.post blockquote { font-size: 20px; margin-bottom: 20px; line-height: 1.65em; font-weight: 300; padding: 20px 20px 20px 50px; color: #fff; font-family:Georgia; background: #77818d url(http://1.bp.blogspot.com/-rF0Te6xJ--8/VavkUYXc64I/AAAAAAAAHCI/SyxWvM2NYa4/s1600/cytat-4a.png) no-repeat 20px 0px; text-align:center; }

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Dzień mojego Taty

Tylu ojców już widziałam.
Każdy inny. Jak w kalejdoskopie.
Jedni są cudowni, drudzy wręcz przeciwnie.
Jedni nigdy nie dorosną do tego, żeby spełniać ojcowskie obowiązki, inni są do tego stworzeni.

Mój tata jest fajny.
Fajny i już.
I bardzo go kocham.
Chociaż przez większość mojego życia był raczej daleko.
Choroba. Szpitale i krótkie powroty do domu.
W domu dużo spał. Ja się bawiłam, czytałam, odrabiałam lekcje. On spał. Albo chorował. Ale był i jest.

Nienawidziłam matematyki.
Tato mi ją tłumaczył i nie rozumiał, że nie rozumiem.
Ciężko było z fizyką i z chemią też. Za dużo zadawałam pytań: "a dlaczego?", nie mogąc pewnych rzeczy wziąć za pewnik.

Pamiętam jak robiliśmy kiedyś szopkę na konkurs.
Do późnej nocy ja, mama i tata lepiliśmy figurki z plasteliny i ubieraliśmy je w ubrania ze szmatek, tata piłował i składał drewnianą szopkę. Jaka ja byłam z niej dumna!
Konkursu nie wygrałam, ale była wystawa. I mnie tą szopkę z wystawy ktoś ukradł. Wszedł powiedział, że to jego i zwyczajnie wyniósł ze szkoły. Płakałam bardzo. Rozczarowanie (nie pierwszy raz) szkołą i nieodpowiedzialnością dorosłych było ogromne. A tata mnie pocieszał jak tylko umiał.

Tata trzepnął mnie w tyłek tylko raz w moim życiu.
Ale ja ten raz pamiętam do dzisiaj, chociaż byłam bardzo mała.
U babci w górach jest piec. I wszyscy mi cierpliwie tłumaczyli, że go dotykać nie wolno bo się oparzę.
I nie dotykałam. Aż pewnego razu, jakoś się tak zdarzyło, że w piecu napalone, gorący a ja rękę do niego wyciągnęłam. I łup w tyłek. Nie wiem co było większym szokiem, to że drzwiczki były gorące, czy to, że TATA w taki sposób zwrócił mi uwagę. I to był jego pierwszy i ostatni raz, od tego czasu, to mama była tą, która zwracała mi uwagę, jak robiłam coś złego. A tatą niejednokrotnie, zwracając się do niej po imieniu prosił, żeby powiedziała mi, że jestem niegrzeczna ;)

I jeszcze jest rzecz, której nie pamiętam, ale do taty jako mała dziewczynka mówiłam "mamo" ;) Lila do mnie teraz mówi "tato". Wymieniłyśmy się wyśmienicie ;)

I jeszcze pamiętam poranki w górach, kiedy rano w kuchni tato goli się przed starym lustrem powieszonym na ścianie, albo jak kładł je sobie na kolanach i opierał o stół. Jak ruszał pędzlem po mydle i w kuchni charakterystycznie pachniało. A potem szkrob, szkrob po brodzie i golił zarost.

I jak tak teraz piszę, to mnóstwo jeszcze innych sytuacji mi się przypomina.
I fajnie, naprawdę fajnie, że mam takiego tatę!


5 komentarzy:

  1. Ewidentnie lacza was piekne stosunki czego zazdroszcze, bo ja takich wspomnien wzruszajacych nie mam....

    OdpowiedzUsuń
  2. To masz piękne wspomnienia, ja pamiętam jak tata nas woził na kocu żeby wyfloterować podłogę i chodził z nami na sanki, poza tym był dość ostry w wychowaniu...

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż mi się łezka w oku zakręciła, a myśli natychmiast powędrowały do mojego tatuśka <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepięknie opisałaś to niepowtarzalne uczucie... miłość córki do ojca jest jedyna w swoim rodzaju.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tutaj ze mną jesteś :)