.post blockquote { font-size: 20px; margin-bottom: 20px; line-height: 1.65em; font-weight: 300; padding: 20px 20px 20px 50px; color: #fff; font-family:Georgia; background: #77818d url(http://1.bp.blogspot.com/-rF0Te6xJ--8/VavkUYXc64I/AAAAAAAAHCI/SyxWvM2NYa4/s1600/cytat-4a.png) no-repeat 20px 0px; text-align:center; }

wtorek, 29 grudnia 2015

Kajam się...


Okropna jestem i samolubna.
Żadnych dla Was życzeń, żadnych słów, żadnych odwiedzin i komentarzy.
Nic.
Przepraszam.

Zamknęłam komputer parę dni przed Świętami i przyznaję, że od niedzieli próbuję otworzyć, napisać, a wychodzi mi tylko czytanie co u Was.
Wykluło się ze mnie zmęczenie pod każdym względem: fizycznym i psychicznym.
Czuję się jak dętka.
Jak wypluty pantofel i metr zwniętego sznurka w kieszeni.
Podle się czuję wewnętrznie, chociaż same Święta dały mi dużo radości, luzu i leżenia na kanapie.
A jednak w głowie ciasno, tlą się węgielki niepokoju na wielu płaszczyznach.
Nic jednak to!
Należy do przodu i tłuc głową w ścianę, żeby zrobić okno.

Tak zupełnie na marginesie, bo spodobały mi się różnego typu wyzwania związane z szukaniem i cieszeniem się drobiazgami.
I tak proszę kupujemy sobie kanapę, do mikro salonu - ale jakże przytulnego.
Zamawiamy transport i płacimy za niego miliony monet (Mania, jak mi się to sformułowanie podoba!).
Serio, dużo za dużo, ale nawet nie oponujemy.
Kupujemy, płacimy.
Dziś czekam na ten transport i kanapę.
Prawie punktualnie (!) wchodzi dwóch uśmiechniętych (!) panów, którzy nie dość, że wnoszą bez szemrania, układają w miejscu wskazanym, zabierają ze sobą śmieci, to jeszcze mi układają poduszki na niej (!). Zbieram szczękę z podłogi. Podpis, gwarancja, uśmiech, do widzenia, do miłego i jeszcze szczęśliwego Nowego Roku.

Dwóch uśmiechniętych bohaterów mojego szarego dnia!

Na dziś tyle, bo muszę po małym przemeblowaniu pokój Dziewczynki ogarnąć, bo wygarnęło się nam z szuflad wszystko, a do sprzątania nie ma chętnych ;)
Jutro zdjęcia świąteczne Wam obiecuję wrzucić.
Do napisania!

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Opowieść mojej babci - Opowiedz mi, Babciu. Opowiedz mi, Dziadku - Monika Koprivova

Pisałam Wam, że moja babcia nie jest chętna do zwierzeń na temat przeszłości.
Bardzo ciężko usłyszeć od niej coś nowego, czego jeszcze nie opowiadała.
Zaczęłam bardzo delikatnie, bo wiem już jakie tematy mam zostawić na sam koniec, te najbardziej dla niej wzruszające i bolesne - o rodziców. Kiedyś i na nie przyjdzie odpowiedni czas ale jeszcze nie dzisiaj.

Babcia siedzi  fotelu i zerka na jakiś film w telewizorze, jest wesoło i sama mówi - czytaj, co w tej książce jest... Zaczynamy o dzieciach, o wnukach. Dlaczego jest z nich dumna, co pamięta najbardziej.
Mówi o złamanym obojczyku wujka, zabawach dzieci pod stołem - bo ten stół kochały też wnuczęta - do czasu kiedy się pod nim mieściły ;) Zabawy na dworze czy w lesie, jej córki zbierały kwiatki, wspólnie robiły wianki na głowę, a bukieciki z polnych kwiatów chętnie dawały swojej mamie.
Najpiękniejszym jednak prezentem od swoich dzieci, jaki dziadkowie dostali oboje to wnuki (i nie zapomnij napisać, że prawnuczka też - mówi babcia).

Pytam babcię o to co ją interesuje, jak odpoczywa i co lubi robić, a ona ze śmiechem mówi, że teraz to odpoczywa jak śpi. Kiedy jeszcze dobrze widziała lubiła czytać książki, szczególnie romanse, a potem i czasem teraz jak trafi w telewizji to i obejrzeć jakiś romantyczny film. I lubiła robić na drutach i na szydełku. Firany, serwetki, obrusy powstawały najczęściej nocami, kiedy dzieci już spały a babcia czekała na dziadka aż wróci z kopalni.

Tak sobie po tej książce skaczemy, tu o wnukach, tu o dzieciach, tu trochę o sobie. Tam babcia się krzywi, tu powie tylko jedno zdanie. Książka daje nam cały wachlarz interpretacji i dowolności, nic nie trzeba po kolei, tu można trochę napisać więcej, a tam znowu mniej. Taka taktyka babci odpowiada i mnie również.

Babcia się rozkręca na dobre przy pytaniu, które z wydarzeń historycznych sama przeżyła.
Od razu szybko, od niechcenia, z goryczą mówi, że wojnę i już wiem, że z tych wspomnień dzisiaj nic więcej nie będzie. Od razu przechodzimy do Okrągłego Stołu, pierwszych demokratycznych wyborów, Wałęsy skaczącego przez mur.
Ale jeszcze wcześniej był przecież stan wojenny. I okupacja Kopalni Wujek.
Dziadka tam nie było - mówi babcia z ulgą - bo akurat wtedy miał kłopoty ze zdrowiem i rentę tymczasową - to dobrze, że to nam się tak ułożyło, chociaż jak się dowiedział, co tam się dzieje, to chciał tam był z kolegami. Nie wiem, jakbym to przeżyła.
A ja wracałam wtedy z Krakowa z akademika od syna. Widziałam tam studentów, spali w akademiku gdzie się dało i jak. Z plecakami pod głowami, zmęczeni tacy. W pociągu cały czas miałam ich obraz w głowie - myślałam o nich i bardzo płakałam. W ten czas mojego powrotu to pod Kopalnią Wujek się akurat wszystko zaczęło, toczyła się walka milicji z górnikami. Jechałam pociągiem koło tej kopalni i nic o tym nie wiedziałam, nikt nie wiedział... dopiero wieczorem w Dzienniku Telewizyjnym mówi...

***

Śmiało, po przebrnięciu z moją babcią przez jej wspomnienia mogę Wam polecić po raz kolejny książki - albumy Opowiedz mi, Babciu. Opowiedz mi, Dziadku - Moniki Koprivovej jako ponadczasowy prezent, nie tylko na święta.

To książka o Waszych babciach i dziadkach.
O ich wspomnieniach i przeszłości.
O Was. O Waszym dzieciństwie widzianym ich oczyma.
To książka o nich - dla Was.




Post powstał przy współpracy z moidziadkowie.pl
Zdjęcia ze strony: moidziadkowie.pl


wtorek, 15 grudnia 2015

Zapakuj jedno pudełko...

Potem drugie, trzecie piąte - pudło.
Zapakuj cały dobytek swój, jej, jego i całą resztę, która tu była.
Do wyrzucenia, do przeniesienia, do oddania.
Od rana do wieczora.

Zapakuj to co przywiozłaś, to co dostałaś, to co kupiłaś przez prawie cztery lata.
Nagle wydaje się, że masz tak dużo niepotrzebnych rzeczy, a z niektórymi nadal trudno się rozstać.
Nie będę już pewnie nigdy miała rozmiaru 36 ale rozmiar 44 jest już na mnie stanowczo za duży.
Uczę się wyważać, wybierać, rezygnować, wyrzucać po raz kolejny.

Spakuj to wszystko w jeden, drugi samochód, zmieść coś do torebki i po raz ostatni zamknij za sobą drzwi.
Zejdź po trzech schodach do furtki.

Nie płaczę, nie jest mi źle, nie jest mi smutno.
Nie lubiłam tutaj mieszkać, być, istnieć smucić się i weselić.
Może będzie mi brakować dużego ogrodu i tej pracy, którą można sobie tutaj od wiosny do jesieni znaleźć.
Na ogrodzie czas i pragnienia się nie kończą. A już na pewno na tym nie kończy się życie.

Przewieź to wszystko, wyciągnij, ułóż na nowo.
Zmieść siedem pokoi w trzech.
Z tym może mi zejść nawet do stycznia, może do lutego.
Nie mam wszystkim mebli, nie mam dywanów, tylko stary parkiet.
Ale mam sąsiadów tuż za ścianą.
Mam ulicę na której toczy się życie, mam bliżej wszędzie niż przedtem.
Mam niesamowity spokój.

I czuję się bezpieczna, jak nigdy przez ostatnie trzy lata.
Zamykam i otwieram oczy spokojna.
Sny nabrały zupełnie innych  barw.
Moje dziecko bywa spokojniejsze.
Internet w końcu zadziałał więc jestem.
Trochę skurzona, trochę nieuczesana, trochę zarobiona i noszę gwoździe w kieszeni dżinsów - bo jak mi się przypomni - to od razu wieszam coś na ścianach, zanim spakuje.

Jestem po przeprowadzce do mieszkania i witam Was tutaj serdecznie! :)





czwartek, 3 grudnia 2015

Jarmark Bożonarodzeniowy 2015 w Katowicach

Odwiedziłyśmy jarmark w pierwszym dniu.
Od razu Wam powiem, że wrócimy tutaj jeszcze po drobiazgi dla naszych najbliższych na święta.

Piękne, drewniane budki, świąteczna muzyka i przyjaźni sprzedający.

W zeszłym roku jarmark odbywał się na ulicy Staromiejskiej, w tym roku na rynku - zdecydowany to plus! Więcej miejsca, więcej wystawców, więcej zainteresowanych ludzi, którzy przechodzą, przystają, oglądają i kupują różności.

Zostawiam Was ze zdjęciami :)

Jarmark Bożonarodzeniowy 2015 w Katowicach

Jarmark Bożonarodzeniowy 2015 w Katowicach

Jarmark Bożonarodzeniowy 2015 w Katowicach

Jarmark Bożonarodzeniowy 2015 w Katowicach

Jarmark Bożonarodzeniowy 2015 w Katowicach

Jarmark Bożonarodzeniowy 2015 w Katowicach

Jarmark Bożonarodzeniowy 2015 w Katowicach

Jarmark Bożonarodzeniowy 2015 w Katowicach

Jarmark Bożonarodzeniowy 2015 w Katowicach

Jarmark Bożonarodzeniowy 2015 w Katowicach

Jarmark Bożonarodzeniowy 2015 w Katowicach

Jarmark Bożonarodzeniowy 2015 w Katowicach

Jarmark Bożonarodzeniowy 2015 w Katowicach

Jarmark Bożonarodzeniowy 2015 w Katowicach

Jest gwar, są pierniki, ciasta, ciasteczka, wędliny, mydła, świąteczne stroiki, szopki, aniołki, czekolada, kawa i grzańce!

środa, 25 listopada 2015

Bajarka opowiada Maria Niklewiczowa - Przygody z książką

Bajarka opowiada Maria Niklewiczowa
Jeśli czytaliście poprzednie posty z akcji Przygody z książką: Dom pod kasztanamiZa Złotą Bramą Kichuś Majstra Lepigliny to będziecie dzisiaj również zainteresowani tą pozycją książkową :)

Kiedy byłam mała i byłam chora, moja mama długo nie wracała z pracy.
Leżąc  w łóżku zastanawiałam się co ją zatrzymało, a kiedy przyszła, miała dla mnie niespodziankę!
Zapisała mnie do najprawdziwszej biblioteki publicznej na naszym osiedlu!
Radość z posiadania prawdziwej, dorosłej kary czytelnika była ogromna ale jeszcze większa z przyniesionych książek.
Jedną z nich była "Bajarka opowiada", a tytułu drugiej nie pamiętam.

"Bajarkę..." miałam w domu miesiąc, przeczytałam wszystkie opowiadania po kolei, a potem te, które podobały mi się najbardziej. Odczuwałam ogromny żal, kiedy szłam ją zwrócić.
Przez kolejne lata trochę o niej zapomniałam w czytelniczym młodym szale.
Aż kiedyś szłam korytarzem dworca PKP w Katowicach i przystanęłam przy antykwariacie otwartym 24 godziny na dobę. Zajrzałam do wielkiego kosza z książkami dla dzieci i wyciągnęłam znajomą okładkę! Uciecha za całe 4 albo 5 złotych!

Bajarka opowiada Maria Niklewiczowa

"Bajarka opowiada" to zbiór baśni z wielu krajów, znajdziecie tutaj baśnie polskie, angielskie, ałtajskie, flamandzkie, indyjskie, włoskie i wiele, wiele innych. Znajdziemy tutaj naszego "Twardowskiego", odpowiedź na pytanie: "Dlaczego woda morska jest słona", poznamy "Królewnę Fokę" i dowiemy się, "Dlaczego małpy nie budują sobie domów".

Bajarka opowiada Maria Niklewiczowa

Przeczytałam i mam sporo książek, które są zbiorami bajek i baśni ale jednak ta książka jest najciekawsza i najlepsza. Przekazują uniwersalne prawdy i wartości, które dotyczą nie tylko dzieci ale i świata dorosłych. Każdy znajdzie w niej coś ciekawego od kultury innych krajów, poprzez różnorodność obyczajów po samą przyjemność opowiadania i czytania baśni.

Bajarka opowiada Maria Niklewiczowa

Podoba mi się również to, że autorka na sam koniec książki podpowiada "Jak opowiadać baśnie i komu", jak dobierać je dla zróżnicowanych małych i trochę większych odbiorców, jak tworzyć kontrasty. Szuka opowiadania baśni nie jest wcale taka prosta, autorka zauważa, że " Kiedy zaczęłam opowiadać baśnie na porankach dla dzieci, stwierdziłam, niebawem, że wśród słuchaczy zwiększa się pomału grono dorosłych i to nie tylko takich, którzy towarzyszą dzieciom." Maria Niklewiczowa opowiadała baśnie wszędzie gdzie jej chciano słuchać, nawet w szpitalu, na łące, górnikom. Była jak ta bajarka na okładce książki.

Pewnie nie ma już bajarzy z prawdziwego zdarzenia wśród nas, a przynajmniej ja takich nie znam. Ale ten zbiór jest odpowiedni do tego, żeby do bajarstwa i opowiadania powracać. Nic tak nie działa na wyobraźnię jak dobrze opowiedziana historia, a w tej książce znajdziecie ich aż ponad pięćdziesiąt!
Ilustracje Maria Orłowska - Gabryś.

Bajarka opowiada Maria Niklewiczowa

Polecam bo napisać, że warto - to jednak jest mało - trzeba przeczytać!

Gdybyście byli zainteresowani tą książką, to poszukałam - jest wydanie z 2006r. w Empiku - cena regularna jest powalająca bo to 49,99 ale oczywiście biegnę do was z alternatywą: allegro od 10 zł.
 A może w waszych antykwariatach ceny będą podobne i nawet zbliżone do mojego zakupu?





Opowiedz mi, Babciu. Opowiedz mi, Dziadku. - Monika Koprivova - zapowiedź wspomnień

Dzisiaj chcę Wam przedstawić dwie książki - albumy.

 "Opowiedz mi, Babciu."
 "Opowiedz mi, Dziadku."

Zacznę od początku :)
 Zawsze marzyłam, żeby usiąść z moimi dziadkami i porozmawiać o przeszłości. O tym jak się żyło pięćdziesiąt lat temu. Żeby opowiedzieli o szkole, radościach, smutkach. O przyjaźniach ich życia, w ważnych wydarzeniach. Zapytać jak sprawy, które znamy tylko z historii, książek wpłynęły na ich losy. Czy zdawali sobie sprawę z tego, że są uczestnikami czegoś, co kształtuje losy nie tylko ich, ale ich dzieci, wnuków, prawnuków.

O ile nasz dziadek jeszcze dał radę z nami rozmawiać i czasem, kiedy oglądaliśmy programy Wołoszańskiego, albo coś o historii współczesnej - chętnie dawał się wciągać w dyskusję i opowiadał. A opowiadał pięknie. O tyle babcia zagadnięta o jej dawne życie - milczy uparcie, albo powtarza nam tylko
dwie historie.
                           
Zanim zdałam sobie sprawę z tego, że ich przeszłość, zanim mieli dzieci, kiedy byli mali, przypadała na czasy powojenne w przypadku dziadka było już za późno na zadawanie pytań. Dziadek już do nas nie mówi.
A z babcią mamy jeszcze szanse!
Dlatego kiedy odpakowałam te albumy z paczki, kiedy przejrzałam, wiedziałam, że muszę zrobić wszystko, żeby nasza babcia spróbowała się otworzyć.
Dla swoich dzieci, dla nas - wnuków, dla jej prawnuczki.

"Każdy człowiek ma swoją historię, ale dla każdego najbardziej interesująca jest historia jego rodziny. Gdzie są nasze korzenie? Jacy byli nasi przodkowie?
Czego doświadczyli ci, dzięki którym jesteśmy na świecie? Co ich cieszyło, a co martwiło? Jaka z ich  życia płynie nauka dla nas i dla przyszłych pokoleń?"

Ponieważ albumy są bardzo obszerne, mają mnóstwo miejsca na wspomnienia są fantastycznym wstępem do tego aby zacząć rozmawiać o przeszłości. I tak mamy szansę poznać przodków babci i dziadka, oraz ich wspomnienia z nimi związane. Babcia i dziadek mają szansę opowiedzieć o tym, jak się bawili jako dzieci, czy mieli ulubione zabawki. Możemy też zapytać ich o panującą wtedy modę, jak chodzili ubrani.
W albumie obok wspomnień są miejsca na zdjęcia, jest ciekawie, nienachalnie ilustrowany.
Książka kupiła mnie zdecydowanie swoją prostotą.

Musicie trzymać kciuki, bo w najbliższych dniach jedziemy do mojej babci Ani razem z Dziewczynką, mam nadzieję, że znajdziemy chwile czasu na to, aby zacząć uzupełniać nasz album. Prawdopodobnie wspomnienia babci połączę ze wspomnieniami na temat dziadka - w jednym albumie. Zobaczymy czy tak nam się uda.
Muszę przekonać babcię do zwierzeń i opowiadań.
Chciałabym również aby kilka ciekawych wspomnień wraz ze zdjęciami znalazło się tutaj, aby pokazać jak powstaje nasz album o babci i dziadku.

Drugi chciałabym, aby rozpoczęli uzupełniać moi rodzice :)

Jeśli chcielibyście dowiedzieć się jeszcze czegoś na temat - pytajcie, odpowiem w następnym poście o albumie.

Jeśli bylibyście zainteresowani tymi albumami - które są doskonałymi prezentami na święta - zajrzyjcie na stronę Moi dziadkowie





Post powstał przy współpracy z moidziadkowie.pl
Zdjęcia ze strony: moidziadkowie.pl

wtorek, 24 listopada 2015

Kiedy słów brakuje

Omijam ostatnio tematy trudne, dziecięce, głębokie i takie, które wymagają ode mnie trochę więcej wysiłku.
Nie, one niestety nie omijają mnie w życiu, a szkoda.
To sobie trochę tutaj odpuściłam, chociaż napisałam parę postów, które wrzucę w grudniu, bo w listopadzie nie mam na nie ochoty.
Wiecie, czasem warto nie napisać nic, niż żołądkować się, że coś nie wyszło, albo że humor nie należy do najlepszych dzisiaj, czy też wczoraj.
Czasem trzeba odpuścić.

Codziennie padam na paszczydło razem z moją córką, czyli gdzieś między 23 a 2 w nocy.
Prawdaż ileż mam czasu w ciągu dnia jeśli wstaję najpóźniej o 8?

Dzieje się dużo, chociaż każdy dzień jest bardzo do siebie podobny, dla obserwatorki, która zagląda do nas zza kuchennej firany regularnie, codziennie, to pewnie jesteśmy aż nudne. I czasem myślę, ze ta obserwatorka sprawdza, czy coś nie zmieniło się w naszej porannej szczególnie rutynie, bo to byłaby dopiero rozrywka! A tak, to nic, flaki z olejem od rana do wieczora - zabawy, rysowanie, jedzenie, wygłupy, śmiechy chichy, małe i większe tragedie, śpiki u nosa i sikanie do nocnika.
Nudą wieje, prawda?
I my tak codziennie, codziennie nawet w weekendy.

Zostawiam Was z jesiennymi zdjęciami zamiast reszty słów
A jutro czekajcie na nowy post :)
Miłego!












czwartek, 19 listopada 2015

Pewnego dnia Emily Giffin - audiobook

Pewnego dnia Marianne spotyka chłopaka. Mają po osiemnaście lat, oboje są młodzi, zakochani, tuż przed maturą. Szaleńcza miłość kończy się pozytywnym testem ciążowym, którego wynik Marianne zataja przed ojcem dziecka, swoim ojcem, koleżankami i wszystkimi, których mogłoby to interesować. O jej tajemnicy wie tylko jej matka. Marianne wyjeżdża aby urodzić w spokoju dziecko i oddać je do adopcji. Podejmuje najważniejszą i jednocześnie najtrudniejszą decyzję w życiu.
Podejmuje ją i nigdy o niej nie zapomina.

Pewnego dnia Kirby dowiedziała się, że kiedy ukończy osiemnasty rok życia, będzie mogła zajrzeć w swoje papiery w ośrodku adopcyjnym i dowie się kim jest jej biologiczna matka. Pomimo tego, że w rodzinie adopcyjnej jest kochana, nie jest jej źle, postanawia odszukać swoje korzenie. Jest ciekawa dlaczego matka ją zostawiła i kim był jej ojciec.

Pewnego dnia osiemnastoletnia Kirby staje na progu mieszkania swojej matki Marianne, poważanej producentki filmowej, która wiedzie ustabilizowane życie w Nowym Jorku.

Jak to spotkanie wpłynie na obie bohaterki? Czy Kirby dowie się kim był jej ojciec, dlaczego matka ją oddała i czy ta historia ma szansę na pozytywne zakończenie w morzu tajemnic, które odkryją przed sobą bohaterowie?

"Pewnego dnia" Emily Giffin w interpretacji Agnieszki Wagner jest bardzo ciekawym, kobiecym audiobookiem. To dobrze napisana historia, na przemian narratorkami są matka i córka, co pozwala nam na dogłębne poznanie ich w danej sytuacji, co rozważają zrobić, co myślą o sobie wzajemnie.
Ta książka porusza temat adopcji w Stanach niemniej jednak jest ona poruszona w sposób uniwersalny - nie chodzi o procedury - a o to, co dzieje się po latach takiej decyzji, jak wpływa ona na dalsze życie.

Polecam.

Wpis powstał przy współpracy z audioteka.pl

wtorek, 17 listopada 2015

Pragnienie

Kiedy wczoraj przeczytałam w książce Mariusza Szczygła "Mieszkanie nigdy nie będzie moje, ale nie ma to większego znaczenia, bo - jak się Państwo domyślają - będzie moje już na zawsze."
Zamknęłam oczy i książkę i dalej  już nie czytałam.

To zdanie weszło we mnie głęboko.


To miejsce w moim sercu, umyśle w każdej komórce w każdej chwili - będzie tam już na zawsze.
To będzie tak, że jak mówię alby myślę "góry" to przechodzi mnie lekki dreszcze niepokoju połączonego z podnieceniem i mam zaraz wilgotne dłonie.
Ale jeszcze dużo brakuje do objawów kiedy wymawiam i myślę "Tatry, Zakopane" i każdą pokrewną góralską nazwę.
Dobrze, że daleko mi jednak do omdlenia.
To wtedy oprócz dreszczy czuję się po prostu swobodnie.
Czuję wszechobecny spokój i ciepło.
Jestem sobą z całym moim dobrodziejstwem przywar i trudnym charakterem i strachami, które wczepiają mi się pod skórę i dziwnymi pokładami dobroci.
Tam czuje, że żyję pełniej niż gdziekolwiek indziej.

Taki chciałabym mieć tam pokój.
Drewniany ze stołem i krzesłem i łóżkiem.
Kąt do życia.
Nie sama ale dla nich też - dla niego i dla niej.
Dla naszej miłości.
Egoizm we trójkę.
Egoizm rodzinny.

A może nawet chciałabym mieć tam mieszkanie.
Na maleńkim, starym stryszku, drewnianego domu.
Pachnący przeszłością.
Życiem innych ludzi, odnalezionym przez nas.
Żeby pod oknem szurały buty i głosy turystów.
Nocne rozmowy, które toczą się po kostce Krupówek pod samą Gubałówkę. (a może nawet i puste flaszki)

Chciałabym.

Mieć dom.
Oczywiście drewniany.
I taki maleńki.
Z kominkiem i jasną kuchnią.
Żeby nam ocieplał codzienne chwile.

Chciałabym tam mieć moje własne okno.
Z widokiem, który zachwyca mnie spod zamkniętych powiek.
Nieustannie.
Który wprowadza ten spokój, tą harmonię.
Przy którym czuję się tylko maleńkim człowiekiem dużego Boga.
Który pozwala mi tylko milczeć z zachwytu, bo słowa są niepotrzebne.

Ot, takie małe moje pragnienie.

czwartek, 12 listopada 2015

Kichuś Majstra Lepigliny Janina Porazińska - Przygody z ksiażką


"Kichuś" Janiny Porazińskiej to kolejna książka, którą chciałabym Wam przedstawić w projekcie "Przygody z książką".

Moje pierwsze spotkanie z Kichusiem miało miejsce bardzo, bardzo dawno temu, kiedy na dobranoc dziadkowie wyświetlali mi filmy z projektora "ania" na ścianie. Pamiętacie te czasu? I filmy na kliszy?
To właśnie tam miałam (i mam dzisiaj) bajkę "Kichuś Majstra Lepigliny".

Drugie spotkanie nastąpiło niedawno, kiedy postanowiłam przejrzeć najwyższą półkę z książkami dla dzieci ale tych zdecydowanie starszych, jeszcze nie dla Dziewczynki. Cztery lata temu, przyznaję, że wrzucałam tak książki jak popadnie, nie patrzyłam co tam mamy dokładnie i zupełnie o nich zapomniałam. Ale kiedy przeczytałam na okładce, że to Kichuś - od razu rzuciłam wszystko, żeby go sobie obejrzeć i przeczytać, bo książki nie znałam.
Książka należała do babci Joasi i cioci Krysi, rodziny ze strony mojego męża. Poznaję to po tym, że w rogach książek są numery, tutaj 43 - prawdopodobnie ich tato lub dziadek katalogowali książki.


Na ilustracji powyżej widzicie Kraków, a dokładniej podzamcze krakowskie, to tutaj bowiem został ulepiony z gliny przez Majstra Szymona Lepiglinę, po suto zakrapianych chrzcinach Kichuś. Kichuś to małe chłopczątko, którego pierwszą prośbą było, aby zażyć tabaki...  I tak, kichał, tak kichał, że z tego kichania powstało jego imię.

Zapomniałam na wstępie dodać, że Kichuś jest książką dla starszych dzieci, o czym informuje nas ostrzeżenie na okładce (rok 1956!), bo piwo się leje, mogą lecieć baty i krzyczy się na dzieci. Obecnie mało edukacyjne wychowanie.


Kichuś to taki  polski odpowiednik Pinokia.
Jest cały z gliny, ma nawet gliniane, bijące serduszko.Troszkę naiwny, ale pełen sprytu i dobroci.

Przygody małego chłopca są ciekawe i przeplatają się z krótkimi opisami tego, co dzieje się na krakowskich ulicach prawdopodobnie w XVIII.
Są przekupki, szewcy na ulicy Szewskiej, żony majstrów czyli majstrowe, Kafelkowa i wiele innych.
To książka o tym, że dorośli mają ciężkie życie, a dzieci jeszcze cięższe, że trzeba pracować, że bieda jest częścią życia, ale pracą można zasłużyć sobie na coś lepszego.


Język książki pełen jest wyrazów już dawno zapomnianych. Jak miło mi było czytać: o stągwi, antałku, ślozach, saganach, uplotkach... ach!

Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o ilustracjach pani Marii Orłowskiej, której podobnie jak Szancerowi zawdzięczam wspaniałe, magiczne dzieciństwo!

Pamiętajcie - zaglądajcie do antykwariatów, bibliotek, szukajcie ciekawych starych książek :)


poniedziałek, 9 listopada 2015

Śląskie Targi Książki 2015


Od piątku do niedzieli (6-8 listopada)  miały miejsce w Katowicach Śląskie Targi Książki.
Premierowa odsłona  w nowym budynku Międzynarodowego Centrum Kongresowego obok Spodka.
Chociaż miałam wiele wątpliwości, bo w mojej głowie było jeszcze wspomnienie z Targów w Spodku sprzed dwóch lat, na których nic się nie działo i było nieciekawie, to tuż po przekroczeniu progu hali wystawowej wspomnienie zostało zamazane.
Alina miała dobry pomysł, żeby jednak wyjść z domu i spotkać się z obłędną ilością literatury w jednym miejscu!



Dla dzieci wiele wydawnictw, zabaw edukacyjnych i gier - można było pograć z rodzicami, powycinać różności i bardzo dobrze się bawić.


Książki to jedno, a spotkania autorskie i podpisywanie książek to drugie. Oto mamy panów Ogórka i Bralczyka na jednej scenie z Tadeuszem Górnym. Na innym stoisku Bronisław Cieślik podpisywał książkę podobnie jak Lidia Miś i wielu innych autorów.




Stanowiska nasze rodzime - śląskie - Muzeum Historii Katowic, Miejska Biblioteka Publiczna,  Muzeum Ślaskie, Muzeum Zamkowe w Pszczynie.

Bardzo zaskoczyła mnie wymiana książek, którą opiekowali się Śląscy blogerzy książkowi. Wymieniłam moje przeczytane książki, które były dla mnie "na raz" na inne w bardzo dobrym stanie.
Katowickie targi na pewno nie są porównywalne do tych krakowskich, o których czytałam na blogach.
Są bardziej kameralne. Ale warto było :)