czwartek, 26 czerwca 2014

Drugi dzień Taty Lili

Mój mąż bał się być tatą.
I czasem myślę, że się dalej boi.
Ciężki bagaż doświadczeń przemawia za tym strachem i dlatego jeszcze trudniej go zrzucić.
Pewne obawy nosimy w sobie przecież całe życie.

Kiedy mąż wziął w ramiona dziecko. Lilkę. To poczuł absolutną miłość.
Miłość ogromną. Miłość, która wzięła się nie wiadomo skąd.
Trzasnęła jak z bicza. Spłynęła na oszołomionego, nowego ojca.

Stało się.

Zakochał się.
Na amen.
Na zawsze.

***

Jak on na nią pięknie patrzy.
Z jakim zachwytem się przyglądają sobie wzajemnie.

Codziennie rano nawołuje go "tata!".
Czasem "tato tu!".
Roztkliwia nas kiedy powie cienkim głosikiem "tatoj..." (jak domyślamy się i wynika z kontekstu - tatuś...).

***

Razem sobie poznają świat.
Zadumają się nad mrówką.
Przegonią kota głośnym "psssik!"
Śmieją się jak wariaci bo jest wesoło.

Ot, taka miłość.
Ojcowska.





8 komentarzy:

  1. Chyba każdy mężczyzna troszeczkę boi się tego ojcostwa, w końcu to wtedy właśnie biorą na siebie największą odpowiedzialność...
    Ale najważniejsze jest to, że jednak nasi mężczyźni potrafią się w tej nowej sytuacji odnaleźć... zakochują się! Zakochują się miłością bezwarunkową... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aww jak uroczoo :))
    Mój M. też się bał, najpierw chciał, a jak już dowiedział się że będzie tatą ( co było planowane ! ) to spanikował ! Faceci ;)) Ja to i tak mam wrażenie że on ciągle potrzebuje dorosnąć a jest starszy ode mnie ;)

    OdpowiedzUsuń