czwartek, 29 stycznia 2015

Okno na wszystkie smutki

Kiedy zimno i ponuro.
Od samego rana szykuje się bojowy dzień w wykonaniu Lilki.
Mam tylko jedną receptę na uspokojenie (nas obu!).
Okno w kuchni.

Z zeszytem nalepek, białą kartką, myszą-pozytywką pod pachą - tak spędzamy czas.
Patrzymy na sikorki, które przylatują do ogrodu i jedzą w karmniku.
Przychodzą też czasem okoliczne koty, a po drzewach biegają wiewiórki.
Czasem przejedzie samochód, ktoś z psem pójdzie do parku, albo zajrzy na cmentarz.

Jak się Lila zapatrzy i rozbawi na maksa to ja szybko myję naczynia, szykuję obiad.
Wieczorem nadejdzie kolejna porcja oglądania świata, tym razem przy świetle latarni.








środa, 28 stycznia 2015

Czytam, lubię, polecam w styczniu

Gonił mnie ten post cały styczeń prawie i dogonił!
Następny będzie od razu w pierwszym tygodniu lutego :)

Do dzieła!

Czytam:


Jak mam doła to idę po solidną dawkę ironii właśnie tutaj.
Bo Matka Sanepid, to matka bez lukru. I ma dwie córki. Bardzo fajne. Męża jeszcze ma ale się rozwodzi. Matka Sanepid popełnia błędy wychowawcze. Serio. I za to szacun. Wielki. Bo się przyznała do tego.

Słucham:

W tym miesiącu słuchamy z Lilą takiego muzycznego melanżu, że uszy bolą!
Bo jeszcze temat kolędowo-świąteczny i raczymy się Michaelem Bublé w wersji Christmas 
Wszystkimi Pink Floyd'ami, którzy wpadną nam pod rękę.
Muzyką relaksacyjną.
A to wszystko na odkrytym przez Ciocię Manię - Spotify  czyli aplikacji mobilnej w której za darmo (trzeba wysłuchać 15-20 sekundowej reklamy, czasami długo, długo nie ma żadnej!) słuchacie co chcecie i jak chcecie! Całe płyty, dyskografie, pojedyncze utwory. Możecie tworzyć listy, modyfikować je i słuchać czego słuchają znajomi.
Miodzio! 
W sekrecie Wam powiem, że nawet mój mąż, który na takie rzeczy patrzy raczej niechętnie - od trzech tygodni słucha i słucha :D

Dziewczyny dbajcie o siebie, warto zrobić badania i mieć spokój!

A na Walentynki - Iza ma również propozycję :)


Do następnego!

wtorek, 27 stycznia 2015

Trudne chwile

Ten temat na wyzwaniu u Uli zupełnie powalił mnie z nóg.
W sumie to, to wyzwanie było ogromnie ciężkie. Ale jak się podjęłam to chcę skończyć, czas do 30 stycznia, gdyby jeszcze ktoś chciał dołączyć.

Trudne chwile

Trudne chwile w życiu, moim, twoim - są nieodłączne. Nie wiem jak u Was, ale u mnie zawsze chodzą parami, czwórkami... potrafią się nagromadzić jak gradowe chmury, znikąd i dać upust w najmniej spodziewanym momencie.
Nie lubię tego. Ale od pewnego czasu, przyjmuję. Nie szaleję, nie buntuję się ogromnie.
Staram się rozegrać w mojej głowie scenki, w których mam warianty wyjścia z sytuacji, która mnie zastała (przy mojej empatii wychodzi mi możliwie dużo takich scenariuszy).
Wolę być przygotowana na najgorsze i miło być zaskoczona, kiedy sprawa okaże się być zupełnie inna.
Nie zawsze tak reagowałam i mnóstwo moich nerwów poszło z dymem, niepotrzebnie.
Jednak człowiek uczy się całe życie.

Innym sposobem jest po prostu powiedzenie sobie, że być może inni mają gorzej. 
A ja nie jestem w aż tak trudnej sytuacji na jaką ona wygląda.
Oczywiście są sytuacje i sytuacje - różne, nie na każdą mam i będę mieć receptę ale trzeba żyć dalej i iść przed siebie. Bo inaczej nie można.

piątek, 23 stycznia 2015

On ma talent!



Chciałabym mieć taką głowę!
Żeby pomysły układały się w całość.
Liczby łatwo się dodawały.
Trybiki trybiły.
I wszystko działało!
Dało się przenieść z projektu do rzeczywistości.

Mój mąż ma talent.
Jest konstruktorem.
Myślenie przestrzenne to łatwizna.
Potrafi zaklinać śrubki, wkręty i elementy.
I tworzyć rzeczy, o których nie mam zielonego pojęcia.
Jestem z niego dumna!

robot
Manipulator

ploter
ploter


Czasem żona dostaje takie kwiatki!

A jakimi talentami dysponują uczestnicy wyzwania z Ulą?


czwartek, 22 stycznia 2015

Doceniam w sobie...

Trudne to zadanie, ot tak sobie napisać "doceniam w sobie 5 rzeczy..." o ile łatwiej napisać o tych negatywnych. Ciężko, oj ciężko... tym bardziej, że ja niekoniecznie się sama z sobą dobrze czuję, a to rzutuje na całokształt jak wiadomo.

Start!

1. Poczucie humoru.
Bardzo specyficzne, czasem bardzo ostre, czasem subtelne. Ale strzelone w sedno. Ostatnio z dystansem do siebie, stwierdziłam, że mnie już nic nie pomoże więc mogę się z siebie śmiać do woli. Dziecko nauczyło mnie spontaniczności w radości. Dobrze mi z tym :)

2. Praktyczność.
Tego nauczyło mnie życie. I różne dziwne sytuacje które się zdarzają.
Jest coś do zrobienia - robię i cieszę się zakończeniem. Przechodzę do następnej pracy, książki, zadania. Tak jest mi łatwiej, wcześniej był chaos ;)
W domu jest trochę gorzej, moją praktyczność weryfikuje dziecko. Długo nie umiałam się dopasować ;)

3. Empatia.
Pojechałam po całości. Ile ja się przez nią napłakałam, naprzeżywałam, rozemocjonowałam. To nie zawsze dobra cecha. Ale mam inne podejście do tego co mnie otacza. Potrafię postawić się w sytuacji innych osób, przeanalizować ich zachowanie. Pomaga mi to czasem zrozumieć świat. A czasem wręcz przeciwnie.

4. Cieszę się z małych rzeczy.
W szarym dniu szukam promienia słońca. Moje złoszczące się dziecko łaskoczę w małą piętę i czekam na uśmiech. Za oknem szukam rudej wiewiórki. A na ulicy kolorów.  Żeby nie zwariować jeszcze bardziej :)

5. Jak kocham to na zabój... na 1000% procent i do końca!!! a jak nie... to wiecie ;)

podróż przez życie

Ktoś chętny do poznania 5 cech  uczestników wyzwania?,

wtorek, 20 stycznia 2015

Kolekcja słów

Przestałam kolekcjonować i zbierać.
Nie wyszukuję już bibelotów, figurek, rzeczy, na których zbiera się kurz.
Zmądrzałam. Bo gdzie ja to zabiorę? Gdzie ja to położę? Już tyle rzeczy spakowanych mam w kartony, papiery. Poupychane w zakamarkach szaf. Bezwartościowe i po przodkach. Większość po rodzinie męża, które szkoda mu wyrzucić.

Od ostatniej klasy podstawówko kolekcjonuję cytaty. Słowa i słówka, większych i mniejszych osobistości. Cytaty z filmów i książek. 
Mam segregator z odręcznie zapisanymi wierszami i tekstami piosenek. 
Uwielbiałam i uwielbiam pisać odręcznie.
Swoje wiersze mam zapisane w jednym notatniku.
Cztery zeszyty słów mam w kolekcji

kolekcja

słowa

A może Ty też coś kolekcjonujesz i chcesz się tym podzielić?

poniedziałek, 19 stycznia 2015

10 ulubionych zdjęć wschodów słońca, które chciałabym zobaczyć na żywo

W tym roku chciałabym weekendy spędzić inaczej niż zazwyczaj. Bardziej aktywnie.
Pomyślcie, jak pięknie było by zobaczyć wschody słońca w różnych miejscach Polski i nie tylko!

1. Wiosenny wschód słońca w Dolinie Chochołowskiej (zdjęcie: A. Suwarzyńska)


2. Krakowski wschód słońca (zdjęcie: Tomeyk)


3. Wschód słońca na Warmii i Mazurach (zdjęcie)


4. Wschód słońca nad Bałtykiem.

Zdjęcie usunięte na prośbę autorki.



5. Wschód słońca w Bieszczadach


6. Wschód słońca nad Katowicami - najlepiej widziany z naszego dachu!



7. Wschód słońca na Pragą (zdjęcie)


8. Paryż. O, tak!


9. W Norwegii również (zdjęcie)


10. I we Włoszech (zdjęcie) 



To takie moje marzenie na ten rok :) Nie musi być ich 10, niech chociaż 1 wschód słońca uda się zobaczyć :)

Możecie zajrzeć do Uli na blog Sen Mai i zobaczyć listy uczestniczek w temacie:  10 ulubionych - no, właśnie! Każda lista jest inna :)

czwartek, 15 stycznia 2015

Kiedy dziecko bawi się samo



Siedzimy dość dużo czasu w domu.
Może słowo "siedzimy" to przesada, bo Lil gna przed siebie od świtu, do drzemki i od drzemki do nocy.
Liczę na to, że bieg za nią, zajęcia ruchowe takie jak taniec, wygibasy i obowiązkowe ćwiczenia na macie, która pamiętaj jeszcze czasy mojego liceum zaowocują jakimiś zmianami fizycznymi, niech to będzie chociaż kilogram mniej! Pomarzyć zawsze mogę :)

Wiało u nas okrutnie i było brzydko wiec spacery ograniczone do minimum.
W domu rysujemy, bawimy się świątecznym prezentem roku - klockami DUPLO, którym poświęcę osobny post, bo to nasz hit. Tak, tak - mój też ;)  Bo ja się lubię z nią bawić, być z nią tak zwyczajnie, patrzeć jak poznaje świat.
Przeżywam dzięki niej świadomie swoje drugie dzieciństwo.

Staram się, aby moje dziecko umiało się bawić samo.
Nie, nie wynika to z mojego lenistwa, nie jestem również okrutną matką.
Będąc jednak z córką 24 godziny na dobę sama, przez cały tydzień i na okrągło, potrzebuję czasem chwili dla siebie, chwili odetchnienia a czasem muszę zrobić coś, co nie może czekać, aż ona zaśnie.

Chcę, żeby moje dziecko było samodzielne nawet w sferze zabaw.
Jasne, że razem czytamy książeczki, układamy klocki, pijemy herbatkę z lalkami i misiami, ale też jeśli zabawa trwa w najlepsze i jestem w niej zupełnie zbędna, idę robić coś innego: obiad, mycie podłogi, pisanie posta, itp.
Jestem obok.
Obserwuję ją, rozmawiam z nią, nadzoruję co się dzieje, a kiedy trzeba, wracam do zabawy, bawię się, lub pomagam rozwiązać jakiś problem (rozłączenie klocków, spakowanie zabawek do torebki, zasunięcie zamka).

Pozwalam jej się bawić nie tylko zabawkami, ale również przedmiotami codziennego użytkowania: klamerkami (tutaj zabawa trwa nawet i godzinę!), które przesypuje do koszyczka, garnuszków, przypina do odzieży. Wczoraj odkryła, że można przyczepiać do dużego palca u stóp, co wywołało moją konsternację a u niej totalną wesołość.

Bębni na garnkach, kiedy jesteśmy w kuchni, bawi się drewnianymi łyżkami, wyciąga wszystko z szuflady w stole - oczywiście zostały w niej już tylko bezpieczne rzeczy.
Czasem doskonałą zabawą jest wyciąganie i wkładanie prania do pralki, kiedy ja segreguję ubrania do prania, lub zbieram pranie z suszarki.

Najgorszy był czas, który zaczął się jakiś miesiąc temu - Lilka miała bardzo silny lęk separacyjny.
Najchętniej siedziałaby mi cały czas na kolanach, od rana do nocy. Przetrwałyśmy i to. Bawiłam się z  nią więcej, ale również tłumaczyłam, że mama teraz idzie obrać marchewkę do obiadu. Wiadomo, że nie można mnie było na krok odstąpić - szłyśmy razem ;)

Nie wiem czy Lilka będzie mieć rodzeństwo, nie wiem czy będzie zawsze jedynaczką.
Ja jestem. I jako dziecko z różnych powodów bawiłam się sama.
Na początku towarzyszyli mi rodzice, dziadkowie ale kiedy tata chorował, a mama była w pracy, musiałam się czymś zająć, ale ja już byłam troszkę starsza od Lilki.
U dziadków, nie zawsze babcia czy dziadek bawili się ze mną.
Miałam wymyślone przedmioty: kasę z liczydła, czy kartonu, bawiłam się w pocztę, sklep, dom. Miałam wymyślonych klientów w sklepie, sąsiadów w zabawie w dom i męża (ach, mąż był lekarzem ;))
Samodzielna zabawa rozwinęła moją wyobraźnię i spostrzeganie świata.

Bardzo dobry artykuł na ten temat napisała Dorota: "Moje dziecko nie chce się bawić samo"

A jak to jest z Waszymi pociechami?
Chętnie bawią się same?

piątek, 9 stycznia 2015

Lila - bałwanek na śniegu

Woziło się dziecko na sankach pierwszy raz w zadymce, to spod śpiworka nawet nie zechciało zejść na śnieg. I wcale jej się nie dziwię, bo śpiworek cieplutki, aż miło!
A wczoraj, zanim w nocy powstał post o tym, że była u nas zima, już jej nie ma do południa Lilka bawiła się wspaniale na śniegu :)  Niebieski mój bałwanek :)







czwartek, 8 stycznia 2015

Była u nas zima i już jej nie ma!

"Białe wiatry już zawiały, wiosny, lata wszystkie znaki 
Po niej tylko pozostały przymarznięte dwa leżaki 
Stoję w oknie, wypatruję, nagle dzwonek u mych drzwi 
Zima, zima wchodźże szybciej, ogrzej się na parę chwil "


M. Grechuta

***
Wypuszczam wieczorem psa do ogrodu. Zamiast padających z nieba płatków śniegu, deszcz.
Pod stopami breja.
Wiatr duje w kominie. Opiera się na szybach w oknach. Wieje nam w domu. Przecież mamy niewymienione 30 letnie okna. Szpetnie klnę pod okiem kiedy na noc zamykam furtkę do domu, po kostki stoję w kałuży.

Sprawdzam czy dziecko śpi. Przykrywam szczelnie, u niej jest ciepło i spokój.
 Koty śpią. Pies śpi. Mąż wiele kilometrów od domu również zapada w sen.
My - ja, i Mała Mi siedzimy przed jasnymi ekranami komputerów, każda zatopiona w swojej robocie.
Deszcz nam  puka w szyby i parapety. 
Płaczą nocne chmury.

***

A w poniedziałek było jeszcze tak zimowo!


śnieg snow

śnieg snow

śnieg snow

śnieg snow

śnieg snow

śnieg snow

wtorek, 6 stycznia 2015

Pierwsze sanki

Obiecałam, że kiedy spadnie trochę więcej śniegu, kiedy chodnik będzie biały i droga do parku też, wezmę ją na sanki.
Pierwszy raz.
I kiedy ubrałam jej jeszcze za duży kombinezon, a który pewnie w przyszłym roku będzie już za mały.
Kiedy nogi do butów były już dopasowane: duże mamy, małe jej, gdy szalik nie wisiał tam, gdzie powinien wisieć, bo tata włożył go do rękawa kurtki, a gruba czapa spadła prawie na jej mały nosek. I kiedy pot po mich plecach lał się strumieniami, myśli kłębiły się pod sklepieniem czaszki, a kot razem z psem wpadli mi pod nogi - odniosłam sukces - byłyśmy gotowe!
Sanki zaprzęgnięte w matkę zamiast reniferów wyjechały na ośnieżoną ulicę i alejką w lekkiej śniegowej zadymce  Lil udała się poznać co to zimowa sanna, płatki śniegu na policzkach i języku (tak, łapała językiem śnieg;))
Był to najpiękniejszy jak dotąd nasz zimowy spacer :)

Pierwszy raz na sankach

Różowe policzki, gruchanie z radości, kiedy sanki szybciej jechały z górki.
I piękne zdziwienie, kiedy oczy się szeroko otwarły i oglądały lecący śnieg i czerwony nosek.

A ja z wrażenia zapomniałam założyć rękawiczek.

niedziela, 4 stycznia 2015

Aniołki z masy solnej od Zirji

Najpiękniejsze Anioły jakie do mnie przyleciały hand made!
Od Zirji_ z Instagrama (zaglądajcie i oglądajcie!)
Piękne i dopracowane!
Dwa zamieszkały u moje bardzo dobrej koleżanki, jeden u Małej Mi.
Część wisi u Lilki w pokoju na małej choineczce, część na naszej, a jeden zamieszka u mamy :)
Zirja_ - dziękuję i dzielę się nimi dalej :)

aniołki z masy solnej

anioły z masy solnej zirja_

anioły z masy solnej zirja_

Zirja, bloga musisz koniecznie założyć!!


Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @zirja_

sobota, 3 stycznia 2015

Nasze miasto książek - druga wieża Lilki.

Rzutem na taśmę wysłane w Sylwestra do Olgi z bloga  O tym, że...
Nasze miasto książek -  druga wieża Lilki.
Nie było łatwo budować, bo małe rączki układały w zupełnie innym kierunku, inna koncepcja niż moja była. Ale w końcu, po wielu próbach i pójściach na kompromis, udało się!
Szybkie zdjęcie i bach! Nie ma wieży!
Jest za to śmiech i radość, bo udało się zburzyć wszystko :)

miasto książek

A to wieża, którą wybudowałyśmy w zeszłym roku. 
I Lilusia taka malusia! 

miasto książek

Niecierpliwie czekamy na podsumowanie zeszłorocznej akcji :)