wtorek, 29 lipca 2014

Jak zgubić zegarek?

Skutecznie!

***

Tuż po przebudzeniu, oczywiście w łóżku rodzicieli, codziennie jest rytuał.
Bose nogi na panelach robią tup, tup, tup.
Ciach! W ręce już trzyma ojcowski, ciężki zegarek na rękę.

Tup, tup, tup i dzyń, dzyń.
Przedpokój.
Tup, tup. Dzyń.
Pokój.
-Dziękuję, że przyniosłaś mi zegarek!
Cmok w mikro policzek zlewa się z głośnym trzask - zamykanego na przegubie zegarka.
Tup, tup.

***

Tydzień temu, mniej więcej do części:
Tup, tup. Dzyń.
Pokój.
Było wszystko w normie. Nawet zakomunikowałam z pokoju - córka niesie zegarek!
I nic. I cisza. I 10 minut później, kiedy robiłam w kuchni herbatę, ojciec poszedł do córki zapytać co i jak u niej słychać i jak się ma czasomierz.
Córka zagruchała, że papa, koko i generalnie jest git. Taaaki poranek tatusiu!
Położenie zegarka przemilczała, wszak walczyła z otwartą paszczą szuflady.

***

Około godziny 11 ojciec ponowił pytanie o zegarek, nerwowo zerkając po kątach dwóch pokoi.
Twierdzi, że bez zegarka jak bez ręki, ale da radę! Tylko się przyzwyczaił.

***

Wieczorem gdy dziecię poszło spać w uśpione ślepia wszystkich pająków, pochowanych w kątach zaświeciły ochoczo dwie latarki.
Naoglądaliśmy się seriali kryminalnych i sensacyjnych, wiedza w nich przekazana pozwoliła nam na ustalenie co następuje: córka widziała zegarek jako ostatnia, nikt nie zadzwonił z żądaniem okupu, mamy do przeczesania teren o powierzchni 100 metrów kwadratowych, odcisków do 1,2 metra wzwyż zatrzęsienie, wśród nich psie i kocie łapy. Nie wiemy jak zakwalifikować zegarek - zbieg, uprowadzony, czy  jednak zaginiony - nie odtwarzamy jego drogi do pokoju, nie mamy monitoringu, ani świadków. Myślimy o liście gończym. Plakat ze zdjęciem? Nagroda? Cokolwiek?!

Przed północą dajemy za wygraną.

***

Codziennie przeczesujemy teren. Jeden, drugi, trzeci pokój. Po drodze jeszcze łazienka i kuchnia. Jadalnia na nasze szczęście była zamknięta. Zaglądam w garnki, ubrania, koszyki, koszyczki, zabawki. W pralce nie ma, w kuwecie nic się nie świeci, piekarnik pusty. Do zamrażalnika zbyt wysoko. Zastanawiam się, gdzie mała, rezolutna dziewczynka mogła go wcisnąć.
Po tygodniu poszukiwań mamy posprzątane to nasze wesołe, górne 100 metrów jak nigdy. Serio. Żałuję, że okien nie pomyłam tak z rozmachu. Zegarka nie ma. Nigdzie. Nikt nie widział. Nigdzie nie tyka.
Córkę jak podpytać o zegarek albo milczy, albo udaje, że zajęta, czasem odpowie: tata, papa. No, nic to. Rady nie było. Mąż zagrzebał w śmietniku... w upale 30 plus poczuł się wyróżniony. Efektu brak.

***

Proza wtorkowego poranka. Jakoś tak wyszło, że to dzień prania.
Wyciągam nagromadzone przez tydzień ciemne ubrania z kosza na pranie. Segreguję. Kibicują mi koty i Lilka. Na samym dnie leży.
Cichy, spokojny, bez uszczerbku na kopercie, ojcowski zegarek.
Uratowany! :D

wtorek, 22 lipca 2014

Jajko z niespodzianką Agnieszka Krakowiak-Kondracka


Julka jest śliczną i mądrą dziewczynką, ma defekt prawej dłoni - jej paluszki są zrośnięte ze sobą - co niejednokrotnie staje się problemem w kontaktach z rówieśnikami. A dzieci jak wiemy potrafią być okrutne. I każda matka dobrze o tym wie.

Ada podejmuje decyzję, że pośle swoją trzyletnią córkę do przedszkola. Można pomyśleć, że to nic wielkiego. Ale dla Ady to poważne wyzwanie finansowe. Jest jednak skłonna dla córki poświęcić wszystko, żeby dziewczynka czuła się dobrze i była akceptowana przez środowisko.

Zetknięcie z prywatnym przedszkolem otwiera głównej bohaterce okno na zupełnie nowy, nieznany ląd. Staje oko w oko z przepychem i snobizmem. Każde przyprowadzenie dziecka do przedszkola staje się dla niej okazją do spotkania ludzi, którzy żyją w zupełnie innym niż jej, przewartościowanym świecie. Ale czy na pewno?
Czy to co widzi jest prawdziwe, czy ukryte pod maskami uczucia i zwykłe, codzienne sprawy nie mają na nich wpływu?

W takich opowieściach życie lubi się komplikować i przewracać do góry nogami ;)
Ada wychowuje córkę sama, a jej ojciec David, właśnie teraz postanowi wrócić do ich życia. Co z tego wyniknie? I kim okaże się nowy, smutny szef Ady, Adam? A czy Ada i Tomasz...?
Miłość, przyjaźń... czy tylko przypadkowe spotkania?

Więcej Wam nie napiszę bo im więcej niewiadomych, tym ciekawsze zwroty akcji :)``

Książkę czyta się doskonale i szybko. Wbrew pozorom, to nie wakacyjny romans a książka obyczajowa. Pięknie wplatające się zdarzenia i przypadki decydują tutaj o kolejach losu bohaterów. Każdy z nich niesie ze sobą bagaż doświadczeń zwykłych ludzi.
Na lato - idealna :) Jest w niej nadzieja, miłość i... niespodzianki :)

Polecam do porannej herbaty i kawałka ciasta z porzeczkami!


Słowo o autorce: (klik)


Wydanie: I
Data premiery: kwiecień 2014
Liczba stron: 300
ISBN: 978-83-08-05340-9

środa, 16 lipca 2014

Literki dla córki


Zszywane ręcznie, głównie w nocy, kiedy jeszcze nie chciało mi się spać, a jednak powinnam już odpoczywać, bo nie wiadomo kiedy córka się obudzi. 

Szło opornie i mozolnie ale się udało.

Upolowane resztki zasłony za 5 zł w Leroy Merlin - mieli kiedyś taki kosz z resztkami, ostatnio jak byłam to szukałam, ale nie znalazłam. Szkoda.

Literki wiszą, można je poruszać paluszkiem i wywołują głośny śmiech :)

Literki dla córki


Zszywane ręcznie, głównie w nocy, kiedy jeszcze nie chciało mi się spać, a jednak powinnam już odpoczywać, bo nie wiadomo kiedy córka się obudzi. 

Szło opornie i mozolnie ale się udało.

Upolowane resztki zasłony za 5 zł w Leroy Merlin - mieli kiedyś taki kosz z resztkami, ostatnio jak byłam to szukałam, ale nie znalazłam. Szkoda.

Literki wiszą, można je poruszać paluszkiem i wywołują głośny śmiech :)
Post znajduje się również na moim drugim blogu: (po)tworzenie 

niedziela, 13 lipca 2014

My Hello day!

Pięć tygodni temu, ku mojemu zdziwieniu dostałam maila, że będę ambasadorką marki Hello Day!
Wszystko to dzięki Rekomendujto.pl
I pomyślałam sobie - jaaaaasne ;) przecież to niemożliwe :)


Parę dni później zadzwonił do mnie kurier i szczękę zbierałam z podłogi, jak paczkę otwarłam.
Hello Day całą gębą - 40 sztuk pyszności!


Testowaliśmy z mężem. Testowała rodzina. Testowali znajomi.
Szybko, mlecznie i zdrowo!
Wypełniałam raporty, polecałam produkt i czytałam sobie co i jak - na FB, i na Instagramie.


Bardzo żałuję, że ta smaczna przygoda dzisiaj się skończyła.
Ale mogę Wam napisać, że gdy traficie w sklepie na płatki albo owsiankę Hello Day - warto spróbować :)


Ambasadorami marki byli:
Bogumił Głuszkowski - ENERGY
Segritta - FOCUS
Piotr Łukasiak - FIT
Karolina Malinowska - GLAMOUR


Było pysznie, ciekawie i sympatycznie :)
Dziękuję i polecam!



wtorek, 8 lipca 2014

Boski kompas Squire Rushnell

"Jak chwile, gdy Bóg mruga, wyznaczają kierunek życia."

Są chwile, momenty i sytuacje, w których czujesz, że musisz COŚ zrobić. 
Skręcić w tą, a nie inną ulicę. 
Przejść szybciej na przejściu dla pieszych niż zazwyczaj, a może zostać w domu, bo COŚ czujesz. 
COŚ/KTOŚ mówi w twoim wnętrzu, że tak właśnie ma być i postąpiłeś słusznie. 
Być może wtedy, kiedy skręciłeś w inną ulicę, zobaczyłeś kogoś, komu pomogłeś; na przejściu dla pieszych minął Cię szaleniec z zawrotną prędkością, a Tobie nic się nie stało.
A kiedy zostałeś w domu, odebrałeś telefon, który zmienił Twoje dotychczasowe życie.

Przypadek, zrządzenie losu, Bóg tak chciał, albo sprzyjał Ci Wszechświat.

COŚ się stało. 
Przydarzyło. 
Boskie mrugnięciem okiem.

Według autora, Squire Rushnell na wszystko jest czas i miejsce. Trzeba tylko rozmawiać albo się modlić. Prosić. A będzie nam dane.

Ten światowy bestseller New York Timesa, nie da Ci recepty na to, jak skutecznie osiągnąć to, co chcesz u Boga wyprosić. Na to nie ma reguły, ale da nadzieję, że w najgorszej sytuacji życia - można odnaleźć dobrą jego stronę i nią podążyć. 
Ale musisz się zatrzymać. Posłuchać tego, co w Tobie, co w głębi i zaprogramować GPS na Boga, Nawigatora.

Steve Jobs – tak, właśnie, ten Steve, od tego „jabłka”, tego Apple'a, które jest znane na całym świecie.
On też podczas swojego życia natrafił na dołek, z którego dzięki przypadkom, mrugnięciom, odpowiedniemu nakierowaniu – wyszedł cało i stał się tym, kim był.

Albo Francis Collins, dyrektor Narodowych Instytutów Zdrowia w Stanach Zjednoczonych – naukowiec, który podziela pogląd, że Bóg i wszelkie nauki – dadzą się pogodzić i mogą współistnieć – on słucha swojego głosu sumienia, który kieruje jego życiem.

Sally i Jim, Carol Burnett, Irena Gut Opdyke, Dave Ramsey,Colton Burpo i inni, o nich jest ta książka, i o tym, jak dali się ponieść Nawigatorowi i jak toczy się ich życie.

To książka dla tych, którzy szukają - sensu życia, Boga, wiary, chcą przeczytać historię utkane przez los, splątane pajęczynami przypadków, albo siłą sprawczą Nawigatora.

***
Proste? Proste. Dla mnie za proste. Mam wątpliwości natury duchowej.

Książka dała mi do myślenia. I cieszę się, że ją przeczytałam. Ale to typowo amerykańskie postrzeganie świata, przepych optymizmu – nie daje mi spokoju, bo wiem, że w różnych momentach życia, nie da się aż tak optymistycznie patrzeć na świat, a to jest takie… polskie ;)

Niemniej jednak:

Bóg słyszy każdą modlitwę …
Jego odpowiedź brzmi… tak, nie lub nie teraz.


Autor: Squire Rushnell
Wydawnictwo:  illuminatio (klik) 

niedziela, 6 lipca 2014

Lubię być sentymentalna

Pomiędzy czasoprzestrzenią mojego wielkiego domu, w którym nawet pająki czują się samotne, nie wspominając o ludziach, a ściśle ustawionymi uliczkami mojego miasta, ciągle szukam siebie.

Pomiędzy nieskończonym prasowaniem, obiadem rozciągniętym w czasie, podczas wycierania jej nosa, podlewania szklarni w której rosną pomidory, rodzą się myśli i słowa.

Nie potrafię tak pięknie malować jakbym chciała. Ani kredkami, ani pastelami, chociaż wiem jak wygląda kolor ochra i siena palona. Wiem za to, że nie z czasownikami piszę się osobno, z podstawówki.

Mam notatnik, taki z zeszłoroczną datą na okładce. Ale nie jest pusty, obiecałam sobie, że go zapisze od początku do końca. Zapisuję: jedno zdanie, które napadło mnie nagle i zostało. Listę zakupów, że koniecznie pieluchy, że muszę napisać o tym dlaczego tutaj mieszkam i jeszcze kupić zielony groszek i wstawić zdjęcie, które zrobiłam na bloga, czasem tam jeszcze piszę wiersze. Bardzo krótkie.

Piszę tak, żeby można było poczuć jak jest w rzeczywistości. A, że dzisiaj skwar, a innym razem buty przemokły i ślimaków pełna ścieżka była. Że czasem człowiek zły jest na cały świat, innym razem dobry.
Opowiadać prawdziwie i z sensem. Zapamiętać zapachy, smaki i czas.

Ostatnio lubię być sentymentalna. Bo odkryłam mnóstwo historii, które zapomniane umrą jak ich właściciele na wyblakłych zdjęciach. A ja chcę o tym pisać. Prosto. Bez zbędnych emocji. I jak mi się tego dzisiaj nie chce zrobić, to się nie zmuszać. Bo to ma być przyjemność obopólna. Dla mnie i dla Ciebie.

Lubię być autentyczna. Taka jak na co dzień. Tylko w domu czasem do 12 chodzę nieuczesana, bo mam szereg zajęć i jeszcze najdroższe dziecko i jeszcze inne zajęcia. Taki zawód - kobieta, matka, żona. Blogerka. A tekst musi być uczesany.

Ekshibicjonizm uprawiam w Internecie. Ekshibicjonizm moich myśli, które poplątane nie dają mi w nocy spać i myślę o tym, i o owym. O wesołych i czasem smutnych rzeczach.
A dzisiaj myślałam o Wszechświecie.


zBLOGowani.pl

piątek, 4 lipca 2014