pięć minut w łazience rano zanim małe stopy zaczną stukać o podłogę - to znak, że już poranek będzie wspólny, nie ważne czy siódma, ósma, dziewiąta - mam maksymalnie chwilę na samotność, bo zaraz wstaje ona, wiedziona instynktem, że bawić się już trzeba. Chociażbym była cicho jak mysz - wstanie.

Czasem podczas jej drzemki uda mi się nie sprzątać, nie gotować, nie prasować, nie robić nic. Bardzo, bardzo rzadko, ale się zdarza, a jak się zdarzy to też zazwyczaj wewnętrzny jej zegar zaraz bije na alarm, że nie mogę się nudzić i nie mogę być sama, tylko coś razem poróbmy. Czas wstawać.

A potem dopiero wieczorem. Dziesięć minut na prysznic przeciągam w nieskończoność, pomiędzy ciepłymi kroplami wody słyszę jak w łazience u góry, co jakiś czas nawołuje: mamooo! Chociaż śmieje się z tatą i bawi i cała około kąpielowa zabawa jest w toku, to czujna cały czas.
Wieczorem bywa różnie, ostatnio jestem tak psychicznie zmęczona, że zasypiamy wszyscy razem. Nie ma więc nocnego pisania, odpoczynku, robienia na szydełku. Jest mocny sen, żeby zregenerować siły i wstać rano i znów mieć poranną chwilę dla siebie.

*post na wyzwanie Uli z Sen Mai
*więcej postów o egoiźmie 

środa, 15 kwietnia 2015

Historia na fotografiach


Największym skarbem rodzinnym męża są zdjęcia. Zajmują całe dwa opasłe, stare pudełka, dziś już się takich nie produkuje: obite papierem, grube, trwałe. Widać już po nich ząb czasu, ale nadal są piękne.
I jest jeszcze parę albumów. Na czarnych kartach przyklejone zdjęcia: pięknych pań i przystojnych panów.
Widoków z wycieczek, krajobrazy, kwiaty i zwierzęta. Każde zdjęcie odręcznie podpisane: data i miejsce. Widać jak wiele czasu, wytrwałości i miłości włożono w to, żeby wszystko było na swoim miejscu.
Autorem zdjęć jest pradziadek męża.


Każde zdjęcie to osobna historia o czasach, które już minęły. Historia jednej rodziny, zapisana wieloma zdjęciami o czasach jej świetności, miejsca z którego pochodzą, czasów, o których można poczytać tylko w książkach i obejrzeć na filmach - bo takie to były czasy!


Kolejne pokolenia. Ciocia i babcia. To zupełnie nieprawdopodobne, że ciocia ma już prawie 80 lat (większa dziewczynka), a babcia już nie żyje. Tutaj babcia ma jeden dzień :) Siostra się nią opiekuje jak tylko umie najbardziej. Za każdym razem zachwycam się poduszką i koszem Mojżesza, chociaż to był zwykły kosz na bieliznę :)


Prapradziadek na Święcie Drużyn Jordanowskich. Ślaski działacz narodowy - brzmi tajemniczo i dumnie ;)


Prababcia na nartach. Jedno z moich ulubionych zdjęć. Drewniane narty, normalny strój, krótki rękawek. Ach!


Piłsudski. To nie rodzina, ale na zdjęciach pradziadka występuje często. Polował w lasach które miał pod opieką pradziadek. Historia rodziny na tle wydarzeń historycznych najprawdopodobniej rysuje się bardzo ciekawie. Musimy zapytać cioci przy najbliższej okazji o szczegóły.

*post powstał na wyzwanie Sen Mai
*Inne historie z przeszłości 

sobota, 11 kwietnia 2015

na marginesie: O poezji



Przypomniała mi Kasia z Obserwatorium kultury i świata podróży swoim wpisem
  "Czarna Piosenka - Wisława Szymborska"  o poezji.
Aż strach się przyznać ile czasu nie czytałam, nie przeglądałam swoich ulubionych wierszy i nie czytałam ulubionych autorów.
Poświatowska, Twardowski, Tuwim, Szymborska jakoś nawet ujdzie w tłumie - bo do dnia dzisiejszego nie wiem, czy ja ją lubię, czy jest mi obojętna. Ulubionych - to też znaczy dla mnie zupełnie nieznanych, czasem z całego tomiku za serce porwie tylko jedna zwrotka, tylko jeden wers, zespół słów współgrających - staje się ulubionym.
Poezja ta szkolna, którą jedna, druga i trzecia polonistka wskazała, ale nie obrzydziła żadna. Wręcz przeciwnie - dzięki mojej ukochanej polonistce z liceum sięgałam po tomiki, których autorów już nie pamiętam, bo miałam fazę czytania wszystkiego jak leci byle było wierszem, ale wciągało po pas, po szyję, po wszystko. To pewnie dzięki temu zapisałam jeden notatnik swoimi wierszami. Dzięki temu, że ktoś mi pod nos podsuwał piękne słowa w starych okładkach. I pozwalał interpretować wiersze tak jak czuliśmy, a nie jak "autor miał na myśli".

W domu miałam książki i książeczki z wierszykami dla dzieci, ale tata mi na dobranoc opowiadał "Panią Twardowską" Adama Mickiewicza, pamiętał ją caluteńką. A jak byłam chora i leżałam w łóżku to czytał mi ze swojej starej, pożółkłej książki do języka polskiego "Lilie" również Mickiewicza. Jeśli ktoś zna to wie, że dla młodej damy w wieku lat 5-6 to lektura nie bardzo, a jak ktoś nie wie, to niech mu wystarczy, że zaczyna się poemat słowami: "Zbrodnia to niesłychana, Pani, zabija pana..." także tego - tatuś mnie kształtował od najmłodszych lat, a już na pewno hartował na zło tego świata. Niemniej jednak jest to nadal jeden z moich ulubionych wierszy :D i mam tą starą książkę od taty schowaną w moich "ważnych" papierach.

Poezja to dla mnie wolność myśli autora i moja dowolna ich interpretacja.

Dzisiaj miałam chwilę czasu, żeby znów poczytać i odkryć coś nowego.
Wracam do korzeni i od razu zapominam, że mam katar.



szukam cię w miękkim futrze kota
w kroplach deszczu
w sztachetach
opieram się o dobry płot
i zasnuta słońcem
- mucha w sieci pajęczej -
czekam...


H. Poświatowska


sobota, 4 kwietnia 2015

Świątecznie.

Wielkanoc

Niemodnie.
Staroświecko.
Prosto.
Z serca.
Wierzę.

Że zmartwychwstanie ma sens.


Wesołych Świąt!