wtorek, 30 września 2014

Jeszcze sierpień



Jeszcze wspominam sierpień.
Spacer do stareńkiego wujka, który mieszka w jeszcze bardziej stareńkim domu.
Lilce spodobało się okno. I ja bardzo je lubię.
I zapach drewna i charakterystyczny ciepły wiatr w tym miejscu.
Tutaj są tylko trzy domy. I tylko wujek mieszka tu na stałe.
Zimą śniegu po kolana, po pas...
Kiedyś było tutaj gwarniej, inaczej...
Dawniej.






Dorothy Guerra - Joga na czas ciąży i porodu.

"Moim celem jest nauczyć kobiety, że poród jest ich podróżą oraz prawem i przywilejem jako kobiet, że jako taki powinien być szanowany, nawet w środowisku medycznym."

Autorka instruktorka jogi YBM (Yoga Birth Method), doula oraz przyszła położna - z doświadczenia wie, jak przebiega ciąża, etapy porodu; jakie mogą wystąpić komplikacje i jak łagodzić ból - zarówno podczas naturalnego porodu, jak i wspomaganego lekami. 

Dzieli się swoją wiedzą tłumacząc w przystępny i łatwy sposób, co wydaje mi się, przy takiej technice jaką jest joga - bardzo ważne. 

Nie od dziś wiadomo, że joga pozwala się wyciszyć, wsłuchać w swój organizm i potrzeby. Dać chwilę wytchnienia i odprężenia.
Książka dla  mam, które nie mają przeciwwskazań do naturalnego porodu, oraz dla takich, które chcą w ciąży pozostać aktywne i chcą ćwiczyć oraz być w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej.
Każde ćwiczenie jest krótko opisane i zilustrowane, co jest dodatkowym plusem dla matek, które nigdy wcześniej nie ćwiczyły jogi. Nie musisz być biegła w nazewnictwie i zaawansowana w gimnastyce, ćwiczenia nie są trudne ale dostosowane do możliwości kobiety noszącej pod sercem dziecko.
Dodatkowo pojawiają się w książce historie porodów kobiet, które stosowały ćwiczenia z jogi i metody relaksacyjne autorki.
Dorothy Guerra nie tylko przedstawia pozycje jogi, ale i opisuje co w danej fazie porodu dzieje się z twoim ciałem i w jaki sposób możesz kontrolować swój organizm, żeby ból był łagodniejszy.

Joga na czas ciąży i porodu, to bardzo fajna lektura przede wszystkim dla kobiet w ciąży, ale i tych już po porodzie. (I dla tych matek, którym wysiadają kręgosłupy przy noszeniu dziecka - też, osobiście sprawdziłam ;))

Bardzo polecam :)

Dorothy Guerra Joga na czas ciąży i porodu. Przygotowanie do naturalnych narodzi.
Wydawnictwo Illuminatio 



wtorek, 23 września 2014

Miś do zadań specjalnych!

Jest w sam raz dla małych rączek.
Milutki, słodki i różowy. W białe kropeczki.
Jak go zobaczyłam to się zakochałam!
Pomyślałam, że będzie idealny.
Jest starannie uszyty i ma super dobrane kolory, a najważniejsze to to, że Lila go lubi :)

Przedstawiam Wam Misia szytego przez panią Marlenę z Mint Rabbit, który codziennie towarzyszy Lili
w zasypianiu.


Moja córka wchodzi na nasze łóżko, podnosi do góry rękę wskazuje na półkę i przemawia po swojemu: mś! mś!
Przedwczoraj po raz pierwszy usłyszeliśmy: da to mś! 
Podajemy misia, który zostaje ułożony na poduszce, na brzuchu. Lili obok niego w tej samej pozie -
na jakieś 20 sekund. Potem obowiązkowo musimy całować ms-ia po paszczy, oczywiście Lili również.


Usypianie naszego dziecka to codzienna misja specjalna. Rodzice - agenci wysiadają, a dziecko nie śpi - długo, oj długo. Miś idealnie łagodzi rozmaite stany emocjonalne i duchowe (rodziców).
Po jakimś czasie, nadchodzi sen...

Pani Marleno, jeszcze raz dziękuję :)

poniedziałek, 22 września 2014

Bez jakich rzeczy żyć nie mogę

To nie jest łatwe pytanie, to nie jest łatwy wybór, bo można ugryźć to z tak wielu stron!
Bo mogę ot, tak pomyśleć o uczuciach, rodzinie, porankach i zachodach słońca.
O dziecięcych stopach, dziecięcym zapachu i śmiechu.
Kroplach deszczu, które uderzają w liście orzecha obok domu.
Ostatnio  nie mogę żyć bez szydełkowania... i radości, że mi wychodzi, że rządki równo się układają.
Książki. Życie bohaterów, rozterki, radości i przygody.
Muzyka - wszystko jedno czy Program Trzeci, czy jakaś dobra płyta. Szczególnie jesienią i zimą - muzyka mile w domu widziana :)

Nie mogę żyć bez małych, codziennych chwil.






piątek, 19 września 2014

Czytam, lubię, polecam!

Mam opóźnienie, ale można pisać u Uli do poniedziałku, więc dzisiaj będzie u mnie - wczoraj ;)

blogowym wyzwaniu Uli mam się z Wami podzielić adresami do 5 ulubionych blogów.
I mam z tym ogromny problem, ponieważ mam dużo blogów które lubię, odwiedzam i czytam i się inspiruję, lub po prostu oglądam.
Część znajdziecie w moim spisie, części mam w zakładkach, część poznałam przez Instargam.
Od razu zobaczycie, że ja lubię czytać ;)


 Zorkownia - kto nie zna, niech pozna. Kto się lubi wzruszać, popaść w zadumę niech czyta. Agnieszka pisze pięknie, o śmierci, o miłości, o samotności, o przyjaźniach. O życiu pisze po prostu. Jakie jest.

 Pod norweskim niebem, które niejedna z Was zna, czyta i lubi. Ja kocham za całość! Za kreatywność, zdjęcia i ciepło, które płynie z zimnej Norwegii :)

Blog Kaczki - Oczami wyobraźni podążam za Kaczką i jej przygodami. To jest styl i humor sam w sobie. Jedyny blog, który przeczytałam od początku do końca w 2 wieczory (noce to były, jeszcze ciążowe).

Hubisiowo - czyli uroczy uśmiech Hubisia i jego mamy - na zdjęciach, a do poczytania dużo i sympatycznie i fajnie.

the secret - To jest blog osobisty Agnieszki. Nigdy się nie spotkałyśmy, rozmawiamy czasem na FB, czasem coś u Agnieszki napiszę w komentarzu. Al e czytam każde słowo!
Znam i czytam ją od kiedy bloguję. Lubię jej styl. Lubię ją czytać. Lubię tak po prostu.


czwartek, 18 września 2014

Ukochane hobby

Mogę robić kartki, biżuterię, haftować, szydełkować, malować, prasować, myć okna...
ale największym hobby jest czytanie!

Dziś pokażę Wam ile na mnie czeka książek w domowej biblioteczce.


Sami widzicie, że sporo. Postanowiłam, że od października będę czytać po jednej książce i decydować co z nią robić, czy zostanie, czy wystawię na allegro za przysłowiową złotówkę lub oddam.
Książek jest sporo, o różnej tematyce. O mojej akcji będę Was na pewno na blogu informować :)

Dodatkowo czytanie przy Lilce, jest dość osobliwym i ciekawym zajęciem - w sam raz może powstać na ten temat osobny post :D

Przepraszam za jakość zdjęcia ale już był wieczór kiedy je robiłam.

Zapraszam Was na blog wyzwaniowy Uli poczytać o hobby innych uczestników :)


wtorek, 16 września 2014

Wyzwanie blogowe - dzień 2 (10 rzeczy, których nikt o mnie nie wie)

10 rzeczy, których nikt o mnie nie wie.




Hmm.... :)

1. Wszystko bardzo przeżywam. Nie tylko to co dotyczy mnie, moich najbliższych - ale wszystko to, co mnie ruszy. Jestem tak empatyczna, że sama mam tego dość... Siedzi we mnie zbyt dużo rzeczy.

2. Kocham koty. W domu rodzicom zostawiłam trzy... Po ślubie już w nowym mieszkaniu przybył jeden, a teraz już są dwa... Każdy inny, każdy wyjątkowy! Ale więcej nie planuję!! (... i jest też pies;))

3. Miałam jednego chłopaka, znam go już 13 lat i... został moim mężem.

4. W czasach szkolnych interesowałam się starożytnym Egiptem. Z czasem mi przeszło ;)

5. Dwa lata studiowałam teologię. I zrezygnowałam ku ogromnej uciesze i radości mojej babci ;)

6. Mam licencję na... zarządzanie nieruchomościami.

7. Nigdy nie byłam nad morzem. Bo... nie wiem dlaczego, ale jakoś chyba nigdy nie było mi po drodze ;)

8. Mieszkam w domu, którego nie lubię, który mi się nie podoba i muszę z tym żyć :)

9. Nie lubię kawy. Ale lubię skondensowane mleko! Mogłabym pić puszkami!

10.  Nigdy, nie próbowałam palić papierosów ani  brać narkotyków.


Wpadnijcie na blog Sen Mai i zobaczcie, czego nie wiecie jeszcze o innych uczestniczkach wyzwania!

Wyzwanie blogowe - dzień 1 (moje miejsce tworzenia)

Na Blogu Sen Mai wyzwanie 5 dni dla lepszego bloga :)
Dzień pierwszy - Moje miejsce pracy blogowej/kreatywnej.

Tutaj od  2 lat jest moje miejsce tworzenia.

Skromnie i z brzydkimi ścianami, i nawet nie pamiętam kiedy tutaj ostatnio coś powstało, tak, żebym posiedziała więcej niż 20 minut - na tyle pozwala mi Lila, potem musimy gnać po domu dalej.
Ale robiłam tutaj kartki, miejsca jest wystarczająco dużo.
Biureczko należało do pradziadka, albo nawet prapradziadka mojego męża. Do kompletu jest jeszcze szafka, która służyła jako bieliźniarka, a potem dziadek męża wrzucił ją do kurnika. Wszak staroć to był. Najpewniej do spalenia. Odrapaliśmy i wnieśliśmy do domu. Mam w niej swoje "przydasie" w środku jest super zachowana, ale z zewnątrz - pozostaje wiele do życzenia, dlatego już nie w tym roku, ale najwcześniej przyszłą wiosną - będziemy ją czyścić dalej i malować, wtedy pokażę zdjęcia.

Do szydełkowania potrzebuję tylko miejsca, gdzie mogę siedzieć: czyli każde jest dobre, byle wygodne. Preferuję łoże małżeńskie, szczególnie wieczorami w pokoju Lilki. Posty też z niego ostatnio piszę.
I pilnuję dziecia, który wieczorami czyta książeczki i nie chce spać ;) 

poniedziałek, 15 września 2014

Jesień nami zawsze kręci...

Wrzesień to zawsze czas zmian w naszym życiu. 
Od ślubu zawsze jesienią jesteśmy "na zakręcie": życiowym, domowy, firmowym, finansowym... każdym. 
Tak nam się plecie, różnie w życiu układa. 
W tym roku też.
Możliwe, że szykują się duże zmiany, ale wszystko dzieje się w taki sposób, że nic nie wiadomo do końca. Nic dogadane nie jest.
Nie lubię takiego stanu, czekania czy coś wyjdzie - a może dziś już coś się zmieni, a może jutro. A może za tydzień. Lubię jak jest tak, albo nie. Nie lubię niepewności.
A tutaj wszystko poza mną. Mąż musi podjąć decyzję, dobrą albo złą. A tyle rzeczy w tym przeszkadza.

Od dziewięciu lat nie muszę iść do znienawidzonej szkoły. Od dwóch lat nie idę na uczelnię.
Od kiedy zaszłam w ciążę nie chodzę do pracy i na razie do żadnej nie wrócę.

Cieszę się każdym jesiennym porankiem.
Rześkim powietrzem, spacerem, ruchem.
Wdycham. Oddycham. Myślę, co będzie, jak to się pozmienia.

Myślę o sobie.
Długimi wieczorami, kiedy dziecko nie śpi, tylko cichutko bawi się w swoim pokoju i wystarcza jej tylko nasza obecność, a nie zaangażowanie w zabawę szydełkuję, piszę, czytam i uczę się (ale jeszcze nie napiszę czego ;)). Po szesnastu miesiącach wariactwa, znalazłam czas dla siebie. 

Jesień 2008r.






czwartek, 11 września 2014

Sierpniowe góry cz. 2

Całe moje dziecięce wspomnienia o górach to przede wszystkim poranki pachnące kawą inką i świeżym mlekiem, prosto od krowy. 
I jeszcze to, że tato mówił: "Słońce wstało u Józi" - i całe te lata u tej Józi, która na wzgórzu ma dom nadal, ale prawie go już nie widać, bo tak drzewa wyrosły - tam był dla mnie wschód słońca. Dotarło do mnie nie pierwszy raz, że tam nie ma wschodu, a zachód, a o poranku tylko słońce zaczyna na to  miejsce świecić, wychodząc zza góry na przeciwko. 
Magia dzieciństwa jednak działa!






Lila jest zbyt mała żeby pamiętać pierwszy smak jeżyn, zebrane parę kurek i uśmiechającego się do mnie z daleka maślaka. Szalone spacery, poranną rosę, pszczoły brzęczące w bukszpanie. I to że, jadła z apetytem wszystko, że babcia pozwalała się bawić różnymi różnościami. Że grzebała z koleżanką starszą o jakieś 8 lat w piasku i opowiadała swojej rówieśniczce, coś, co tylko one rozumiały w języku dzieci. 






Na spacerach towarzyszyły nam w porywach nawet trzy, a czasem cztery psy, te "wsiowe", bo nasza Luna została w domu ze swoim ukochanym panem.
Tyle mam zdjęć i opowieści z tych paru dni, że jeśli pozwolicie, jeszcze będzie kilka postów na ten temat :)

poniedziałek, 8 września 2014

Sierpniowe góry cz. 1

Byłyśmy w ostatni sierpniowy tydzień w górach.
To od zawsze mój ulubiony czas właśnie tam.

Kiedy poranki jeszcze letnie, ale już tak bardzo rześkie, chłodnawe. Dzień ciepły i przyjemny, wieczory chłodniejsze, z zapachem, który tylko w górach tak intensywnie czuć.
Tak mi pachnie wolność. I "nicnierobienie". Wakacje tak zawsze pachniały, kiedy jeszcze chodziłam do szkoły i pachną nadal, czyli po urodzeniu dziecka pewne rzeczy się nie zmieniają - to dobrze, to cieszy ogromnie.

Powoli buki zaczynają przybierać barwy jesienne. Są grzyby, ale w tym roku prawie nie ma tutaj jagód.
Jest pięknie:) Dziś zostawiam Was z deszczową i mglistą pogodą gór, która też ma niesamowity klimat. Zobaczcie sami:

 Tą drogę przemierzałyśmy codziennie, trzy, cztery, dziesięć razy - nie ważne ile, ważne że można uciekać, iść samej!


 Miś w trawie!

 I już wiemy, skąd bierze się mgła! To babcia pali w piecu!


To moje ulubione zdjęcie, niech będzie zapowiedzią kolejnych - słonecznych!

środa, 3 września 2014

Dla mojej córki - kocyk na szydełku

"Dla mojej córki"
Co jakiś czas będę wrzucać posty pod tym właśnie tytułem. 
Co zrobiłam sama, co kupiłam fajnego, albo co dostała od zdolnych cioć :)
Chwalić się będę, a co :) 

Dziś o kocyku, który zrobiłam na szydełku. 
Jak wiecie, lekarz kazał leżeć... to czas musiałam sobie jakoś umilać. 
Wełnę kupiłam, szydełko miałam, pozostawało wybranie jakiegoś fajnego, ale nie skomplikowanego wzoru - jestem początkująca. W końcu wzór wymyśliłam sobie sama z oczek, które nauczyła mnie babcia.
Dzieło skończyłam szybko. 
Kocyka nadal używamy, chociaż gdzieś tam kiełkuje myśl o większym ;)



Zdjęcia pochodzą z mojego bloga po(tworzenie) Deszczowa Mia

wtorek, 2 września 2014

O książce, która pachnie chlebem! Recepta na miłość. Barbara O'Neal.

W starym domu, odziedziczonym po babci Ramona co noc wypieka chleb, aby sprzedać go w swojej piekarni. Kiedy miała 15 lat zaszła w ciąże, a matka wysłała ją do ciotki u której poznała sekret najlepszego zaczynu, który stał się inspiracją dla jej pasji -  wypiekania chleba.

O książce, która pachnie chlebem! Recepta na miłość. Barbara O'Neal.

Recepta na miłość. Barbara O'Neal.

W starym domu, odziedziczonym po babci Ramona co noc wypieka chleb, aby sprzedać go w swojej piekarni. Kiedy miała 15 lat zaszła w ciąże, a matka wysłała ją do ciotki u której poznała sekret najlepszego zaczynu, który stał się inspiracją dla jej pasji -  wypiekania chleba.

Teraz Ramona ma 40 lat, problemy finansowe, wieczne problemy rodzinne z matką i siostrą. Promykiem słońca jest jej dorosła córka, która znalazła się "na zakręcie" - w ciąży, mąż ranny w Afganistanie walczy o życie. Ramona musi zaopiekować się pasierbicą córki Katie. 

Na wszystkie problemy, które ją otaczają ma jedno rozwiązanie - pieczenie chleba. W nocnej ciszy, może pomyśleć, odprężyć się i działać dalej. Przy cudownych zapachach może zapomnieć o rzeczywistości albo zobaczyć ją w zupełnie innym świetle. 

Recepta na miłość to opowieść o trzech kobietach:
Ramonie, której nastoletnie macierzyństwo nauczyło miłości, pokazało nie tylko jego trudy ale i radości, które jako dorosła kobieta przekazuje swojej córce. Ramonie samotnej, która pragnie być również kochana przez mężczyznę, ale miłość nie zawsze idzie z nią w parze.

Katie, której matka narkomanka po raz kolejny ląduje w ośrodku, aby się leczyć, a dziewczynka musi odnaleźć się w zupełnie nowym miejscu zamieszkania, oraz nowej rzeczywistości. Musi nauczyć się ufać ludziom, którzy są dla niej życzliwi i chcą jej dobra. 

Sofii, która tuż przed porodem jedzie do Niemiec, aby być przy swoim rannym mężu, którego rokowania na dalsze życie nie są najlepsze.

To jest książka o miłości. Czyli totalnie babskie klimaty, które mnie nie rajcują, a od romansów uciekam w siną dal. Jednak lubię takie książki, które mają w sobie zapachy, smaki i obrazy. To książka, która od pierwszej strony pachnie chlebem, ciepłym wiatrem i kwiatami z ogródka babci!
Kiedy jeszcze doda się do tego bohaterów, którzy są tacy, że tu i teraz na wyciągnięcie ręki - to przepadłam zupełnie! Polecam!

"Zapadł zmrok. Wróciłam do środka i zaczęłam zagniatać chleb. Czułam jak kotłujące się we mnie emocje wolno opadają, a moja krew przestaje wrzeć. Nasadą dłoni ugniatałam brązową, lekko cętkowaną kulę ciasta i wiedziałam, że nie tylko ono stawało się coraz mniej sztywne i twarde, ale również mój kark. Uczucie zdenerwowania opuściło mnie i na powrót stałam się Ramoną." (str.165)

Recepta na miłość Barbara O'Neal
Wydanie: I 
Przekład: Agnieszka Kuc 
Oryginalny tytuł: How to Bake a perfect Life 
Data premiery: luty 2013 
Format: 123x197
Oprawa broszurowa ze skrzydłami 
Liczba stron: 528 
ISBN: 978-83-08-05060-6