wtorek, 10 grudnia 2013

Dziecko w gorączce

Otóż, Lili zaczęła przygodę z trzydniówką.
O 2 w nocy.
I nic to, że 38,9 na blacie, nic to, że matka posikana z wrażenia, ojciec z wrażenia zasnął jeszcze bardziej niż zwykle... a dziecko? A dziecko szczęśliwe. Napojone zamiast spać, bo matce się wydawało, że będzie jak w dzieciństwie - lalki chore, to spały..., siedzi i bawi się w najlepsze, tarza się po pościeli i ochoczo popiskuje. Zero płaczu, rumieniec jedynie wskazuje na to, że jest coś nie tak.

O 3 napisałam do pediatry. Bo gorączka nie spada, Lili wyspana, hasa sobie wesolutko, matka marzy o poduszce.

Po 4 było jak padłyśmy ze zmęczenia na łóżko i nie wiem, chyba zasnęłyśmy obie równocześnie możliwe, że nawet chrapiąc.

O świcie... czyli w okolicach 8 - pobudka. Lilka codziennie budzi się w jeszcze lepszej formie niż ja - ja chociaż chwilunię poleżę. A od trzech dni Lili uskutecznia przejście z leżenia do siadania - od razu i wykazuje przy tym ogólnie i szeroko pojęte rodzaje MEGA AKTYWNOŚCI. Dlaczego dziś miało być inaczej?
 To po spaniu. Pożegnałam się z poduszką.

Oj córko, rozpieściłaś rodziców sypiając w nocy z jedną albo dwoma pobudkami, tak, że słowo WYSYPIAMY się znaczy, że faktycznie tak jest. A dzisiaj takie, no powiedzmy sobie niespanie rzutuje na cały mój dzień. Podkreślmy, że to tylko moje niewyspanie. Tato obudził się tylko na mierzenie gorączki.

Około południa jak mi się wydawało, a było przed 10 pediatra sms-a z procedurą postępowania do matki przysłała. O dzięki Ci, Pani Doktor za to! Miód na serce. Od razu jest mi(?) lepiej.

A Lili?
Lili jest zdecydowanie na wysokich obrotach, spała 20 minut jak do tej pory i śmiga po podłodze dalej z uśmiechem na ustach i goni koty.

Kryzys przeżywa jednak kiedy zniknę jej z oczu, np. wczołga się za fotel i mnie nie widzi, dźwięczy wtedy w moich uszach słodkie "mammma" i "baba" o zabarwieniu dziecięcej tragedii więc biec trzeba na ratunek.

I macie dziecko z kotem. Niehigienicznie i mało wychowawczo powiecie... - na jednej macie i z kłakami w dłoni... O dziecku i zwierzętach, wybaczcie, będzie innym razem;)
Widzicie tą dzisiejszą radość?









7 komentarzy:

  1. A ja uważam, że to bardzo dobrze jak dziecko przebywa ze zwierzątkami :)
    Powodzenia i wyspania się zyczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę, Ty się ciesz Kochana, że Ona tak dobrze znosi tą trzydniówkę. Pamiętam jak Eliza miała w wieku 8miesięcy to był jakiś koszmar. Temperatura po 40stopni, nie dająca się niczym zbić i dziecko lejące się przez ręce... Trzy dni miała wyjęte z życia, ja oczywiście też bo nawet w nocy czuwałam, żeby być w pogotowiu w razie czego. Także szacun dla Lilci, że tak godnie wzięła to na klatę :) A panią doktor macie super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogarnęliśmy sytuację na szczęście :)

      Usuń
  3. Lili z kotem na pewno się wspaniale dogaduje:) Fajny widok:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja również uważam że dzieci i zwierzęta na tak. Bo kto nauczy dziecko miłości do zwierząt jak nie samo zwierzę;-)

    OdpowiedzUsuń