.post blockquote { font-size: 20px; margin-bottom: 20px; line-height: 1.65em; font-weight: 300; padding: 20px 20px 20px 50px; color: #fff; font-family:Georgia; background: #77818d url(http://1.bp.blogspot.com/-rF0Te6xJ--8/VavkUYXc64I/AAAAAAAAHCI/SyxWvM2NYa4/s1600/cytat-4a.png) no-repeat 20px 0px; text-align:center; }

czwartek, 21 stycznia 2016

O dziadkach.

To tekst, który napisałam dwa lata temu.
O moich dziadkach.
Najprawdziwsze i jedyne słowa, które nie straciły na aktualności.
Tekst, przy którym płakałam jak pisałam, czytałam i wzruszam się dzisiaj.
Nie umiem niczego o nich innego napisać.
Przypominam go Wam dzisiaj.

***


Jest takie mieszkanie, na czwartym piętrze. Bez windy.
Gdzie słońce wschodzi w kuchni, a zachodzi w sypialni.
Gdzie na śniadanie podaje się kawę "Anatol" w ciemnej szklance. I chociaż zawsze, bez wyjątku w lodówce jest szynka, biały ser i dżem to wszyscy chcą żółtego sera "z mleczarni na rogu".
Jest miejsce takie, do którego chce się wracać, nie ważne ile ma się lat i czy jest się dzieckiem, córką, synem, czy wnukiem czy wnuczką.

Tam stoi stół. Taki z dwiema szufladami. Przez babcię znów malowany na biało. Z wytartą ceratą. I wszyscy, którzy przychodzą do dziadków siadają przy tym stole. Najlepiej po lewej stronie. Nie wiem dlaczego, wszyscy lubią to miejsce. W kuchni jest ciepło, a na piecu jest zawsze obiad. Nawet jak wpadasz znienacka, to coś się dla ciebie znajdzie. Coś pysznego. Albo zupa, albo drugie, czasem w rondelku, coś zostało "z wczoraj". Chociaż babcia od lat piecze nam w święta różne placki, które "nie wyszły jak trzeba", które znikają od razu i jak to mówimy "że śmierdziały malizną, takie niedobre!". Jest pyszne. Nikt tak nie gotuje żuru. Nikt tak nie przyprawia mięsa. Nawet mama (przepraszam Cię mamo!, bo wiem, że to czytasz). Tam nawet herbata ma taki sam smak - codziennie. Z cytryną i dużo cukru.

Babcia lubi kawę. Moje dzieciństwo to zapach kawy mielonej w młynku. Czasem takim drewnianym z rączką, czasem w pomarańczowym, elektrycznym. Pachniało tak samo.
Kawa z cukrem. Dwie łyżeczki. Czasem mi babcia dawała troszkę na spróbowanie, jak oglądałyśmy "Domowe przedszkole". Potem, jak dziadek już nie pracował na kopalni, tylko był na emeryturze szliśmy na spacer. Albo na zakupy, na targ. Albo w różnych wariantach rozchodziliśmy się po Ligocie. Ja z dziadkiem, albo z babcią. Wszystko jedno byle z nimi. Babcia jest zawsze. Nie wiem nawet jak mam to opisać. Jest i jest dobrze. Przytuli gdy jest źle, przytuli bez okazji. Czasem milczy, czasem słucha, poradzi. Babcia zawsze się krząta, musi coś robić. Obiad, pranie, kolacja. I zakupy. Nie wiem dlaczego, ale zawsze babcia ma w ręce siatkę. Na portfel, na klucze, na zakupy.
Wieczorem zawsze się modli różaniec. Jak jestem u niej to klęczymy razem, z czasem, siedzi na krześle przeważnie w ciemności. I szepcze. Za całą rodzinę. I wszystkich umarłych.

Pościel pachnie krochmalem. Dopóki jestem sama, nie ma kuzynostwa, sypiam tam przeważnie z babcią na wersalce. Sny są zawsze pogodne, śpi się dobrze. Z czasem, kiedy dzieci przybywa i jest nas więcej, babcia "z każdym przesypia kawałek nocki", żeby było sprawiedliwie dla każdego. Wszyscy lubią spać u babci i dziadziusia. Lubią tu być nie tylko w weekendy, ale i w tygodniu. W ferie, wakacje. Tutaj, nie gdzieś indziej.
Jest nas sześcioro. Jestem najstarsza. A potem reszta: trzy dziewczyny i dwóch chłopców.
Zawsze dziadkowie traktują nas równo. Nie wiem, jak im się to udaje. Do dzisiaj, żadne z nas nie może powiedzieć, że kochają kogoś mocniej. Równo i koniec i tak ma być i tak jest ze wszystkim.

Pamiętam dziadziusia zdrowego. I bez laski. I prosto trzymającego głowę. Jesienią i zimą chodził w kapeluszu. Latem w czapeczce z daszkiem. Babcia go zawsze ochrzaniała za ten kapelusz, że jak kupił nowy to zawsze trochę przyciasny. Ale on chyba tak lubił. Zimą rumiany jak jabłko. Latem opalony, ciemny z brązowymi oczami. Uśmiechnięty. Zapracowany. Górnik. Kiedyś "dołowy", po wypadku pracował na placu drzewnym. Opowiadał mi kiedyś jak zaczął pracować na kopalni. Był w wojsku i zaproponowali "pracę na dolę", zamiast służby. Zgodził się. Poszedł. Pierwszy zjazd. Ciemnio, drogę rozjaśnia tylko maleńkie światełko. Gorąco jak w lecie. Ciężka praca. Upał. Nie da się wytrzymać. Kiedy mi to opowiadał, latem jak wracaliśmy ze sklepu czy ze spaceru uśmiechał się i mówi, że tak tam było jak ten upał dzisiaj w południe. Człowiek się przyzwyczaił. Obiecałam sobie wtedy, że nie będę uskarżać się na ciepłe lato.
A potem przyszła choroba. Stopniowo. Czasem ze skokami. Do tego lata już nie te. Ot, starość, która się Bogu nie za bardzo, nie dla wszystkich udała. Teraz babcia tak jak kiedyś swoimi dziećmi i nami, opiekuje się dziadkiem. Czasem narzeka, płacze. Kocha.

...

Przyjechaliśmy do dziadków. Lilka ma tydzień. Zrobiliśmy im niespodziankę, bo byliśmy u lekarza, niedaleko. Wchodzę. Panna w foteliku. Babcia nachyla się nad nią. Zachwyca. Dotyka. Oczy jej wilgotnieją. "Wiesz dziadziuś - mówi do niego dziarsko, a on siedzi, który już nie wszystko wie, nie wszystko rozumie i poznaje tylko ją - doczekaliśmy się prawnusi, to możemy umierać...!" I jak gdyby nigdy nic dalej zajmuje się podziwianiem Lilki.

Oj, babciu - myślę sobie, nie możecie, bo kto jej pokaże tyle, co wy, nam?"

...

Pisząc te słowa uświadamiam sobie, że jest wiele wspomnień z nimi związanych. Niektóre sytuacje, jak krótkie filmy migają mi przed oczami. Nic ich nie zatrze. Ale chyba trzeba spisać. Dla siebie, może dla mojego kuzynostwa, może dla Lili.
Mam najukochańszych dziadków. I życzę mojej córce tego samego.
Wspaniałych wspomnień z moimi rodzicami.


18 komentarzy:

  1. Cudne masz wspomnienia z dziadkami,też mam podobne.Spacery z dziadkiem na działkę,rosołek zrobiony przez babcię-pierwsza klasa...Choćbym sie bardzo starała,nigdy mi taki nie wyjdzie.Nie wiem co to za czary:)

    OdpowiedzUsuń
  2. oj.... kochana, cóż....popłakałam się.... Tak pięknie napisałaś o babci i dziadku, że się wzruszyłam. Też miałam takich kochanych dziadków i nigdy ich nie zapomnę. Choć mieszkamy w innej części Polski, było u nas bardzo podobnie. Babcia zawsze w pełnej gotowości - na kuchni zawsze coś się pichciło, a dziadek palił w piecu, rzeźbił, rysował, wiersze pisał. Cudowni byli...

    OdpowiedzUsuń
  3. aż słów mi brak! Tak pięknie to napisałaś i piękne wspomnienia masz :) Tacy Dziadkowie to skarb wielki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie ubrałaś w słowa te wszystkie uczucia, wspomnienia...
    Mi już tylko wspomnienia zostały, nowych już nie będzie.
    Ale te, które mam, są równie piękne co Twoje.
    Zdrówka dla Babci i Dziadka!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie to wszystko napisałaś, aż łezka kręci się w oku!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie napisane:) Wspaniali dziadkowie:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ooo tak, ser żółty musi być! A o rumianych policzkach Dziadka wspomina nawet pani z ligockiej cukierni :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie zebrałaś te wszystkie myśli i uczucia, które chyba całej naszej szóstce kojarzą się z tym "mieszkaniem na czwartym piętrze, bez windy". Mamy wspaniałych Dziadków! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo się wzruszyłam czytając ten post. Moja babcia odeszła rok temu i bardzo mi jej brakuje.
    Była dla mnie najważniejsza.
    Pięknie tu u was :*

    jak masz ochotę możesz mnie odwiedzić ;-)
    dolinamaminkow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. moja babcia też mieszkała na 4 piętrze w bloku bez windy....

    OdpowiedzUsuń
  11. oj 'oczy mi się spociły'... ;) Ser żółty, najsmaczniejsza kawa zbożowa i herbata... I jeszcze słonika dla sikorek, i pomarańczowe fotele! I koniecznie spacer na dworzec, oglądać pociągi :) Tyle wspomnień i każde jest takie ciepłe... Aż teraz czuję ten jedyny w swoim rodzaju zapach Babcinej kawy i to ciepło słońca ze spacerów z Dziadkiem. Kawa niby wszędzie taka sama i jedno Słońce, ale jednak zupełnie inne.
    Wspaniale to napisałaś. I nawet nie myślałam, że dziś ten wpis będzie mi tak potrzebny. Wyobrażam sobie Babcię, czytającą Dziadkowi ten tekst...

    OdpowiedzUsuń
  12. Wspaniały wpis ! łzy mam w oczach, a to chyba dlatego że moje wspomnienia są równie pięknie. Pamiętam jak kiedyś odkryłam, że nie wszyscy mają takie babcie, dla mnie to nie pojete. Dlatego cieszmy się że takie je mamy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. I mi napłynęły łzy do oczu...
    Również miałam to szczęście doświadczyć wspaniałego Dziadzia i Babci. Milion wspomnień. I też myśl- by w końcu spisać.
    Oni oboje najbliżsci mojemu sercu. Czasami nawet bliżsi niż rodzice. Tyle wszystkiego od nich dostałam.

    Kurcze, dziś znowu pójdę spać zapłakana... ciągle boli:(

    OdpowiedzUsuń
  14. Piękny wpis. Naprawdę. Jak dobrze przeczytać czasem o czymś ważnym. Często zabiegani wśród codziennych obowiązków zapominamy jacy ważni są nasi dziadkowie. Nie doceniamy. Nie myślimy o tym, że kiedyś ich zabraknie. Ja nie myślałam nigdy o tym, że będę tak tęsknić. Obudziłaś wspomnienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bo nic więcej nie mogę Wam napisać...

      Usuń
  15. Bardzo wzruszający tekst... Ten dwa dni motywują nas widzę do przemyśleń... Powodują, że chce nam się przez chwilę skupić na tych sprawach, o których być może na co dzień zapominamy :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tutaj ze mną jesteś :)