poniedziałek, 30 marca 2015

Wielkanocny Jarmark w Katowicach

Byliśmy, oj byliśmy!
I podobało nam się bardzo:)
Duży plus dla organizatorów, którzy przenieśli go z ulicy Staromiejskiej na Rynek (ubolewam, że tak zabetonowany i nadal nieodsłonięty, ale czekamy na "nowe"). Jest więcej miejsca, lepiej się kupuje czy ogląda.

Jeśli macie jeszcze chwilę czasu i jesteście z Katowic lub okolic - warto wpaść, obejrzeć i coś ciekawego kupić na Wielkanocny stół, albo dla bliskich na tradycyjnego Zajączka. Otwarte do 3 kwietnia w godzinach 10-18. Znajdziecie tam miody, wyroby wędliniarskie, sery, olej arganowy, naturalne mydła z Marsylii, zające, zajączki, bazie, palmy i wszystko to, co na Wielkanoc potrzebne :)

Relacja foto - dla Was - serdecznie zapraszam









Przepiękna porcelana od Studia Freska - Ceramika Bolesławiecka. Stałabym i się gapiła i oglądała i kupowała! Miłe i sympatyczne Panie na stoisku - odwiedzajcie i kupujcie!



Najbardziej kolorowe stoisko ze wszystkich Żeński Klasztor pw. Św. Elżbiety w Mińsku. Babuszki, koniki, ikony. Wszystko piękne i wykonane ręcznie. Zapach drewna, lakieru i piękne śpiewy sióstr, gdzieś cicho w tle puszczone na płycie CD. Nastrojowo. Do tego równie uśmiechnięta siostra - gospodarz stoiska zaprasza i pięknie mówi łamaną polszczyzną :)




Zainspiruj się wiosną z Biedronką - ubraniowa akcja tematyczna

Od 2 kwietnia w Biedronce rozpoczyna się akcja tematyczna "Zainspiruj się wiosną z Biedronką".
Trzeba przyznać, że zapowiada się ciekawie - mianowicie biedronkowe ubrania - dla mnie lekki szok, bo to wygląda na sporą kolekcję. Jestem jej bardzo ciekawa :) Chodzi oczywiście o jakość ubrań.

Do tej pory w Biedronce kupiłam parę bodziaków dla Lilki. I byłam zadowolona.
Podobały mi się parę razy buty, ale nigdy nie było mojego rozmiaru.

Swoją drogą na okładce widzę "moje baleriny", kupione za 10zł na przecenie w Reserved - będę w nich chodzić już trzecią wiosnę :)



czwartek, 26 marca 2015

Wyprawka dla niemowlaka cz. 2- Lilkowy - dziecięcy pokój - mój wybór

W pierwszej części "Wyprawka dla niemowlaka - kosmetyki - mój wybór" poruszyłam sprawę moich wyborów dotyczących pielęgnacji dziecka.

Dzisiaj chciałabym  podzielić się z Wami naszymi, a właściwie mojego męża pomysłami na pokój dla dziecka.
Jeśli chodzi o moją "wizję", to miała być skromna i jedyne szaleństwo to namalowane na ścianie drzewo z leśnymi zwierzętami. Niestety, tego spełnić się nie dało, bo chciałam malować własnoręcznie, a że musiałam leżeć - nie udało się i zastąpiliśmy moją wizję inną - ale o tym, później.

W czym położyć malucha?

Nie było u nas dylematu czy łóżeczko, kołyska, a może kosz Mojżesza Oboje byliśmy zgodni, że łóżeczko: bo posłuży dzieckuna dłużej niż tylko kilka miesięcy jak w przypadku dwóch pozostałych. Łóżeczko kupiłam w Ikea z serii HENSVIK. Proste, białe jedyną fanaberią jest drewniana fala wykończeniowa po bokach. Dodatkowo dokupiliśmy plastikowe pojemniki, które przymocowaliśmy do przewijaka.

Przewijak GULLIVER (Stół do przewijania), biały, który początkowo zupełnie uznawałam za niepotrzebny. Przecież przewiniemy się w łóżeczku, albo na łóżku - w praktyce z moim dochodzeniem do siebie po porodzie - stanie i przewijanie było jedyną formą, którą akceptowałam, dodatkowo kiedy nie umiałam wystać, albo robiło mi się słabo - było za co się złapać. Do tego zawieszane kosze, których nie ma już w IKEA - plastikowe, łatwe w użyciu i myciu. Super pomocne na dziecięce akcesoria. 
Ponieważ pokój dziecka ma dużą, wbudowaną szafę początkowo to było tylko tyle, z czasem doszła do tego komoda HEMNES, w której trzymamy ubrania, pieluchy a na dole puzzle i drewniane układanki.
Nie wiem czy chcecie zobaczyć pokój w całości.
Tutaj dosłownie parę zdjęć, bo już jest inaczej, już coś poprzestawialiśmy w czasie tych prawie dwóch lat. Przewijak złożony odszedł już w niepamięć.



Drzewo z szablonu - jeśli dobrze pamiętam Leroy Merlin. Skrzynki, które widać obok - targ z warzywami za 3 zł + farba i praca męża. Literki dla córki z tego postu.

Jeśli chcecie zobaczyć więcej Lilkowego pokoju - dajcie znać, bo nie wiem czy taki post Wam się podoba :)

wtorek, 24 marca 2015

Porcelana Śląska Park - Eko Jarmark Katowice 2015 cz. 1

Mam słabość do miejsc. Szczególnie do takich, które wzbudzają moje i cudze emocje.
W tym wypadku "cudze" są bardzo bliskie i jeszcze bardziej emocjonujące.
Wybierzcie się ze mną i moją mamą do Porcelany Śląskiej (Park)  na Eko Jarmark w Katowicach, którego patronatem była  Fundacja Giesche. A dla nas była to fantastyczna podróż w czasie.

porcelana śląska
Ta pani tutaj, w różowej czapce to moja mama. Już wiem, skąd u mnie skłonność do "macania" ;) moja mama zawsze i wszędzie jeśli tylko ma do czynienia z porcelaną delikatnie ją dotyka. To taki odruch, który ma od czasu praktyk zawodowych w Porcelanie Śląskiej właśnie.

porcelana śląska
Tylko dotykiem opuszków palców można znaleźć wypukłą małą skazę... a ciemna, najmniejsza plamka na talerzu nosi nazwę "muchy".

porcelana śląska
Obie szukałyśmy tutaj znamion przeszłości, o co nie było trudno. Na zdjęciu wymogi, które muszą spełnić pierwszo i drugo gatunkowe wyroby z 1997r. 

porcelana śląska
Pusta hala. Mama opowiada, że tutaj kleiło się kalkomanię na talerze i puszczało się na taśmę...
Obie boli nas ta pusta przestrzeń. To, że jest zimno i nic się nie dzieje. To, że kiedyś było tutaj życie.
 
porcelana śląska
Gipsowe odlewy do których wlewa się porcelanę.

porcelana śląska
Gipsowy odlew imbryka - dla mnie to był czajnik - ale tak mamo. wiem - imbryk :)
W tle część wystawowa jarmarku - tu akurat hand made - florystyka, poduchy, zabawki, torby, broszki - było sporo wystawców. 

porcelana śląska
A to już część Eko Jarmarku. Miody, sery, herbata, grzaniec, wino... same smakołyki i piękne zapachy!

porcelana śląska

Pomiędzy tym gwarem odwiedzających i wystawców, mama zaglądała dalej - ponieważ mam bardzo dużo zdjęć pozwoliłam sobie relację podzielić na dwie części - drugiej oczekujcie w przyszłym tygodniu :)
Serdecznie zapraszam!

porcelana śląska

Wielkanocno-marketowy zawrót głowy

Wiem, że już dawno w marketach rozpoczął się sezon Wielkanocny, ponieważ szukałam jakiejś fajnej alternatywy do ozdoby doniczek z kwiatkami trochę pobuszowałam.
Zaczęłam od Lidla , niestety nic mnie zachwyciło, może oprócz silikonowych bardzo fajnych wizualnie i cenowo silikonowych form do pieczenia ciast, ciasteczek, bab i babeczek


W Biedronce można znaleźć gazetkę pod wiele mówiącym tytułem Radosny dom nie tylko od święta, a w ofercie między innymi takie sympatyczne poduszki

oraz wielkanocne koszyczki - ten z uszami to koszyczek na serwetki :)


Dostępne są również akcesoria świąteczne na patyku i silikonowe akcesoria kuchenne.

Bardzo rozczarowało mnie Pepco jeśli chodzi o Wielkanocną ofertę, albo miałam pecha i trafiłam na resztki, ale wszystko co widziałam było bardzo brzydko i byle jak wykończona. Inna kwestia, że zazwyczaj jeździmy do innego Pepco niż to, w którym się tak rozczarowałam. Plusem były bardzo fajne osłonki na doniczki i zioła, znośna cena 7,99 - niestety nie ma ich w gazetce są za to ubrania. Dużo ubrań.


W Carrefourze zasypią Was złotymi jajami i królikami wszelkiej maści, ale to właśnie jest ten właściwy czas, żeby złapać królika za uszy i wyciągnąć z kapelusza :)


A na koniec jeszcze, nasze dziecko załapało się na komplet miseczek, sztućców i talerzy z Wader w Biedronce. Rewelacyjna zabawa!


W sumie moje poszukiwania były bezowocne. Nic nie wybrałam, zupełnie nic. Dlatego sama będę robić z resztek papierów jaja i króliczki na patyku, będzie relacja fotograficzna.

W związku z tym, że wczoraj padła neostrada a ten post miał być wczoraj, a na dzisiaj przygotowałam jeszcze drugi z wizyty w pewnym bardzo ciekawym miejscu, który wrzucę wieczorem.

niedziela, 22 marca 2015

Być matką w teorii i praktyce

W starej broszurze* było napisane:
"Dziecię w koronkach w różach i tiulach. Dyga dystyngowanie, uśmiechy rozdaje. Omija kałuże małe i duże.
Matka z broszą u piersi, pierś dumna i spokojna.
Dziecię z rumieńcami, grzeczne, a jakże, z wielkim zainteresowaniem zerka na ptaszęta, które nieopodal na gałęziach drzew świergolą.
Panie i panowie patrzą na ten piękny obrazek gdzie dziecię polszczyzną do matki rzecze: jakże to Pani matko, wszystko piękne! Tu piesek, tu kotek,  Matko jak cudnie! 
Łzy nie uświadczysz na jego licu, matka tylko dobre nastroje mu rozdaje.
Wracają do domu, gdzie błysk wita ich od progu! A kurz na sam ich widok, przez okna ucieka do ogrodu, byle prędzej i dalej.
Dziecię pląsa po pokojach, tu przysiądzie, tam zerknie, tu z lekka rozrzuci paproszek. Matka jednak swą dłonią i cichym chrząknięciem przywoła do porządku - wszak to nie uchodzi panience! 
Cisza i spokój, matka książkę czyta, oddaje się rozrywce, od czasu do czasu globus rozboli, więc panienką zajmą się pokojowe. Mama odpocznie. Mama porozmyśla, zdrzemnie się troszkę, pomyśli jak dobrze wychować swe dziecko.
Matką być, przecież to takie proste zadanie..."

Broszurowe bajery na złotej tacy podane...

Kiedy moje dziecko zakwiliło po raz pierwszy na sali porodowej, kiedy to, czego zupełnie przez ostatnie 9 miesięcy było dla mnie totalnym Kosmosem i abstrakcją stało się realne - zostałam mamą.
Taką, która w pierwszych odruchu przełożyła wszystko "co moje", na "wszystko dla niej". 

Niewyobrażalne stało się namacalne i trudne.
Niełatwo było przyzwyczaić się do tego, że jesteśmy teraz pod każdym względem uzależnione od siebie.
To ja ją karmię, przewijam, ubieram, wychodzę na spacer, karmię, przewijam.... 
Na każde skinienie budzę się, chociaż moje wewnętrzne ja staje okoniem i szepcze - śpij jeszcze chwilę... daj sobie czas, odpocznij... 

Nie wiem co mam robić kiedy ona jest taka mała i bezbronna.
Kiedy ona śpi, ja godzinami myślę o tym, jak naprawić świat, żeby był lepszy dla niej.
Żeby zawsze świeciło słońce, żeby była uśmiechnięta, najedzona, bezpieczna.
Jak ją wychować, żeby była wrażliwa i mądra, a może tak, że ma się przepychać łokciami?
Nie wiem... 

Pomiędzy jednym a drugim miesiącem uczymy się siebie nawzajem. 
Swoich oczekiwań, lęków, spełnień.

Macierzyństwo zastawia na mnie pułapki - nieidealnie posprzątany dom, nieugotowany obiad, brak śniadania, brak czasu na książkę, film, pogaduchy z koleżanką. 
Bunt.
Bunt za buntem. 
Najpierw mój, potem jej.

Nie umiem się w tym połapać i nie umiem stworzyć idealnego obrazka. 
Jestem chaotyczna, jestem czasem nerwowa i przyozdobiona broszką: z mleka, ziemniaków, sosu, czy buraka.
Do tego blada z niewyspania ale zawsze zwarta i gotowa. 
Do tego wychodzące zęby, gorączka, katar, kaszel - gratisem wszystko na raz.
I nie musisz spłacać rat.

Nie mam czasu. 
Tak zwyczajnie i tak nadzwyczajnie.
Doba rozciąga się do granic możliwości.
Nie mam czasu na pierdoły.
Uczę się planować.

A moje dziecko nie potrzebuje snu. 
Nieustannie jest w ruchu.
Jak mały trybik w zegarku.
Pomiędzy zabawą, jedzeniem, śpiewaniem, tańczeniem, rysowaniem, oglądaniem kropli deszczu - i milionem innych najważniejszych spraw...

znajduję chwile dla siebie.
Żeby nie zwariować. Być sobą. Z nią. Obok.
Ale być.
Kochać.

Dom przypomina przejście huraganu. 
Po pokoju biegną 2 koty, pies a za nimi córka. 
Z uśmiechem, bosymi stopami wybija radosny takt. 
I śmiech radosny rozbrzmiewa. 
Patrzy na mnie rozczochraną bo już zrobiłam śniadanie, przygotowuje obiad ale nie zdążyłam się uczesać i mówi:  ko-ciem!

Ja też kocham Cię, Lilko!

*wymyślona na potrzeby niniejszego tekstu.

piątek, 20 marca 2015

Zaćmienie



Oglądam dzisiaj zaćmienie słońca z różnych perspektyw mojej okolicy.
Spomiędzy gołych jeszcze gałęzi, ze schodów, spod domu, z ulicy.
Dwa kawałki  kliszy fotograficznej są idealne do tej obserwacji.
Ludzie zatrzymują się na ulicy, przyglądają się mnie, potem słońcu.
W jednym biurowcu dwóch chłopaków wygląda przez okno i też patrzą.
Kobiety na parkingu siedzą na krawężniku i zerkają przez swoje kawałki szkieł.

Natura w swojej prostocie, skomplikowaniu, pięknie i brzydocie zawsze mnie przeraża.
Zjawiska związane z Kosmosem, niebem, gwiazdami, Słońcem.
Ostatnia zorza, dziś zaćmienie. Kiedyś ludzie brali je za znaki: nieszczęścia, wojny.
A dziś?

Tysiące pytań: dlaczego, po co, kiedy, jak?
Czy Słońce zgaśnie?
Co po drugiej, ciemnej stronie księżyca?
Dlaczego asteroida leci?
A co z człowiekiem?
A dlaczego?

Jeśli Ziemia taka tycia w tym wielkim Kosmosie, to jak maleńki jest człowiek?
I dlaczego tej maleńkości, pyłku, nieuchwytności, sekundy swojego życia nie szanuje?

środa, 18 marca 2015

Najważniejszy mały świat



O ile mój dzień różni się od tych dni "kiedyś", kiedy wstawałam, szłam do pracy albo na uczelnię.
Śniadanie jedzone byle jak, byle było, kanapki do torby, tramwaj, autobus, zajęcia, praca, ludzie, ludzie, ludzie... Spacer z psem, szybkie porządki - ale ile możesz sprzątać w mieszkaniu, gdzie dwie osoby tylko mieszkają, a pies z kotem to nie tragedia do ogarnięcia.

Teraz jest inaczej i pomimo trzech lat w domu, a dwóch z Lilką nie umiem się przyzwyczaić, że porządki zajmują mi tak wiele czasu. Nawet jeśli odpuszczę codziennie mycie podłóg to muszę zamieść, z dzieckiem uwieszonym pod pachą, na nodze, wołającym spontanicznie "maaaamo!", kiedy zniknę na ułamek sekundy, albo przestanę robić coś z nią. Bezwiednie celebrujemy chwile. Śniadanie przecież jadamy razem, w weekendy z mężem, przy stole, spokojnie. Razem gramy w piłkę, porządkujemy ogródek gdzie i pies i kot i Lilka kopiąca dziurę w ziemi moją ogrodniczą mini łopatką. Nic to, że grabię resztki zeszłorocznych liści już dwa tygodnie. I czasem się złoszczę, że jest tak wolno i nic się nie dzieje. 
Trudno mi się przyzwyczaić, ale zdecydowanie łatwo porzucam gotowanie obiadu, obieranie ziemniaków, wkładanie prania do pralki, wieszania, ubierania i niejednokrotnie w jednej skarpetce, z koszulką w ręce, jednym okiem pomalowanym, czy szczoteczką w zębach biegnę ratować mały świat.

Najważniejszy w życiu.


wtorek, 10 marca 2015

Domowej roboty

Kurcze.
Taki prosty temat, a jednak taki skomplikowany!

Pisałam wczoraj, że nie jestem dobra w gotowaniu, więc nie robię niczego spektakularnego, tak żeby się chwalić, że robię to lub owo. Czasem ciasto, czasem sałatka, czasem coś od siebie.
Nie robię też domowych kosmetyków, mydeł czy innych naturalnych rzeczy.
Nie piekę nawet do diaska sama chleba!

Także, dziewczyny, które robicie takie cuda i wklejacie na blogu Uli cudowne linki - szacun!

Cały dzień myślałam co mogę robić w kategorii "domowej roboty" oprócz mycia garów, podłóg, okien, obiadu, śniadań i innych takich. 
Dobra, wieczorami robię broszki na szydełku. Niech ten post będzie zajawką, bo jest ich więcej!

broszka na szydełku



poniedziałek, 9 marca 2015

O kawałku kuchni

W poście O starym mieszkaniu pisałam Wam, że tęsknie za tym, co tam zostało.
I że tam była nowa kuchnia, której nie zdążyłam nawet przed przeprowadzką wypróbować

W nowym domu za to, mam starą kuchnię. Mniej więcej trzydziestoletnią.
Od czasu do czasu coś odpada, coś się przykręca, coś rdzewieje.
Jak coś się rozłupie to skorupę wymieniamy na nową - wszak jeszcze jest w jadalni szafa, w której mieszkają zamienniki!
Ponieważ rozważamy ostatnio różne ewentualności dotyczące tego domu, postanowiliśmy, że chwilowo nie szalejemy i nie inwestujemy tutaj dużej kasy.
Ale mieszkać jakoś trzeba.
Umilam więc sobie lekko wnętrza na piętrze.
I pokażę Wam zdjęcia, które nie będą upiększane w żadnym programie. Pokażę Wam kawałek, a dokładniej ćwierć ściany kuchennej i półki :)
Nijak nie umiałam takiej przestrzeni zagospodarować, nie chciałam nic tam układać, żadnych bibelotów. Znalazłam wagę sklepową, z odważnikami w czeluściach szafy.
Kubeczek do parzenia ziół z lawendą przywędrował od Cioci z Włoch.
A koszyki z Pepco.
Na półce widać kawałek farb plakatowych, nie sprzątałam ich bo u nas się mieszka w domu, to nie salony - jest normalnie, a nie jak żurnala. Muszę Was tym rozczarować :)





P.S.
W innym poniedziałkowym poście pisałam Wam, że chcę pomacać nowe bluzki w pepco i już ich ich nie było. Wymacałam inną ;) z mega długimi rękawami i sweter :)

Najnowszą gazetkę znajdziecie na tej stronie.

Wiosną...

wiosna

mam wiele planów. Część osobistych, a część takich, o których chcę napisać :)

Miejsce dla mnie
Odświeżam jeden z pokoi na piętrze domu. Po kawałku maluję ściany i sufit. Na tyle, na ile pozwoli mi córka. Przyniosłam już stareńkie biurko z dołu, wyrzuciłam niepotrzebne rzeczy z niego i mam trochę wolnej przestrzeni. Wolę być na górze, niż na dole - jest mi łatwiej ogarnąć bawiące się dziecko zdecydowanie tutaj! Do tego mam dość już pisania postów, czy w ogóle korzystania z komputera w niewygodnej pozycji przy stole w salonie, wolę to robić siedząc w wygodnym fotelu przy biurku.

Pozbyć się wszystkiego, co zalega i jest niepotrzebne.
Opróżniam ścianę z książkami, przeglądam i segreguję, na te, które zostają, inne na makulaturę, jeszcze inne do sprzedania. Nie możemy mieć ich tyle, nie możemy wszystkiego magazynować.
To samo zrobię z ubraniami: będę przeglądać i podejmować decyzję co z nimi zrobić, na pewno część z nich nie będzie już mieszkać w mojej szafie.
Posprzątam "przydasie", których nazbierało się ogromnie dużo i leżą - a przecież można w końcu z nich coś zrobić.

Ruch to zdrowie
Zmobilizowałam się i podjęłam kroki do polepszenia mojej sylwetki. Zmniejszyłam ilość słodyczy i dodałam trochę ruchu. Ze względu na pracę mojego męża, nie mam gwarancji, że będę regularnie biegać, ale mam stacjonarny rower. Jeżdżę na nim co drugi dzień, najczęściej wyśpiewując córce piosenkę "ogórek wąsaty" - wysiłek fizyczny plus ogrom śmiechu zapewniają niezapomniane chwile :)

Smaczne jedzenie
Nie jestem dobrą kucharką. Nie lubię stać przy garach, lubię jak jest szybko, sprawnie i smacznie.
Zaczęłam czytać, oglądać i przeglądać przepisy. Od pewnego czasu więcej u nas warzyw i owoców, więcej lekkiego jedzenia. Nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła kupować świeże, nie przemarznięte warzywa i owoce na targu! Albo zrywać pomidory w szklarni. A zioła na parapecie już posadziłam :)

Czas dla siebie
To chyba największe wiosenne wyzwanie. Na co dzień jestem z Lilą sama. W ciągu prawie dwóch lat, bez dziecka byłam gdzieś może z dziesięć razy. A już we dwoje z mężem-jeszcze mniej.
Musimy przeorganizować nasz czas, żeby jakoś to się udało.

Post zainspirowany wyzwaniem Uli "Moje plany na wiosnę" na blogu Sen Mai.
Serdecznie zapraszam Was do poznania wiosennych planów innych uczestników wyzwania :)

piątek, 6 marca 2015

W marcu


Dawno nie było takiego marca jak te pierwsze dni, które za nami, takiego przysłowiowego.

Piękne słońce rano, w którym wygrzewają się koty i pies, przez szybę grzeje aż miło.
Lila od okna do okna spaceruje, wpatruje się w słońce, które razi, oj razi tak mocno w oczy, że jednak wzrok trzeba opuścić i patrzeć na nie z jakiegoś cienia. Trzeba być przecież ostrożną dziewczynką.
Ale radość ze słońca ogromna.

Za oknem śpiewają ptaki.

A potem przychodzą ciemne chmury. Musimy włączyć światło, żeby móc czytać, rysować, albo tańczyć. Musimy się przytulić kiedy wieje wiatr, bo dudni w kuchennym kominie i niesie strach.
Zapala mała latarkę i na suficie albo na podłodze tańczą świetliste kółka.

Ptaki milkną.

Sypie śnieg, delikatne płatki osiadają na szybach. Zaraz za nimi lecą jednak duże u grube. Może pogoda nas oszczędzi i dzisiaj nie będzie gradu. Może tym razem nie, a może będzie znów wieczorem. Nieprzewidywalność marcowej aury jest niesamowita. Siedzimy w oknie. Oglądamy obie to wszystko co się dzieje, śnieg pada i pada, żeby zaraz zniknąć kiedy dotknie ziemi.

Wiosenny grzmot.
Cio to?
Burza.
Grzmi.
Pioruny.
Bum!
Trach!
To, to!
Zarzuca ręce na moje ramiona, całus. Jeden i drugi i znów trach!
Cio to?

***

Ile w dziecku jest przeżyć, uczuć i ciekawości świata.
Nieustannie się zachwycam tym cudem.



czwartek, 5 marca 2015

D. Chopra Jak zaspokoić apetyt, głód życia i pragnienie szczęścia?

Nie sądziłam, że z tak wielkim zaciekawieniem będę pochłaniać tą książkę. Kto nie chciałby znać odpowiedzi na zadane w tytule pytania? Ja chciałam, aż tak bardzo, że zajęło mi to 3 wieczory.

Autorem niniejszej książki jest doktor chorób wewnętrznych i endokrynologii oraz orędownik medycyny alternatywnej Deepak Chopra. Na podstawie własnych doświadczeń z odchudzaniem próbuje pokazać, że jego maksyma: "W życiu chodzi o spełnienie. Jeśli w twoim życiu brakuje spełnienia, twój żołądek nigdy nie zdoła zapełnić pustki" ma swoje uzasadnienie.

Jedni mówią, że przez żołądek do serca, a Chopra odpowiada: przez umysł do zdrowego ciała i nowego, lepszego ja.
Nic nie będzie działało na twój organizm jeśli obsesyjnie będziesz o tym myśleć.
Należy uzmysłowić sobie, że głód można okiełznać, nie musi być wrogiem, może być zaspokajany i ugłaskany, a ty nie musisz się objadać.

Autor zaprasza do eksperymentu: żyj przez 30 dni jego metodą umysł - ciało, nie przechodź na dietę, ciesz się tym, co cię otacza, odrzuć to, co w życiu złe, smutne, spójrz na nie inaczej. W zamian na kartach książki znajdziesz rady jak to zrobić, krok po kroku, a wspólnym sukcesem będzie twoje spełnienie fizyczne, emocjonalne i mentalne. I w końcu - zrozumiesz na czym polega dieta.

W kolejnych rozdziałach znajdziemy metody jak zmienić negatywne myśli, przekonania i nawyki żywieniowe na te pozytywne. Bardzo pomocny okazuje się rozdział na temat diety, usuwania toksyn z organizmu, osiągania równowagi organizmu.
Znajdziemy tutaj również dużo przepisów na lekkie potrawy: śniadania, zupy, obiady czy napoje.

Przeczytałam książkę z ogromną przyjemnością, bo nigdy wcześniej nie czytałam książki o diecie łączącej się z przemianą sposobu myślenia, która tak łatwo jest napisana. A sposoby, którymi można osiągnąć lepsze samopoczucie  bardzo przypadły mi do gustu.
Książka jest bardzo pozytywna :) i dała mi kopa, żeby coś w sobie zmienić.

Pani Małgosiu - dziękuję :)

Wydawnictwo ILLUMINATIO

wtorek, 3 marca 2015

Wyprawka dla niemowlaka - kosmetyki - mój wybór

Lila w pierwszym dniu życia - w tle krem Linomag.


Kiedy dowiedziałam się, że będę mieć dziecko zwariowałam na całej linii!
Ponieważ nie miałam ani jednego poradnika o dzieciach, anie wcześniej bardzo długo styczności z małymi dziećmi o ich pielęgnację pytałam mamę, babcię i ciocie.
I się nie zawiodłam! Na podstawie ich opinii mogę przedstawić Wam moją kosmetyczną wyprawkę dla Lilki.

Podeszłam do tematu przede wszystkim praktycznie.
Postanowiłam, że nie będę fundować mojemu dziecku drogich, niesprawdzonych przez nikogo ze znajomych kosmetyków, a z drugiej strony jeśli okazałoby się, że jest jakaś alergia, to dopiero wtedy będziemy eksperymentować w tym temacie i szukać najlepszego.
Śmiało mogę napisać, że poszłam w klasykę ;)

Do kąpieli i mycia: 

zwykłe mydło Bambino - Mydło pielęgnacyjne dla niemowląt i dzieci z lanoliną
 ma delikatny zapach, pieni się i jest delikatne. Nie przesusza Lilce skóry i jest bardzo wydajne. Stosujemy nadal, a i mnie zdarza się czasem go użyć :)
Szampon - Johnson & Johnson Baby Szampon - pieni się odpowiednio, ładnie pachnie.

Do pielęgnacji ciała:

początkowo używaliśmy oliwki Bambino rano i wieczorem, bo Lilce bardzo się łuszczyła skóra. Po wizycie u pediatry dowiedziałam się, że u niektórych noworodków jest to zupełnie normalne i nie trzeba się martwić. Stosowaliśmy oliwkę przez ok. 4-5 miesięcy, do momentu, w którym skóra zaczęła się przesuszać. 
Plusy oliwki: ładny zapach, bardzo wydajna, świetnie początkowo nawilżała skórę. 
Minus to to, że plamiła na żółto ubranka i nie potrafiłam ich doprać, niedomykające się wieczko, z którego kapała oliwka na wszystkie strony, przez co cała buteleczka była klejąca.

Zmieniłam oliwkę na Nivea Baby, Aksamitne mleczko nawilżające, które szybko się wchłania, używamy do całego ciała, nawet czasem zamiast kremu do pupy. Jest szalenie wydajny i ma dozownik - pompkę, dzięki której łatwo i bez problemów dozujemy ilość balsamu. W użyciu 2 razy dziennie.

Pielęgnacja pępka: 

zarówno w Szkole Rodzenia jak i na oddziale noworodkowym w szpitalu, mówiono nam, że mamy kupic Octenisept, co też uczyniliśmy. W szpitalu Lil psikali trzy dni, my kolejne trzy dni, niestety pępek zaczął się jątrzyć i był bardzo brzydki, znajoma położna poradziła nam żebyśmy kupili LEKO gaziki wyjaławiające, po dwóch dniach była poprawa, a po kolejnych dwóch odpadł kikut.

Do pielęgnacji pupy: 

od samego urodzenia Linomag, Bobo A+E, Krem dla dzieci i niemowląt. Zarówno delikatny zapach jak i delikatna konsystencja pozwalają nam na stosowanie go na zmianę z Penatenem, który również sobie bardzo chwalę na małe odparzenia, krostki i inne.

Z pupą jednak mieliśmy problemy, ok. 3 miesiąca pojawiło się, jak nam się początkowo wydawało odparzenie, a była to alergia pokarmowa. Skóra naszego dziecka była bardzo delikatna (i jest taka również prawie 2 lata później). Od małego zaczerwienienia na pupie w ciągu niecałych 2 dni pojawił się duży stan zapalny, na który nie pomagały nam żadne inne specyfiki przez długie tygodnie: inny krem do pupy (próbka z przychodni) Nivea Baby, Kojący krem przeciw odparzeniom - u nas nie sprawdził się zupełnie nawet na samym początku podrażnień pupy. SudocremKrem antyseptyczny dla dzieci i dorosłych z problemami skórnymi, dodawany "gratis" do wszystkiego do czego się dało, gdy byłam w ciąży. U dziecka nie sprawdził się zupełnie, za to mój mąż stosuje na wszelkiego rodzaju stany zapalne i jest bardzo zadowolony. Tormentiol - nasze chwilowe wybawienie (dla dzieci powyżej 3r.ż. - do tego czasu lepiej stosować Tormentalum Krem lekko poprawił stan zapalny, ale nie do końca. Dzięki fantastycznemu panu doktorowi rodzinnemu dostaliśmy maść robioną w aptece, która w krótkim czasie doprowadziła skórę do pożądanego, zdrowego efektu.
Mąka ziemniaczana - zamiast pudru do zasypywania, a takie same, jak nie lepsze efekty. Rewelacja!
Oprócz tego oczywiście zwykła woda + mydło, która do pielęgnacji jest najlepsze. 

Pieluchy: 

W szpitalu i przez pierwszy tydzień używaliśmy pieluszek newborn z wycięciem na pępek, niestety nie pamiętam jakiej firmy. Potem przeszliśmy na Dadę i zarówno na dzień jak i na noc. 

Na dwór: 

BAMBINO Krem Ochronny dla dzieci i niemowląt UV F4 na zmianę z BAMBINO Krem pielęgnacyjny oraz polecony przez koleżankę Oilatum Baby Krem (Stiefel), który nie pozostawia tłustych plam na kurtce, co było dla mnie ważne.

Oprócz tego:

nawilżane chusteczki - dla nas strzałem w dziesiątkę okazała się być DADA Premium naturals i żadne inne.  
Roztwór wody morskiej do pielęgnacji oczu i noska. 
Szczotka do włosów, taka najprostsza, miękka. 

***

I to chyba tyle :) 
Jeśli dotrwaliście do końca - bardzo Wam dziękuję.
Posty o mojej wyprawce to bardzo fajne cofnięcie się w czasie, bo to było ponad dwa lata temu, mam jednak koleżanki, które zasugerowały, że chcą poznać moje zdanie w tym temacie, to już znacie i jeszcze poznacie, bo planuję już posty o praktycznym wyposażeniu pokoju, hitach ubraniowych małego człowieka i jeszcze parę tematów, które już "przeszłam".

Na dodatek, od zeszłego miesiąca testujemy nowe kosmetyki, które niebawem Wam przedstawimy.

Serdecznie Was zapraszam!

poniedziałek, 2 marca 2015

Deszczowy spacer

Dobrze mi zrobił odpoczynek od internetu, blogów, telefonu. Chociaż wcale go nie planowałam.
Choroba powaliła mnie totalnie. I wcale nie miałam gorączki przez te dwa tygodnie, tylko katar i kaszel. Kaszel mam nadal paskudny. Ale osłuchowo wszystko gra i buczy. Codziennie wstawałam zmęczona i kładłam się spać z takim samym zmęczeniem. Nie chciało mi się nic. Ale Lili się chciało - wszystkiego, bo kiedy jej choroba minęła, dostała nowych, lepszych sił do działania.

Nie mniej jednak jestem znów :)
Blogowo otrząśnięta i z paroma przemyśleniami dla siebie.
Czasem mniej, znaczy lepiej, efektowniej.
Ba, nawet chciałam sobie tutaj zamknąć okienko, ale nie, jeszcze mam dużo do napisania i pokazania.
Do dzieła więc!

***

Dzisiaj pierwszy spacer w ogródku z parasolem.
Nie do końca ręce chcą parasol trzymać nad głową.
Nic nie szkodzi, bo akurat przestało padać.
A nogi rwą się w kałuże!
I uśmiechają się nam buzie :)

parasol mamy z Biedronki