.post blockquote { font-size: 20px; margin-bottom: 20px; line-height: 1.65em; font-weight: 300; padding: 20px 20px 20px 50px; color: #fff; font-family:Georgia; background: #77818d url(http://1.bp.blogspot.com/-rF0Te6xJ--8/VavkUYXc64I/AAAAAAAAHCI/SyxWvM2NYa4/s1600/cytat-4a.png) no-repeat 20px 0px; text-align:center; }

wtorek, 3 lutego 2015

O starym mieszkaniu

Śródmieście.
Przechodzę obok starego mieszkania.
W oknie wciąż wisi moja ulubiona firana.
Stare, odrapane ale solidne drewniane okna.
Odśnieżony pięknie chodnik.
Choinki ubrane w śnieg.
Mijam przechodniów, których mijałam tutaj nieraz.


Nieustająco, kiedy tutaj jestem, odczuwam w gardle ucisk, ból i gorycz.
I ogromny żal.
Złość na mojego męża.
Chce mi się wyć i płakać jednocześnie.

Lubię to miejsce. Z wszystkimi mankamentami, ze skrzywionym płotem i chudym modrzewiem.
I nawet z tym, że przechodnie mogą zaglądać w okna. Ale ja często też zaglądałam na nich.


Zanim się wprowadziliśmy, sprzątaliśmy tam długo i mozolnie - i prawdę powiedziawszy nigdy nie sądziłam, że w domu można mieć tyle poupychanych, pochowanych rzeczy. Ile wynieśliśmy, oddaliśmy, spaliliśmy - wiemy tylko my. I wtedy właśnie obiecałam sobie, że przestaję chomikować. Żeby ktoś po mnie nie musiał tyle sprzątać, wynosić i myć. I że będę dbała o to, co mnie otacza, żeby mi to służyło. Bo na nic mi stosy wszystkiego po drugiej stronie życia, kiedy wszystko zostaje tutaj.
Chcieliśmy tutaj mieć dom i nowe wspomnienia.


Wprowadziliśmy się do domu, bez wykończonego trzeciego pokoju i do kuchni pełnej wspomnień sprzed 30 lat. Prawie 90 metrów w pięknej starej przedwojennej kamienicy.
W kuchni moje były tylko talerze i łyżki i cztery garnki. Reszta pozostała w "spadku".
Co jakiś czas coś się potłukło, coś spadło, zepsuło się na amen, ale zaraz z wielkiej spiżarni można było wyciągnąć następcę. Nie brakowało tylko nigdy kieliszków.

Bardzo powoli dokupowałam coś swojego z odłożonej niewielkiej wypłaty, coś co mi się podobało i poprawiało wygląd kuchni.
Ciągle brakowało mi jednak nowych mebli. Miałam poczucie, że nawet te, które są, już tak bardzo wysłużone, pomimo moich zabiegów pielęgnacyjnych, mycia i szorowania są cały czas brudne.
W żaden sposób nie umiałam się tam odnaleźć kulinarnie i organizacyjnie. Bo chciałam tylko jednego - skoro mówimy o tym - nasze - niech będzie w końcu po naszemu, mojemu, twojemu.
 A nie tak jak kiedyś.

Wydobyliśmy z tego miejsca minimalizm.
We dwójkę potrzebowaliśmy i używaliśmy tylko dwóch pokoi, które były urządzone tak jak chcieliśmy - no, prawie. Na więcej nie mieliśmy już kasy, bo trzeba było jeszcze kupić węgiel. Ale siedzieć, spać i jeść było na czym. Było super.
Był też maleńki ogródek, sąsiedzi nad nami, obok nas. Byli ludzie. Były ptaki, było zielono, mieliśmy enklawę w środku naszego miasta.
Zmęczeni odgruzowaniem tego miejsca, żyliśmy sobie dobrze.
W mojej głowie roiły się pomysły, że jeżeli zrobimy sobie pokój trzeci pięknie i kuchnie to już będzie cudownie! Może jeszcze kiedy wymienimy kanapę w salonie i skończymy kominek będzie idealnie!
Nie doczekałam tych zmian.


Mąż podjął decyzje, że się wyprowadzamy gdzie indziej... i  tej jego decyzji do dziś nie rozumiem.
 A wtedy zaakceptowałam bez szemrania i zastanawiania się. Trudny to był czas i w pracy i w domu.

Na dodatek mamy kogoś, kto chce wynająć mieszkanie, w którym mieszkaliśmy dotychczas.
 Mój mąż w ciągu dwóch tygodni remontuje kuchnie, wymienia w niej meble, na takie jakie chciałam i maluje pokój.
Przyjeżdżam tam po pracy i ilekroć zostaję sama plącze się po tym mieszkaniu i płaczę. Tak. Jest idealnie. Tak jak chcieliśmy ale nie dla nas. Jestem zła, że w tym czasie, kiedy tam mieszkaliśmy jemu się nie chciało tego zrobić, mówi mi o tym otwarcie. A mnie to tak po ludzku boli.


Ilekroć tutaj jestem, nawet kiedy przechodzę, przejeżdżam obok jest mi źle.
Szkoda mi czasu mojego męża który poświęcił wiele, żeby było tam ciepło,miło, żeby dało się mieszkać po ludzku. Jest mi szkoda, mojego zapału, żeby zimny, biały krajobraz tego domu, był cieplejszy i przytulniejszy. I żeby wspomnienia, które będziemy z tego miejsca mieli razem były weselsze od poprzednich.
Brak mi już argumentów, kiedy próbuję porozmawiać o powrocie tutaj, który jest zupełnie realny i możliwy.
I w końcu jest mi szkoda pieniędzy, które dosłownie wsadziliśmy w podłogi, stropy, nowy piec, zamiast pojechać na zasłużone wakacje.

Jest mi szkoda pustego mieszkania, w którym teraz nie ma nikogo, a nadal jest nasze.

Dziś znów tam stałam pod furtką.
I w myślach wracałam tam z Lilą do domu i mężem.


***
Teraz mamy inny dom, w którym nie potrafię się odnaleźć od trzech lat.
Ale to już zupełnie inna historia.

26 komentarzy:

  1. Bo czasami w czterech ścianach oprócz rzeczy zostawiamy także serce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duża część tego serca tam została...

      Usuń
  2. Stare domy mają duszę, jeśli się je pokocha to ciężko się z nimi rozstać...

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne miejsce! Rozumiem Twoje rozżalenie :) Nie ma jak dom z duszą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Pięknie bardzo i tak klimatycznie :)

      Usuń
  4. Tak jakby zostawić tam część siebie... O tej "innej historii" napiszesz?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Część mnie tam nadal jest.
      Może z czasem napiszę :)

      Usuń
  5. Chyba wiem co czujesz...my jesteśmy na etapie poszukiwania większego mieszkania. Aby je jednak kupić musimy sprzedać nasze dotychczasowe i strasznie mi z tym źle. Wydaje mi się, że serce moje zostanie tu na zawsze!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno będzie się rozstawać wiem o tym bardzo!

      Usuń
  6. Piękna ta kamienica! To Katowice? Rozumiem Twoje rozżalenie. Ale to wciąż Wasze mieszkanie, mimo że tam nie żyjecie. Jest więc szansa, że kiedyś wrócicie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to Katowice.
      Chciałabym, może się uda... może.

      Usuń
  7. My na razie gnieciemy się w 28 metrowym, dwupokojowym mieszkanku na dziesiątym piętrze wieżowca. To było jedyne rozsądne mieszkanie na jakie było nas stać (zdolność kredytowa) gdy potrzebowaliśmy mieć własny kąt. Pewnie kiedyś będziemy za nim bardzo tęsknić - jest jakie jest - nasze własne - meble to zbieranina wielu staroci, przedpotopowych i kilku drobiazgów, które sami kupiliśmy... Ot - taki pierwszy nasz dom.
    A marzy nam się duże mieszkanie. W bloku, a może właśnie w kamienicy... Żeby była przestrzeń, której w naszych klitkach tak bardzo brakuje... Ale póki co nie nabieramy zdolności kredytowej (zarobki może i wzrosły, ale stan osobowy naszej rodziny też)... Na wszystko przyjdzie czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maleńkie, ale Wasze. Na tyle na ile Cię poznałam, wiem, że macie tam rodzinnie i ciepło, tak jak powinno być. Mnie marzy się powrót. Ale jak napisałać na wszystko przyjdzie czas. On pokaże.

      Usuń
  8. Kochałaś ten dom, to miejsce, po prostu. I teraz to Twoja żałoba - brzmi okropnie, ale to prawda. Musisz zwyczajnie przejść wszystkie jej etapy, aż się pogodzisz ze światem ze sobą i będzie dobrze. A z drugiej strony, to ciągle Wasz dom..więc... czasem trzeba stracić i nie oglądać się za siebie, by odnaleźć szczęście. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pomyślałam o tym w ten sposób. Możliwe, że tak właśnie jest. Wszyscy potrzebują czasu, jedni więcej, drudzy mniej, może ja więcej...

      Usuń
  9. Ciężko jest się rozstawać z miejscami, gdzie się tak naprawdę wszystko się zaczynało. Sentyment pozostaje, tęsknota pozostaje. Ale sama piszesz, że jest nadzieja! Idzie wiosna!
    Chociaż u mnie od rana pada puchaty śnieg!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam się nadziei, chociaż czasem już nie wiem na co i kiedy nastąpi.
      Ale tak, oby do Wiosny (dla Was będzie wyjątkowa!)

      Usuń
  10. Miałam zaszczyt być tam kiedyś z Mężem obecnie już mym... to miejsce było wyjątkowe. Takie domy się zapamiętuje. Do dziś mogę opisać jak tam było, choć minęło już tyle lat. Zostawiłas tam kawał serducha. Łapie się na tym, że będąc tam zawsze spoglądam w Twe okna.. to miejsce dla mnie jakby.. zaczarowane?
    Martusia K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty byłaś Martusiu nawet parę razy :) Mąż Twój chyba raz. Miło było Was gościć.
      Nie wiem, ja też czasem patrzę na zdjęcia i myślę, zaczarowany ogród, brakuje tylko dorożki!
      Musiałam się chwilę zastanowić, bo zawsze jak o Tobie myślę, to Martusia F. :) Musisz mi wybaczyć :*

      Usuń
  11. Jest jakis znaczacy powod by tam nie wrocic?

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak mi przykro. Doskonale Cię rozumiem. Nie wiem, co mogę więcej napisać, poza tym, że mam nadzieję, że tam wrócisz.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale ten dom nadal jest Wasz z tego co widzę, więc może kiedyś tam powrócicie. A może po prostu gdy upłynie więcej czasu, pogodzisz się z tym że tam już nie mieszkacie. Może w tym nowym odnajdziesz więcej plusów.

    OdpowiedzUsuń
  14. Myślę podobnie jak Agnieszka :) rozumiem Cię, rozumiem tęsknotę i ten żal ale właśnie najważniejsze jest to, że on jest! Ciągle stoi i .. czeka... :) to daje bardzo dużo! a w życiu różne dziwne zwroty się zdarzają, więc może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
  15. Mogę usłyszeć ciąg dalszy tej historii? :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Na pewno znajdziesz jeszcze lepsze mieszkanie, które znajdzie swoje miejsce w sercu.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tutaj ze mną jesteś :)