czwartek, 12 lutego 2015

O, choroba!



Mam odporne dziecko, do tej pory miało dwa razy katar i dwa razy trzydniówkę (albo inny wirus, który się za nią podawał) i to przez dwadzieścia dwa miesiące życie.
Córko, jesteś cudowna!
Rozpieszczona więc jestem pod tym względem.

Ale wszystko do czasu.
Do ostatniego wtorku.
Tak trach i jest: 39,0.
Dziecko lekko osowiałe, czyli aktywność lekko zaburzona tylko kiedy wchodzi w zakręty w przedpokoju. Nadal się świetnie bawi, śpiewa i tańczy, ma tylko lekko podkrążone i świecące oczy.
I gorączkę. I kaszel.
I śpik wargę przytrzasnął.
Załapała w mig, że chustka do nosa to nie tylko uroczy dodatek w kieszonce spodni ale przedmiot użytkowy. Dmucha i smarka jakby robiła to od zawsze.
Tylko gorzej z kropieniem nosa wodą morską. Wszystko jest skropione wokół, na końcu nos. A potem szybko, biegusiem trzeba schować buteleczkę tak, żebym nie znalazła! (zazwyczaj chowa za fotel).
I pije syropy i witaminy i szok, że jej smakuje.
Serio, chyba czegoś innego się po niej spodziewałam - więcej łez, złego humoru, a ten dopisuje. Chociaż, jak jej się coś nie podoba, to z przytupem całować czołem podłogę, taki foch ją dopada na trzy minuty. A kiedy jest już dobrze, no dalej trzeba iść psocić.

Gorzej mam się ja.
Na zakrętach w przedpokoju za córką ocieram się o ściany i zahaczam o futryny.
Odkryłam, ze do południa muszę zapodać sobie kawę, bo jestem niewyspana.
Tak wiem, matki na blogach nie mogą narzekać, nie mogą napisać, że są zmęczone, że nie śpią, że humor taki, a siaki i że mam bałagan i niepoprasowane. Że fryzura mi się zmierzwiła jak chwilę drzemałam przy czajniku w kuchni, bo robiłam sobie kawę i oparłam się łbem o szafkę. Że taka niewyjściowa jestem w legginsach i ochlapanym syropem rękawem.
I o zgrozo, męża mam delegacji więc akrobacje z pójściem po chleb, czy załatwienie czegokolwiek poza domem jest niewykonalne i wieczorami nawiedza mnie rodzina zaopatrzona w sprawunki (dziękuję im za to).
Człowiekiem jestem, który się martwi o to, że temperatura nie spada, że kaszel jakby częstszy i mocniejszy, że w nocy dziecko rozkopane, że ten nieszczęsny katar.
Tryb czuwania włączony, a jak zasnę mocniej, to nie usłyszę, że kaszle, że trzeba przytulić, ululać, podać lekarstwo - a śpi przecież obok.
Wyrzuty sumienia.
Kocham ją.
I czuję się taka najbardziej na świecie bezradna!
Bo serio, nie wiem co robić...
Choroba rzeczy u nas ekstremalna.
Gdyby płakała w tej gorączce - to najpewniej ja razem z nią - z tej bezradności na tym małym człowiekiem. Matce nie wypada ślimtać, kiedy dziecko się uśmiecha i jest bardziej przytulaśne niż zazwyczaj. Ale to akurat mi pasuje, bo na przytulasy zazwyczaj ona nie ma czasu.

Czekam aż jej przejdzie.
Aż wyzdrowieje, gorączka sobie pójdzie w siną dal.
Oby szybko, jak najprędzej!

13 komentarzy:

  1. Zdrówka Dziewczyny! Rzeczywiście- odporna Mała!

    Ps. O maaaaatko, to wychodzi na to, że co rusz łamię jakieś niepisane zasady, o czym wypada, a o czym nie wypada pisać na blogu :) I to w dodatku na swoim! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dasz radę! Mój straszny chorowitek i strasznie to na początku przeżywałam, ale nie wolno się załamywać! Zdrówka życzę! A pisz o czym chcesz, Twój blog, twoje reguły ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdrówka...tak to jest z tą pierwszą chorobą mamy bardziej zestresowane niż dzieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jakie babcie zestresowane... mnie boli każda jej łezka wylana na maleńką buźkę ...
      Babcia Lilutki :)

      Usuń
  4. Zdrowia dziewczyny! Przerabiałam dokładnie to samo dwa tygodnie temu!
    Twój blog to Twoje reguły;) możesz pisać co CI się podoba :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Niech szybko wraca do zdrowia. Moja mama uwielbia burzę tylko dlatego, że tylko wtedy przebiegałam do niej się poprzytulać. Więc jak widać każda matka wykorzystuje okazję do przytulania. Ja swojego teraz przytulam ile mogę bo niedługo zacznie mówić i pewnoe pierwsze co powie to będzie mamo nie rób siary przy kolegach.

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas podobnie. Do listy zaliczonych chorób mogę dodać jeszcze dwa razy jakiś rotawirus. Toto pije tran codziennie. I tyle z odporności podawanej jako osobny składnik.

    Ja sądzę, że Lil i Toto to taki twardy typ. Takie niezniszczalne stwory:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dużo, dużo, dużo zdrówka!
    U nas cyrk chorobowy zaczął się wraz z rozpoczęciem przedszkola i tak trwa po dziś dzień!
    BYLE DO WIOSNY!
    Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dużo zdrowia! U nas to non stop jakaś choroba się pałęta.. wczoraj rano byliśmy na kontroli po chorobie i wszystko dobrze a po południu 39°C, a wieczorem wizyta na pomocy doraźnej :-\

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas chorobowe szaleństwo zaczęło się we wrześniu, gdy mały poszedł do żłobka. Przeziębienia co tydzień...a na przełomie grudnia i stycznia 2 razy astmatyczne zapalenie oskrzeli i raz rotawirus. Wiosno przybywaj. A dla Was szybkiego powrotu do zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojej, biedna dziewczynka, szkoda że ją teraz tak dopala choroba :( Dobrze, ze rodzina Ci pomaga! Na pewno bardzo zmęczona jestes...
    Życzę zdrowia Twej córce! A gdy juz będzie wszytsko ok, zapraszam na moj blog - w ostatniej notce na samym końcu mominowalam Cie do zabawy LBA :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Chorowanie nie jest przyjemne. Życzę więc wam dużo zdrowia!

    OdpowiedzUsuń