.post blockquote { font-size: 20px; margin-bottom: 20px; line-height: 1.65em; font-weight: 300; padding: 20px 20px 20px 50px; color: #fff; font-family:Georgia; background: #77818d url(http://1.bp.blogspot.com/-rF0Te6xJ--8/VavkUYXc64I/AAAAAAAAHCI/SyxWvM2NYa4/s1600/cytat-4a.png) no-repeat 20px 0px; text-align:center; }

czwartek, 26 czerwca 2014

Drugi dzień Taty Lili

Mój mąż bał się być tatą.
I czasem myślę, że się dalej boi.
Ciężki bagaż doświadczeń przemawia za tym strachem i dlatego jeszcze trudniej go zrzucić.
Pewne obawy nosimy w sobie przecież całe życie.

Kiedy mąż wziął w ramiona dziecko. Lilkę. To poczuł absolutną miłość.
Miłość ogromną. Miłość, która wzięła się nie wiadomo skąd.
Trzasnęła jak z bicza. Spłynęła na oszołomionego, nowego ojca.

Stało się.

Zakochał się.
Na amen.
Na zawsze.

***

Jak on na nią pięknie patrzy.
Z jakim zachwytem się przyglądają sobie wzajemnie.

Codziennie rano nawołuje go "tata!".
Czasem "tato tu!".
Roztkliwia nas kiedy powie cienkim głosikiem "tatoj..." (jak domyślamy się i wynika z kontekstu - tatuś...).

***

Razem sobie poznają świat.
Zadumają się nad mrówką.
Przegonią kota głośnym "psssik!"
Śmieją się jak wariaci bo jest wesoło.

Ot, taka miłość.
Ojcowska.





poniedziałek, 23 czerwca 2014

Dzień mojego Taty

Tylu ojców już widziałam.
Każdy inny. Jak w kalejdoskopie.
Jedni są cudowni, drudzy wręcz przeciwnie.
Jedni nigdy nie dorosną do tego, żeby spełniać ojcowskie obowiązki, inni są do tego stworzeni.

Mój tata jest fajny.
Fajny i już.
I bardzo go kocham.
Chociaż przez większość mojego życia był raczej daleko.
Choroba. Szpitale i krótkie powroty do domu.
W domu dużo spał. Ja się bawiłam, czytałam, odrabiałam lekcje. On spał. Albo chorował. Ale był i jest.

Nienawidziłam matematyki.
Tato mi ją tłumaczył i nie rozumiał, że nie rozumiem.
Ciężko było z fizyką i z chemią też. Za dużo zadawałam pytań: "a dlaczego?", nie mogąc pewnych rzeczy wziąć za pewnik.

Pamiętam jak robiliśmy kiedyś szopkę na konkurs.
Do późnej nocy ja, mama i tata lepiliśmy figurki z plasteliny i ubieraliśmy je w ubrania ze szmatek, tata piłował i składał drewnianą szopkę. Jaka ja byłam z niej dumna!
Konkursu nie wygrałam, ale była wystawa. I mnie tą szopkę z wystawy ktoś ukradł. Wszedł powiedział, że to jego i zwyczajnie wyniósł ze szkoły. Płakałam bardzo. Rozczarowanie (nie pierwszy raz) szkołą i nieodpowiedzialnością dorosłych było ogromne. A tata mnie pocieszał jak tylko umiał.

Tata trzepnął mnie w tyłek tylko raz w moim życiu.
Ale ja ten raz pamiętam do dzisiaj, chociaż byłam bardzo mała.
U babci w górach jest piec. I wszyscy mi cierpliwie tłumaczyli, że go dotykać nie wolno bo się oparzę.
I nie dotykałam. Aż pewnego razu, jakoś się tak zdarzyło, że w piecu napalone, gorący a ja rękę do niego wyciągnęłam. I łup w tyłek. Nie wiem co było większym szokiem, to że drzwiczki były gorące, czy to, że TATA w taki sposób zwrócił mi uwagę. I to był jego pierwszy i ostatni raz, od tego czasu, to mama była tą, która zwracała mi uwagę, jak robiłam coś złego. A tatą niejednokrotnie, zwracając się do niej po imieniu prosił, żeby powiedziała mi, że jestem niegrzeczna ;)

I jeszcze jest rzecz, której nie pamiętam, ale do taty jako mała dziewczynka mówiłam "mamo" ;) Lila do mnie teraz mówi "tato". Wymieniłyśmy się wyśmienicie ;)

I jeszcze pamiętam poranki w górach, kiedy rano w kuchni tato goli się przed starym lustrem powieszonym na ścianie, albo jak kładł je sobie na kolanach i opierał o stół. Jak ruszał pędzlem po mydle i w kuchni charakterystycznie pachniało. A potem szkrob, szkrob po brodzie i golił zarost.

I jak tak teraz piszę, to mnóstwo jeszcze innych sytuacji mi się przypomina.
I fajnie, naprawdę fajnie, że mam takiego tatę!


poniedziałek, 16 czerwca 2014

Żeby nigdy nie było zbyt późno...

Zaczęło się niewinnie i byle jak.
Ot, coś tam bolało, coś dziwnie w środku trzeszczało.

Nie było czasu na badania.
Na dbanie.
Na wizytę u lekarza.

A on to wykorzystał.
Przez lata narastał i stał się jej częścią.

I milczał.

Ale kiedy zaczął krzyczeć, że jestem tutaj! Jestem i już Cię nie opuszczę!
Guz.
10cm.
Rak.
I przerzuty.

To już było za długo.
Nie chwila, nie tygodnie i miesiące, ale o parę lat za późno.
Jeden, drugi i trzeci szpital.
I operacja, która nic nie dała.
Ale lekarze zapewniali, że przecież można leczyć.
I wypis. I tylko trzy dni w domu.
I żałoba.

Nie zdążyła zobaczyć jak syn kończy studia. Nie zdążyła powiedzieć co ją cieszyło. I jak chciała dalej żyć. Nie zdążyła powiedzieć przyjaciółce tylu ważnych rzeczy. I nie powiedziała znów synowi, że go kocha. Powie przecież kiedy indziej. Nie było jej na jego ślubie. I nie doczekała wnuczki.


Bardzo prawdopodobne, że gdyby raz w roku znalazła chwilę na wizytę u ginekologa, na regularne badania to jej życie potoczyło by się inaczej.
I nic to, że kampanie, że w gabinetach lekarskich wiszą plakaty i badania co parę lat za darmo.
Strach i wstyd iść do lekarza, żeby ginekolog obejrzał, zrobił cytologię. Pielęgniarka rutynowo pobrała krew.

Środek Europy i 2014 rok.

Nadal są dziewczyny, kobiety, narzeczone, matki i żony, które trafią do szpitala i będzie znów "za późno".
I zostaną same małe i duże dzieci, samotni mężowie, samotne rodziny.

Może też dawno nie byłaś u lekarza. Może nigdy się nie badałaś.

Przemyśl to.
Żeby nie było za późno.
Jak dla mamy mojego męża, która odeszła 5 lat temu bo o niej była ta historia.

niedziela, 15 czerwca 2014

Przystanek śniadanie

Poszliśmy w zeszłą niedzielę po raz pierwszy i spodobało się nam :)

Inicjatywa fantastyczna, żeby tak pod chmurką z rana coś zjeść, albo pobawić się z dziećmi, albo kupić zioła i warzywa. Albo kto tam jeszcze przybędzie cuda pokazać, bo co tydzień bywa różnie.
Przelotem widziałyśmy się też z Dziewczynami z Bokehworld
Przystanek śniadanie
FB




A dziś mieliśmy nie iść... ale jak wracaliśmy już zdrowo po 13 o domu, to przejechaliśmy obok spodka a tam śniadanie nadal trwało... więc wpadliśmy na 10 minut bo nam trochę już się chciało do domu...

  Niecierpliwa Lili czeka z tatą na zapieksy... znaczy się... oni spacerują, mama czeka ;)

 Pyszna NIEMKA ;)

smaczny kawałek zapieksy;)

piątek, 13 czerwca 2014

bloSilesia - czyli byłam po raz pierwszy ;)

Jak tylko przeczytałam na FB, że jest spotkanie bloSilesia zapisałam się na spotkanie i powiedziałam mężowi, że w TEN dzień ma być w domu i już. Największy problem był z "i już" ale zdążył ;)

Jeśli ktoś poszukuje inspiracji jak skutecznie blogować (ha! a co to znaczy? - dla każdego coś innego!) to, to spotkanie było dla niego :)


bloSilesia - Blogerzy! Cel! Pal!... Porozmawiajmy o skutecznym osiąganiu celów.
Cztery blogi i cztery historie:
 
Michał Maj Życie jest piękne
Michał opowiadał jak spełniają się marzenia. Jest przykładem tego, że się da - jak się tylko mocno wierzy i się chce!

Jan Favre z Stay fly 
Komentarze na blogu mają moc! Moc sprawczą - do dyskusji. Bo czymże byłby blog, bez komentujących? No, sami sobie odpowiedzcie.

Konrad Kruczkowski Halo Ziemia 
W blogowaniu jesteśmy ważni my. Ludzie.  Z krwi i kości. Nienadęci. Zarozumiali. Ale autentyczni.

Patrycja Koczwara    kokopelia
Sorry chłopaki, Wasze prelekcje były super. Ale Patrycja... ona ma siłę :) I jest przykładem na to, że można poradzić sobie w każdych warunkach wykorzystując niesamowite przypadki w życiu.
Patrycja tak mnie urzekła, tak zmobilizowała do działania, że znów wzięłam się za siebie i musiałam pomyśleć i przemyśleć parę spraw (ostatni post).

Gdybyście chcieli dołączyć do grona blogerów bloSilesia możecie to zrobić na FB tutaj.
Zdjęcia z wydarzenia do obejrzenia w galerii
A strona Organizatorów tutaj


Wiedziałam, że spotkam się na miejscu z Szymonem autorem blogów: Pióro i siekiera oraz Michał zapisuje.
Była też Judyta z Mama Silesia i Madzia z Bokehworld. Miło się rozmawiało ale popełniłam gafę ogromną, bo nie przedstawiłam się Beacie z Tam jedziemy ( Beata , przeeeepraszam!!! ale rozmawiałyśmy wszystkie cztery tak, jakbyśmy się znały od dawna...).

Jeszcze raz wielkie dzięki i możliwe, że do zobaczenia znów :)




środa, 11 czerwca 2014

Czasem się należy taki czas

Czasem potrzebny jest czas, żeby posiedzieć, pomyśleć i pobyć samemu z sobą.

Miałam właśnie taki czas.

Wyczyszczenie głowy ze zbędnych myśli.

Przemyślenie codzienności.

Swoiste SPA dla mózgu.

Herbata wypita w spokoju.

Zjedzony kawałek ciasta.

Przeczytana minimum jedna strona książki.

Podlane kwiaty.

Posprzątany dom.

I tylko prasowanie zalega po kątach.

Szycie, filcowanie i szydełko - przygotowane.

Nowe siły mam :)


I jesteśmy na Instagramie :)
Zapraszamy do nas :)



poniedziałek, 2 czerwca 2014

Dziecko dzień po dniu (100 złotych zasad francuskiego wychowania) Pamela Druckerman

Dziecko dzien po dniu - 100 zasad francuskiego wychowania.

Do tej pory przeczytałam w swoim życiu parę poradników.

Jak byłam w ciąży to nawet 2. Oba dotyczyły pielęgnacji dzieci do 1 roku życia i chorób. I prawie zero o wychowaniu berbecia.

Teraz dzięki BlogiMam.pl mam książkę - perełkę.

Taką, którą możesz przeczytać na wiele sposobów: w dwa wieczory, kiedy położysz już dziecko.
Ba, możesz nawet w jedną noc, jeśli nie lubisz spać ;)
Możesz czytać przez 100 dni, bo tyle jest w niej rad. Jedna rada na jeden dzień.
Możesz też zaszaleć i czytać po jednym rozdziale, to akurat wypada przez 10 dni.
I ważna rzecz, książka mieści się do torebki, co ma znaczenie, bo moja torba jest wypchana rzeczami Lili...

Czytać możesz w kuchni, w pokoju, karmiąc dziecko. O, nawet możesz w łazience, chociaż nie wiem, co na to powiedzieliby francuscy rodzice...

Nie ważne jak i gdzie przeczytasz. Ważne, że znajdziesz tutaj rady na większość rodzicielskich bolączek. Od początku ciąży do... do końca ;)
Jak układać spać, żeby dziecko spało. Jak rozbudzać w dziecku miłość do jedzenia, ale żeby nie przesadzić. Jak wychowywać mądrze. Jak nawiązywać dobre relacje dziecka z otoczeniem. I jak mieć czas dla siebie i partnera/męża.
Dużo cennych rad. Krótko i treściwie na każdy temat - co ma znaczenie w przypadku gdy po moim domu szlaje tajfun o imieniu Lilianna.
 Wszystko napisane łatwym i prostym językiem, bez owijana w bawełnę na przykład moje ulubione: "Kolacja to nie akcja przetrzymywania zakładników."

Dziecko dzień po dniu uczy cierpliwości i konsekwencji w pierwszej kolejności rodziców, którzy te cechy powinny wpajać dzieciom.
Autorka nie daje gotowego przepisu jak wychowywać, nie ma na to żadnego idealnego schematu. To zbiór rad, które przekazali rodzice, dziadkowie, wychowawcy dzieci. Od Ciebie zależy czy i jakie wybierzesz i wprowadzisz w życie.



Pamela Druckerman jest Amerykanką mieszkającą w Paryżu
Jestem Polką z Katowic.
Ty możesz być z Kielc, albo z Koziej Wólki.
I nic nie stoi nam na przeszkodzie, żeby po ulicach naszych miast i wsi chodzić z głową uniesioną wysoko.
Z konsekwencją i cierpliwością, dziecko trzymając za rączkę albo pchając wózek iść i być spokojną jak francuski rodzic ze swoją grzeczną pociechą pod Wieżą Eiffla :)

Książka dostępna w Wydawnictwie Literackim