wtorek, 28 października 2014

Komin dla dziewczynki

szydełko

szydełkowy komin

komin

Kolejny komin, tym razem kolorowy. Dla koleżanki Lilki - Madzi :)

niedziela, 26 października 2014

Dla mojej córki: komin na szydełku

Oto, co robi matka, której dziecko nie zasypia wcześniej niż 23... szydełkuje. A dzieć czyta książeczki ;)







Modelka zadowolona, chłodno się zrobiło, komin jest jak znalazł :)

czwartek, 23 października 2014

Wózek Kajtex Tramonto - recenzja

Po ponad 17 miesiącach używania nadszedł czas na napisanie recenzji.
Może kogoś zainteresuje i pomoże przy trudnym wyborze wózków na rynku.

Jak wicie w ciąży byłam leżąca, więc mój wybór wózków pozostał tylko wirtualny.
Oglądałam, czytałam, zakochałam się w niejednym retro wózku. Niestety, to co mnie ograniczało to pieniądze. Chociażbym nie wiem jak się starała 4, 6 tysięcy to pułap nie do przeskoczenia. Nie przemawiają do mnie argumenty, że wózek na lata, że się zwróci, i inne, sorry, no nie i już.

Pokazałam mężowi ideał, ale cena, no właśnie ta cena...
Mąż zaczął szukać i znalazł.
Wózek naszej rodzimej firmy Kajtex, model TRAMONTO.
W skład którego wchodzą (ze strony producenta):
-Lekki stelaż
-Komfortowe zawieszenie
-14” pompowane koła
-Regulowana wysokość rączki
-Rączka obszyta eko-skórą
-Plastikowa gondola z kołyską
-Regulowane oparcie w gondoli
-Wyjmowany materacyk i ocieplacz
-Montaż spacerówki przodem lub tyłem
-Pięciopunktowe pasy bezpieczeństwa
-Regulowane oparcie i podnóżek
-Osobna budka w wersji spacerowej
-W komplecie stylowa torba, moskitiera i folia przeciwdeszczowa

Dlaczego jestem zadowolona:

Mam 170cm wzrostu, mogę go wygodnie trzymać za regulowaną rączkę, która pokryta jest eko-skórą. Tej eko-skóry bała sie moja mama, że bardzo szybko się zbrudzi, że będzie na niej wszystko widać, ale tak nie jest. Wystarczy przetrzeć po spacerze zwykłą mokrą chusteczką dla dzieci, albo nawet szmatką.
Po porodzie prawie 3 miesiące miałam problemy z chodzeniem, mogłam się na tym wózku świetnie wspierać i spacery nie były dla mnie problemem.

Jest solidny - wiem, że matki starają się wybierać wózki lekkie, które dadzą radę nosić, przenosić i wchodzić po schodach. Daje radę - do babci na 4 piętro - wchodzimy, wjeżdżamy w kombinacji: matka - wózek - tyłem do kierunku wchodzenia, po prostu go wciągam na schody na co pozwalają duże koła. Wciągam do tramwaju i do autobusu i nie potrzebuję przy tym pomocy ale to zasługa kół.

Pompowane koła - chodniki to mamy paskudne. Bardzo. A ja na tych kołach nie idę chodnikiem tylko taką ścieżką, na skróty. Widziałam zdziwionych ludzi, sąsiadów, którzy szli za mną, żeby zobaczyć jak nam ta ścieżka idzie. I szła w szybkim tempie. Po kamieniach, po liściach, po śniegu. Da się przebić i iść przed siebie. Odradzano mi małe i obrotowe kółka i to była cenna rada.

Duża buda, a nawet dwie - na chłodne dni super, na słońce jeszcze lepiej, nie musiałam mieć parasolki, nie musiałam dziecka chronić dodatkowo pieluchą. Wywietrzniki z siateczki. Wolałabym coś innego - o tym w minusach.

Okrycia wierzchnie, również dwa. Oba na zamki i zatrzaski, chociaż do tego mogłabym się przyczepić, bo jedna mi kiedyś wypadła, ale jak wracałam ze spaceru to ją znalazłam i do dzisiaj wczepiona z powrotem jest na miejscu. Są ładne i dobrze wykończone. Do wyboru było kilka różnych wersji, mąż wybrał szarą z czarnymi, roślinnymi ornamentami

Torba- ładna i duża. Oprócz Lilkowych rzeczy, mieszczę w niej zakupy. Wygodna też na ramię.
Kosz na zakupy, czyli można zrobić je duże ;)

Lniane pokrycie, które można ściągnąć zupełnie i wyprać w pralce. Większość części odpinana jest na zamki, albo na rzepy. Ściąganie do prania - bez wprawy 5 minut.

Gondola - bardzo długa, w środku wyścielana dość grubym materiałem.

Spacerówka - z zestawem pasów i ochraniaczy, regulowane oparcie z możliwością leżenia, możliwość siedzenia przodem i tyłem.

Pasy bezpieczeństwa- Nie mogę nic o nich napisać, bo nie używane ;)

+ Moskitiera i folie przeciwdeszczowe do obu bud/opcji + fotelik samochodowy z budką i pokrowcem na rzepy, który można montować na stelażu wózka - przydał się na szybkich zakupach, czy krótki spacer u dziadków, podczas zeszłorocznej kolizji samochodowej budka ochroniła Lilkę przed odłamkami szkła.

Gabaryty: do matiza mieściliśmy się wszyscy i wózek rozłożony na maksa, ale jechaliśmy szczęśliwi, teraz do większego auta nawet nie składamy. Co nie oznacza, że jest mały, jest sporych rozmiarów, ale można go doszczętnie rozłożyć na części pierwsze.

Cena. Bardzo na tak: ok 1500zł.

Co nie przypadło mi do gustu:

W obu budach powinny być dodatkowe rzepy. Kiedy jest wiatr czasem buda "nabierała wiatru w żagle" po bokach i po prostu nieładnie wyglądała, na szczęście nie wieje na dziecko.

Plastikowy, regulowany spód gondoli dla niemowlaka... to totalna pomyłka, miękkie i nie chciało się trzymać w żadnej z pionowych pozycji, ale w sumie nie używaliśmy tego zupełnie, więc dla nas opcja zbędna.

Moim zdaniem:

Przeczytałam gdzieś na gazetowym forum, że te wózki są słabe, mają tandetne stelaże, że rdzewieją.
 Mam męża, który akurat na takich rzeczach się zna i właśnie ze względu na solidny stelaż był zainteresowany wózkiem. Rdza jest rdzą, ale tutaj, szczególnie zimą, jesienią kłania się pielęgnacja wózka, szczególnie wtedy kiedy chodniki i ulice posypywane są solą - po spacerze trzeba umyć koła i resztę rurek. Od czasu do czasu trzeba przesmarować koła (ale to jak w rowerze) i posprawdzać śrubki. To chyba naturalne, że pewne części będą wymagały tego, żeby kontrolować jeśli się ich używa.

Co do ceny również znalazłam gdzieś "ale", że jak tani to tandetny, że fe, fuj. Ja nie narzekam na cenę, bo uważam, że jest dobra, a obie z Lilą otrzymałyśmy dużo fajnych chwil na spacerach, bo ona uwielbiała i uwielbia się wozić!

Że to polski producent, to musi być coś nie tak, zero jakości i zero wszystkiego. Polskie firmy mają w naszym kraju pod górkę, jeśli coś jest "nasze" to musi być szemrane i złe, opinia krzywdząca. Zazdrość? Możliwe.

Dla mnie ten wózek jest alternatywą dla drogich, markowych wózków. Od kiedy jestem mamą, a powiedzmy sobie wprost, niespecjalnie majętną, zderzenie z rzeczywistością cen dziecięcych akcesoriów było ogromne. Niektóre są dla mnie nie do przeskoczenia. I z tego co widzę wokół nas, nie jestem w tym odosobniona.
Wózek mogę polecić :) Pamiętajcie to Wasz wybór :)

Lilka w foteliku samochodowym z wkładką niemowlęcą. Jak widać bez daszka.

Fotelik z daszkiem + stelaż + wypchana na maksa torba, w gratisie na zdjęciu zmęczona matka: jeszcze nie dało się dobrze chodzić. Nikiszowiec.

Jesienią trochę niekonwencjonalna jazda, ale tak było idealnie!


Tutaj już w spacerówce. Świat i widoki zupełnie inne!

Wersja letnia, głęboka z moskitierą. 
Wersja jesienno-zimowa ;)


A wy i wasze pociechy? Jesteście zadowolone ze swoich wózków?

piątek, 17 października 2014

Ulubione jesienią

Jesień lubię.
Całą :)
Za kolory, zapachy, słońce, liście i deszcz.



Bardzo się cieszę, ze znów mogłam wziąć udział w wyzwaniu u  Uli.
Po raz kolejny trafiłam na wspaniałe blogi :)

Gdzie jesteś, Mia?

Koniec zabawy w chowanego. Dziś dowiecie się, gdzie mnie szukać :)

Najbardziej odpowiada mi bycie na blogu, czyli tutaj :)

Drugim miejscem jest moje po(tworzenie), ostatnio zaniedbane, zakurzone chociaż codziennie coś robię, co można tam wrzucić.

Kolejne miejsce to Pinterest, który uwielbiam! Nieskończone ilości pomysłów, które można przypinać i przeglądać. Uzależnia ogromnie :)

Instagram. Uff... odkryty niedawno. Ale ile radości! Jak znajdę coś ciekawego potrafi być równie inspirujący jak Pinterest :)

Facebook. Tutaj brak miłości. Jestem na etapie tworzenia strony dla bloga. Ale to chyba trochę potrwa. Nie jestem do końca przekonana, ale widzę po innych, że kontakt z czytelnikami tam dużo daje i jest sympatyczny. Oby i mnie się udało.

Zajrzyjcie (tutaj) i zobaczcie gdzie znajdziecie innych uczestników wyzwania.


środa, 15 października 2014

Ja...

Mogę o sobie pisać, mówić.
Na zdjęciach nie lubię siebie.
Dzięki pewnej Małej Mi mam swoje ulubione :)


Roztrzepana przez wiatr fryzura.
Pod siedzibą NOSPR 
z Lilą oczywiście.
Deszczowa Mia.
Magdalena.
Ja :)


Post dotyczy dzisiejszego wyzwania u Uli - Ja (zdjęcie)

Kto mnie inspiruje

Inspirują mnie w małżeństwie.
W miłości.
W zdrowiu.
W chorobie
55 lat po ślubie.
Pisałam o nich tylko raz tutaj (klik)
Moi dziadkowie.


W świecie wirtualnym zainspirowała mnie sprawczyni wyzwań Ula.
Dzięki niej staram się zmienić coś na blogu, układać i mieć ładnie. 
Powoli, wszystko z czasem :)

Jesienny konkurs z Mama Coffee!

Przyszła jesień.
Zaczęły się chłodne poranki.
Liście nabierają pięknych barwy: żółte, czerwone, brązowe, mienią się na drzewach.
Wirując spadają pod stopy. Szelest, szum, wiatr i deszcz.
Pogoda płata figle.

Wyobraź sobie piękny jesienny poranek, stoisz w kuchni, a słońce ogrzewa Ci twarz.
Wdychasz zapach świeżo zaparzonej kawy... która bardzo dobrze smakuje. Jest cicho i przyjemnie.
Chwila relaksu.
Czujesz jak pachnie kawa? Czujesz jak pachnie spokój?

Dzięki współpracy z firmą Adamed mogę sprawić, że i Twój jesienny poranek, nawet jeśli nie będzie świecić słońce - będzie udany i smaczny, podobnie jak mój.

Nie wspominałam o tym nigdy, ale pomimo skończonych 17 miesięcy nadal karmię Lilkę piersią.
Dlatego ta kawa jest dla mnie idealna. Bardzo mi smakuje i pięknie pachnie. Jest naturalna i zawiera składniki, których nadal potrzebuję.

Zapraszamy Cię do jesiennego konkursu, w którym do wygrania jest 5 zestawów kawy Mama Coffee o smaku toffi i naturalnej kawy oraz krochmal dla dzieci Nionio BIOlife.

Napisz w komentarzu, jak wyglądają Twoje jesienne poranki,
 co w nich lubisz, 
albo czego Ci w nich brakuje.


Nagrodzę 5 odpowiedzi, które najbardziej mi się spodobają.



Mama Coffee jest suplementem diety, dedykowanym kobietom planującym ciążę, w ciąży i karmiących swoje pociechy piersią. To kawa rozpuszczalna i naturalna, produkowana z jęczmienia o trzech smakach: naturalnym, toffii i waniliowym. Jak informuje producent: "zawiera kwas foliowy oraz kompleks witamin.
Kwas foliowy przyczynia się do wzrostu tkanek matczynych w czasie ciąży oraz wspomaga prawidłową produkcję krwi. Wraz z witaminą C i B6 wspiera prawidłowe funkcjonowanie układu odpornościowego,
a wspólnie z witaminą B12 bierze udział w procesie podziału komórek. Kwas foliowy, witaminy B2, B6, B12 oraz niacyna przyczyniają się do zmniejszenia uczucia zmęczenia i znużenia."

Ciekawym produktem jest również krochmal dla dzieci NINIO BIOlife™

Najprawdopodobniej gdybym znała ten produkt zaraz po urodzeniu dziecka, nie miałybyśmy takich dużych problemów z pupą Lili. Może udałoby się uniknąć eksperymentowania jakich leków i maści używać.

Nadaje się do kąpieli dla niemowląt i dzieci, które mają problemy skórne: odparzenia, potówki, alergie oraz są skłonne do podrażnień. 
Jest też super jeśli chodzi o przygotowanie: zawartość saszetki wsypujemy do wanienki z ciepłą wodą
i gotowe:) Preparat rozpuszcza się w wodzie. 
Można stosować go również w celach pielęgnacyjnych, profilaktycznie.

Konkurs trwa od 15 do 22 października. 
Jeśli chcesz, możesz udostępnić grafikę na swoim blogu.

Powodzenia :)

Drogie Uczestniczki,
mój blog i konkurs nie są szeroko reklamowane ale ja tak wolę. Dlatego bardzo się cieszę, że sześć z Was wzięło udział w konkursie. Początkowo myślałam o tym, żeby przedłużyć możliwość pisania o Waszych cudownych porankach :) jednak, kiedy przeczytałam komentarze, doszłam do wniosku, że termin - rzecz święta, do wczoraj i koniec :) a tak na prawdę, przez chwilę, byłam z każdą Was i towarzyszyłam Wam w pięknych, rodzinnych chwilach.
Jest Was sześć, a ja mam pięć zestawów Mama Coffee + NINIO BIOlife™ w związku z tym chciałabym tymi zestawami nagrodzić pięć pierwszych komentarzy, czyli:

D. - z życia wycięte
Pia Gizela - zwyczajnie niestabilna
Aya Punx
Nasze niebieskie migdały - Tymoszko
Mariola Majka - mamuszkowo

Ponieważ ostatni był Cudakowyświat, postanowiłam przyznać Ci 2 sztuki kawy Mama Coffe o smaku toffi. Wynika to z tego, że nie firma Adamed nie przysłała mi więcej kawy o smaku zbożowym ani krochmalu
Myślę, że takie rozwiązanie żadnej z Was nie skrzywdzi i jest sprawiedliwe.

Bardzo proszę o podanie na maila magdalena.polak85@gmail.com Waszych adresów, a ja wyślę paczki :)

Gratuluję :)

poniedziałek, 13 października 2014

Najpiękniejsze słowa...

(Słowa, słowa, słowa, słowa 
Wyrazy cisną się do głowy 
Słowa, słowa, słowa, słowa 
Ze wszystkich stron zachęcający szept...)

                                         Hamlet, Maanam



Kiedy przeczytałam u Uli o dzisiejszym wyzwaniu, od razu ten tekst Maanamu mi się przypomniał :)

Moich ulubionych słów jest bardzo dużo, dlatego wybrałam kilka:

kocham cię - wiadomo dlaczego - najpiękniejszy tekst jaki można powiedzieć i usłyszeć.

mąż, żona, mama, tata, córka, rodzina, miłość - to nabrało zupełnie innego znaczenia po ślubie, po urodzeniu dziecka.

deszcz - szeleszczący w liściach drzew, uderzający o parapet i dach - uwielbiam to słowo!

cisza - spokój sam w sobie.

duć - wieje, duje wiatr - najpiękniej w górach :)

Jeśli jesteście ciekawi jakie ulubione słowa mają inni uczestnicy wyzwania zajrzyjcie TUTAJ (klik)


edit:
największe zainteresowanie wzbudziło w Was słowo "duć" pochodzi z gwary góralskiej :)

niedziela, 12 października 2014

Lila i zwierzęta

Nie wszyscy z Was wiedzą, że mieszkają z nami dwa koty i pies.
Każdy z jakąś historią, przeżyciem, przeszłością (o każdym można napisać osobny post).

Kiedy byłam w 5 miesiącu ciąży, ktoś zapytał mojego męża co robimy z naszym psio-kocim problemem i czy mamy świadomość ogromnego nieszczęścia jakie nastanie po narodzinach dziecka.
Na pewno dziecka nie zaakceptują.
Na pewno koty ją uduszą.
A jeśli nie uduszenie to drapanie.
Pożarcie przez psa.
Zarazki.
Pasożyty.
Toksoplazmoza. 
Sodoma i gomora proszę państwa.

Padło pytanie czy oddamy do schroniska czy szukamy innych domów na własną rękę.
Męża zatkało. Przecież dziecko nic nie zmieni. Nasz pies nadal będzie członkiem rodziny tak jak i koty.

Nie mniej jednak obawy był.

Luna.
Najbardziej o psa. Luna jest fantastyczna, młoda i szalona. Ubóstwia mojego męża. To jej PAN, najlepszy, ukochany, jedyny! O niego jest szalenie zazdrosna i zaborcza.
Ja jestem dla niej, hmm... mogłabym w sumie nie istnieć ;) ale to ja daję jedzenie, więc jednak za miskę mnie lubi skubana.
Kiedy mój brzuch był już widoczny, Luna miała problem z okazywaniem radości. Uwielbia skakać jak się cieszy, a tu trafiała na mój brzuch i stanowcze "delikatnie, nie wolno". Skończyły się też poranne, radosne skakanki po łóżku z mojej strony. Męża nadal obskakiwała i szalała.

Teodor i Czarna (bardziej znana pod pseudonimem: Kota)
Zarówno koty jak i pies towarzyszyły podczas przygotowania Lilkowego pokoju. Nowe zapachy mebli, ubranek, pościeli. Przygotowane łóżeczko niejednokrotnie gościło Teodora, który sprawdzał materac przechadzając się po nim, o dziwo, nie miał ochoty na nim spać. Kota sprawę olewała, interesowała ją tylko najwyższa półka w szafie.
Koty spały ze mną często podczas mojego przymusowego leżenia ciążowego. Kota często kładła się pod kocem i przytulała do brzucha, Teo podobnie, z czasem jednak przeszkadzały im Lilkowe kopniaki.


Kota i Teodor zwiedzają pokój Lilki

Przygotowania do powrotu do domu
Po porodzie rano, kazałam położyć Lilkę u mnie na łóżku i dodatkowo trochę opatulić ją tetrową pieluchą, chciałam, żeby został na niej nowy dla czworonogów zapach. Wieczorem Mąż zawiózł zawiniątko do domu, położył tetrę i zaraz zjawiły się koty. Trochę pospacerowały, powąchały, poocierały się i sprawę olały. Pies powąchał, popatrzył i poszedł w ślady kotów. I tak przez cały weekend wąchały różne części garderoby Lilki.

Powrót do domu
Najpierw przywitałam się z psem. Nie było mnie trzy dni, więc tęsknota była widoczna gołym okiem, szaleństwom nie było końca! Kiedy się wyszalała i ją wygłaskałam mąż przyniósł Lilkę w nosidełku. Pies podszedł do niej, zamachał ogonem i mogę Wam powiedzieć, że morda jej się do Lilki śmiała ;)
Koty były mniej odważne, oba lekko zjeżone, bardzo ostrożnie ją obwąchały i uciekły.

Pierwszy płacz i łóżeczko
Zgromadził całą zwierzęcą familię przy łóżeczku. Łapy sobie prawie połamali jak biegli po schodach!
Koty obejrzały i postąpiły standardowo: olały całą sprawę.
Luna została przy łóżeczku i zaczęło się jej wielkie czuwanie przy dziecku. Właściwie przez większość czasu była z nami w pokoju.
Teodor parę razy spał w łóżeczku z Lilą. Nigdy jej nie dotykał, zawsze czujny i obok niej.
Kota wybrała spanie na przewijaku.



Bywały i takie obrazki

Goście
Każdy gość, który przyszedł do Lilki, był w pierwszej kolejności prowadzony przez Lunę do jej pokoju. Obchodziła łóżeczko i spoglądała na gościa. Nie szczekała, nie była agresywna.

Fifi
Miejsce Teodora, który wrócił do mojej mamy zajęła nasza tymczasowiczka Fili, kotka o trzech nogach. O niej sklecę osobny post. Dorosła dwu letnia szylkretka, którą Lila pokochała całym sercem. A ona ma bardzo dużo cierpliwości dla Lilki.

Z Fifką

Ewolucja i rewolucja
przyszła z czasem. Raczkowanie i chodzenie.
Koty były i są bardzo cierpliwe. Dają się pogłaskać, pocałować, o zgrozo pociągnąć za ogon, łapę itp.
Uczymy, że nie wolno mocno ściskać, nosić, tarmosić, bić. 
Pokazujemy jak sie bawić: tasiemką, sznurkiem, filcowymi kulkami (pod naszym czujnym okiem).
Czasem nie ingerujemy w zabawę z kotami. Pozwalamy kotu na to, aby poprychał, zamiałczał, pokazał pazury. Lila  musi wiedzieć, że pewne jej zachowania nie są tolerowane przez kota i że kot również wydaje dźwięki inne niż mruczenie i miałczenie.
Pies toleruje Lilkę, cieszy się, towarzyszy jej w przemieszczaniu się po domu, jednak kontaktu oko w oko stara się unikać. Da się pogłaskać, ale większe pieszczoty sobie odpuszcza i ucieka. Bywa zazdrosna, szczególnie kiedy mąż bawi się w łaskotki z Lilą, wtedy szczeka ale radośnie, pokazuje, że broni dziecka, czasem odciąga męża od dziecka łapiąc za ubranie.
Jest jeszcze kwestia zwierzęcego jedzenia. Lila spróbowała raz psich chrupek, nie smakowało i po sprawie. Kocie jedzenie ją fascynuje, więc jest przed nią schowane. W wodzie próbuje myć sobie twarz, więc mamy miski z wodą poza zasięgiem dziecka, a w zasięgu zwierząt.

Moje ulubione: dziewczyny oglądają jak wiatr rusza liśćmi orzecha ;) 

Profilaktyka
Weterynarz, szczepienia, odrobaczanie, sprzątanie kuwety w rękawiczkach, mycie rąk - to przy zwierzętach priorytety, o których nie można zapomnieć.

***
Post na ten temat miałam napisać już dawno, jednak pytanie od keepmymoments zmobilizowało bardziej :)

Jeśli macie jakieś pytania, wątpliwości bądź coś Wam się nasunęło podczas czytania, piszcie śmiało w komentarzach. Wiem również, że post jest napisany bardzo ogólnie, ale nie wiem co jeszcze może Was interesować lub ciekawić, starałam się temat ogarnąć cały i zwięźle.
Nie jestem ekspertem od spraw dziecko - zwierz ale chętnie odpowiem lub pomogę :)
Jak widzicie, nie jestem zwolenniczką pozbywania się zwierząt z domu, kiedy rodzi się dziecko, bo wszystko da się pogodzić :)