.post blockquote { font-size: 20px; margin-bottom: 20px; line-height: 1.65em; font-weight: 300; padding: 20px 20px 20px 50px; color: #fff; font-family:Georgia; background: #77818d url(http://1.bp.blogspot.com/-rF0Te6xJ--8/VavkUYXc64I/AAAAAAAAHCI/SyxWvM2NYa4/s1600/cytat-4a.png) no-repeat 20px 0px; text-align:center; }

środa, 29 stycznia 2014

Zimowo

Od ponad tygodnia nie byłyśmy na dworze.
Najpierw był mróz, a potem przywlekł się nie wiadomo skąd kaszel. Typ gruźliczy. Zdecydowanie
w decybelach wygrywam z Lil. 

Spadł śnieg. Cztery, może gdzieś nawiało pięć centymetrów. Mówią w radio, że to zima, z perspektywy naszych okien twierdzimy, że szału nie ma.

Palimy w domu w piecu. Załóżmy, że wszędzie mamy ciepło, a przynajmniej tam, gdzie wędrujemy z Lilą. Tak, dom mamy duży (i poświęcimy mu osobny wpis któregoś wieczoru) i stary. I dużo w nim dziur do załatania. 

Kiedy wieje wiatr i niesie płatki śniegu, które obijają się o nasze okna, idziemy je oglądać. 
Cisza. 
Chociaż nie, gdzieś w oddali słychać szum samochodów, a nawet tramwaje. Przecież mieszkamy w mieście! A jednak, kiedy patrzymy na nieodśnieżoną ulicę, długo musimy czekać żeby przejechał nią samochód, albo z któregoś domu wyszła jakaś opatulona w szale postać ludzka. Mamy tutaj jednak odludzie.

Lila liże szybę. Taka nowa zabawa. Albo chce tłuc ją rączkami. Nie pozwalam. 

Dziecko się złości. To zupełnie nowe doświadczenie. Dla niej i dla mnie.
Znam jej płacz, chociaż to nie zdarza się często. Śmiech i uśmiech towarzyszą jej od rana do wieczora. 
Złościć się zaczęła od niedawna. Kiedy zabiorę jej coś, czym bawić się nie powinna, kiedy nie chce już jeść, kiedy odejdziemy od okna, a ona jeszcze i jeszcze chce w nim siedzieć. Charakterna się robi i zadziorna. 

Tak więc siedzimy, grzejemy się i nam dobrze. Czekamy z niecierpliwością na tatę, który wraca do domu po paru dniach. Zdecydowanie nie lubimy być same. Czekamy i popijamy BoboFrut i siemię lniane -
na zdrowie!


niedziela, 19 stycznia 2014

Jeszcze świątecznie

Nie napisałam słowa o naszych świętach.
Naszych pierwszych z nią.
Najważniejszych!

Oby dane było nam jeszcze spotkanie w wigilijny wieczór wśród naszej szesnastoosobowej rodziny.
Pradziadkowie. Babcia (bo dziadek z drugą prababcią w górach). Ciocie i wujkowie. I my.
Z Wigilii nie mam ani jednego zdjęcia mojego dziecka.
Było tak sympatycznie i miło, że zapomnieliśmy pstrykać ;)
Pstrykał jeden z wujków ale o zdjęcia muszę się upomnieć bo on z tych zapracowanych bardzo.

Wigilia była słoneczna od rana. Ponieważ wszystko udało mi się zrobić do Wigilii co chciałam: sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie i pieczenie zostało tylko ubranie choinki. Drzewko Dziewczynkę zainteresowało ale ciekawsza była stara walizka z ozdobami. Można było w nią bębnić palcami!  
Dużo nowych rzeczy pokazało się w mieszkaniu: świeczki, ozdoby, na ścianie papierowe pingwiny, które z szablonu przerysowałam z katalogu i pokolorowałam. Oglądała, oglądała i w końcu zasnęła :)

 
 
 
 
 
  
Po południu ubraliśmy się i wyruszyliśmy do prababci u której z innymi ciociami przygotowywaliśmy kolację. Oczywiście Dziewczynka była w centrum wydarzeń :)
Kiedy poznała smak opłatka, wszyscy z którymi łamałyśmy się opłatkiem mieli je spałaszowane :D
Były pierwsze prezenty od Dzieciątka: duży Kubuś Puchatek, dwie lalki i fura ubranek! A także dla naszego smakosza - miseczka i bidon - na przyszłość.

Prezentem od  Dzieciątka dla każdej rodziny były pakiety zdjęć oraz elegancki biurkowy kalendarz z Dziewczynką na każdy miesiąc, oczywiście mama zdjęć nie zrobiła ;) 
A do zaprzyjaźnionych cioć i wujków poszybowały kartki ze stopami, na podobieństwo reniferów. A zdjęcia niestety z komórki, więc jakość kiepska.
 

Wigilia była pyszna. Wszystko pięknie przygotowane. 
Ale to nie potrawy, prezenty czy ozdoby tworzą prawdziwą atmosferę tylko ludzie.
Prawie cała rodzina w komplecie. To było dopełnienie tego dnia.

I przyznaję, że po raz pierwszy od bardzo dawna ten wieczór i te świąteczne, kolejne dni pachniały prawdziwie ciastem, miały magiczną oprawę i przypominały nam przeżycia z dzieciństwa. 
To prawda, że przez pryzmat dziecka święta mają zupełnie inną, magiczną oprawę. 
Aż chciałoby się napisać - polecam takie święta każdemu!

I jeszcze na dokładkę trochę zdjęć, bo miło się wspomina :)
 
 
 
 
 

Wszystkim, którzy wytrwali do końca - dziękujemy, że przebrnęli przez tyle fotek :)
Udanego wieczoru!

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Jak to się stało?

Miałam dziś napisać post o tym, jak grudzień minął nam i pierwsze święta.
Zdjęcia miałam wkleić i poprzypominać sobie miłe chwile.
Ale dzisiejszy dzień od rana był inny niż wszystkie i nie dane mi było posta świątecznego skończyć.

Inność dnia codziennego.
Która wszystko zmieni.
Ziemię poruszy po raz kolejny.
Odkryje nieznane światy.
Postawi pierwszy krok i nogi ją poniosą.

Moje dziecko wstało.
Samodzielnie podniosło mały kuperek z pieluchą do góry.
Zagwizdała przez dziurę pomiędzy jedynkami wydychając powietrze i popatrzyła przez balkonowe okno.

Drżyjcie koty, śpiące na fotelach i kanapach.
Gdzie uciekniesz teraz piesku przed moimi dłońmi, które chcą cie potarmosić?
Na stole nie stoi już nic bo sięgam!

Kołaczą się nam serca.
Patrzymy z niedowierzaniem.

Niedawno sama usiadła...

Tylko parę razy podniosła się w łóżeczku, a dziś po paru próbach szaleje gdzie się da.






Jesteśmy pełni podziwu dla uporu i sił jakie w niej drzemią.
Nie spodziewaliśmy się takiego dnia i takich wyczynów. Tak wcześnie!

sobota, 11 stycznia 2014

Z półki Dziadków

U Olgi w "O tym, że..." jest akcja. A jak akcja dotyczy książek - to tym lepiej ;)
Tym razem jej tytuł to: "Z półki Dziadków"
W naszym przypadku z półki pradziadków mojego męża. Kiedyś leżały pewnie na starych półkach, które oglądamy na starych zdjęciach. Piękne były to czasy! 
A teraz te książki mamy my w naszej biblioteczce. Niedługo będziemy czytać Liliannie książkę najstarszą:

"Najpiękniejsze Baśnie H.C. Andersena" z 1929r.
Pięknie wydane, oprawione w czerwony materiał, a w środku przyklejane, kolorowe ilustracje. 
Różnie widziałam "Baśnie" ilustrowane, zazwyczaj czarno-białe, a te, kolorowe chyba są najładniejsze. Bardzo surowe, oszczędne ale mają w sobie to "coś". 



Drugim starym egzemplarzem są "Trzy Małe Świnki" według tekstu Walta Disneya z ilustracjami Studia Walta Disneya. Świnkom trudno się oprzeć - szczególnie jak się chowają :) Rok wydania: 1936



Naszym (jako rodzice) numerem jeden jest "Królewna Śnieżka". Najbardziej znana Disneyowska księżniczka. Książka wydana w 1939r.


Jeśli chcecie, to również możecie wziąć udział w zabawie, szczegóły u Olgi na blogu, albo na FB.
Przeszukiwanie półek z książkami w poszukiwaniu najstarszej książki to była całkiem niezła zabawa :)
i dużo śmiechu i prawie wyścigi kto ma i co starszego w łapach :)
Zachęcam Was!



poniedziałek, 6 stycznia 2014

Cisza

Od trzech (!!!) dni o tej porze czyli gdzieś między 20:30 a północą w naszym domu gości CISZA.
Lili śpi w łóżeczku z lekka posapując, czasem coś mrucząc pod nosem. Rozkosz.
Wyłączony telewizor, radio i śpiewający pociąg. Zabawki leżą w koszyku. Koty leżą po kątach.

Ale wcześniej tak nie było. To znaczy było na początku.
Lila grzecznie spała przez większość nocy. 19 kąpiel, jedzonko, spanko.
Noce w miarę udane, chociaż bywało z nimi różnie.

Od trzydniówki jednak wszystko się rozregulowało i o 23 mieliśmy wesoło hasające i hopsające dziecko.
I piszczące-najnowsze wokalne odkrycie.
Nam te hopsanki się nie udzielały, wręcz przeciwnie - nastroje były warcząco-męczące.
Małe piekiełko.

Trzy dni temu postanowiłam na eksperyment.
Włączyłam budzik, który przestałam używać zaraz po tym, jak zostałam wygoniona na L-4 będąc w ciąży.
Nie potrzebowałam wstawać już przed 7. Ani o 8. O 9 już mogłam.
W sobotę postawiłam wszystko na 7:20.
Godzina idealna.
Dziecko wstaje zadowolone i obudzone nie budzikiem, a odgłosami domu.
Tata, który wstaje o 6 przychodzi się przywitać i robi sobie przy okazji kawę.
Ja przygotowuję ubrania dla siebie i Lili.
Zwierzęta dreptają miarowo po panelach.

Drzemka w dzień przesunęła się o ok. 2 godziny, popołudniowa również.
A Lila zaczyna być senna ok. 19-20.
Kąpiel, jedzonko, spanko.
Noc przespana przez wszystkich.
I cisza.
Cisza.
Doceniam jak nigdy wcześniej.

środa, 1 stycznia 2014

2014

To miał być post podsumowujący, ze zdjęciami tekstami i takie tam.
Nie zdążyłam. Parę dni temu dopadło nas choróbsko.
Tuż przed północą wieszałam pranie, wycierałam smarki Lili, jadłam kolację, którą robiłam sobie od 20, karmiłam Lil bo zrobiła się głodna akurat wtedy, gdy wybijała północ.
Niewzruszona obejrzała z nami fajerwerki i siedzi sobie teraz ze mną rozbudzona dziewczyna, gryzie mnie w kolano... - no, przecież Sylwester to trzeba się pobawić!

Kochani Czytelnicy, Blogerzy 
Wszystkiego naj w tym Nowym Roku!
Spełniajcie marzenia, podejmujcie wyzwania :)
Bądźcie sobą :)
:*