.post blockquote { font-size: 20px; margin-bottom: 20px; line-height: 1.65em; font-weight: 300; padding: 20px 20px 20px 50px; color: #fff; font-family:Georgia; background: #77818d url(http://1.bp.blogspot.com/-rF0Te6xJ--8/VavkUYXc64I/AAAAAAAAHCI/SyxWvM2NYa4/s1600/cytat-4a.png) no-repeat 20px 0px; text-align:center; }

czwartek, 27 lutego 2014

Od początku cz. 1

Dzisiaj miałam napisać jak to było na początku. Z Lilą.
Darujemy sobie opisy biologiczne, jak i dlaczegoż.
Każdy wie, że dzieci nie przynosi bocian, tylko matki znajdują je w kapuście.

To był piękny i mglisty dzień. Przez mgłę przepychał się rzęsisty, sierpniowy deszcz. Wymarzona pogoda na grilla, który odbywał się za sąsiedzkim płotem. Weszliśmy jednak jak ludzie - furtką - odnajdując drogę we mgle...

Sąsiad dysponuje grillem wersji de lux. Nie straszna mu (grillowi, nie sąsiadowi) mgła, deszcz czy wiatr. Zamykany, czarny, połyskujący. Elegancki na trzech nogach. Stoi i moknie. W środku - w paszczy - sąsiad zamknął kaszankę, popularnie nazywaną krupniokiem, kiełbasę i karczek.

Zapach i dym zagęszczają mgłę. Przechodnie nam zazdroszczą. Sąsiedzi ślinią się w oknach. Dym drażni nozdrza. Jesteśmy wściekle głodni. Zamknięci w salonie, bo już nie pada, lecz leje. Z nosami przy dziurce od klucza wyczekujemy na finał imprezy.

Kiedy na stół wjeżdżają upragnione wiktuały, jako, że nikt nic nie jadł wszyscy rzucają się na nie. Kiełbasy, karczki i kaszanka wydają ostatnie tchnienia pod naporem noży i widelców...
Uczta trwa...

Nałożyłam sobie kaszankę. Taka ładna. Taka ciepła. Taka pyszna.
Z całego serca mówię gospodarzowi, że w życiu takiej nie jadłam i to chyba najlepsza jaka mogła być tutaj, szczęście że leżała akurat na moim talerzu. Mąż się dziwnie krztusi, kiedy powtarzam to drugi i trzeci raz i nakładam sobie następną.  Uszy mi się trzęsą kiedy jem i znów zachwalam pod niebiosa.

MATKO JEDYNA JAK JA NIENAWIDZĘ KASZANKI! Przypomniało mi się w domu.
Zastanawiam się, dlaczego tak mi smakowała i mówię, że chyba będziemy mieli dziecko.
Śmiejemy się oboje.

Dwa dni później poziom HCG jest tak wysoki, że możemy rodzicom powiedzieć, że zostaną dziadkami. A sąsiad od kaszanki zostanie wujkiem.

6 komentarzy:

  1. Ależ się uśmiecham od ucha do ucha :)
    8lat temu, co wieczór dzwonię z pracy do Marcina, żeby kupił colę, jak będzie po mnie jechał. Za każdym razem dziwi się tak samo- colę? Ty chcesz colę?
    Tak ja, która raz, że jej nie lubię, a dwa- przecież jest niezdrowa :) W końcu Marcin mówi, że jestem w ciąży. No tak, na pewno- ironizuję sobie. Druga kreska na teście bije tak po oczach, że nie ma wątpliwości :)

    Ps. Kaszankę z grilla uwielbiam :) Moja koleżanka też ma takiego grilla de lux :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maaarta,
      cola to była numerem 1 przez całą ciążę. Jak chciało mi się pić to pierwsza myśl-cola. Ale dawałam sobie jednak na wstrzymanie ;)
      A ja kaszanki nie cierpię :) i to była jednorazowa akcja :D

      Usuń
    2. O tak, Cola była the best w ciąży! Kaszanka również ;))
      do zobaczenia 30.03 ;))

      Usuń
  2. Usmialam się tą wasza smakowita kaszanka :)
    Historia warta początku książki .....

    Ja pamiętam krówki ... ależ miałam na nie smaka .... przeszłam kilka sklepów aż je kupiłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Historię jeszcze dopiszę :)

      Krówki uwielbiam i bez ciąży :)

      Usuń

Cieszę się, że tutaj ze mną jesteś :)