niedziela, 29 grudnia 2013

8 :)

Ilekroć mam pisać o tym, że Dziewczynka skończyła kolejny miesiąc mam ochotę zacząć od stwierdzenia, że czas biegnie jeszcze szybciej zanim ona była na świecie. Nie biegnie, tylko galopuje jak głupi do przodu!

Ale przejdźmy do meritum: osiem miesięcy. 
Z czworaków przechodzi płynne do klęku, początkowo podpartego, a od wczoraj stara się już nie podpierać, prostuje się do góry jak mała surykatka. Śmiga z prędkością światła po podłodze. Siedzi. Podciąga się do stania przy balkonowej, wewnętrznej kracie i bramce, która oddziela ją w salonie od reszty mieszkaniowego świata. Bawi się w DJ'a - opanowała sztukę przyciszania i zgłaśniania wieży. W przerwach próbuje rozpracować wszystkie inne, mniejsze przełączniki. Jeśli się nie udaje - to zaczyna je obgryzać. Ma nadal 6 zębów i rutynę czasową w kwestii posiłków. Śniadanko, drugie śniadanko, obiadek, podwieczorek i kolacja. Dodatkowo nadal najlepsze jest mleko mamy.
Dumnie siedzi w krzesełku do jedzenia i rozgląda się z ciekawością wokoło. 
Bawi się sama. Wyciąga z koszyka zabawki, wkłada z powrotem, wkłada również na półeczkę mniejsze zabawki. 
Najlepszą zabawką jest... pokrywka z kremu Penaten. Da się nią szurać po podłodze, uderzać, turlać. Głośno jest u nas.
Z wdzięcznością i różną intonacją wyśpiewywane są głoski: a, e przechodząc w aaah i ehh.
Mamma, ba-ba, wy, ma-ba, my - ćwierkanie od rana do wieczora, a nawet jak zasypia, to przemawia cichutko do mojej piersi.

Teraz jest fajnie, teraz jest nasz czas.



środa, 25 grudnia 2013

Wesołych Świąt!

Rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia,
Odnalezienia w obecnych czasach wartości,
które pozwolą cieszyć się spokojem i przepełnią miłością.

Lilianna z rodzicami




wtorek, 10 grudnia 2013

Dziecko w gorączce

Otóż, Lili zaczęła przygodę z trzydniówką.
O 2 w nocy.
I nic to, że 38,9 na blacie, nic to, że matka posikana z wrażenia, ojciec z wrażenia zasnął jeszcze bardziej niż zwykle... a dziecko? A dziecko szczęśliwe. Napojone zamiast spać, bo matce się wydawało, że będzie jak w dzieciństwie - lalki chore, to spały..., siedzi i bawi się w najlepsze, tarza się po pościeli i ochoczo popiskuje. Zero płaczu, rumieniec jedynie wskazuje na to, że jest coś nie tak.

O 3 napisałam do pediatry. Bo gorączka nie spada, Lili wyspana, hasa sobie wesolutko, matka marzy o poduszce.

Po 4 było jak padłyśmy ze zmęczenia na łóżko i nie wiem, chyba zasnęłyśmy obie równocześnie możliwe, że nawet chrapiąc.

O świcie... czyli w okolicach 8 - pobudka. Lilka codziennie budzi się w jeszcze lepszej formie niż ja - ja chociaż chwilunię poleżę. A od trzech dni Lili uskutecznia przejście z leżenia do siadania - od razu i wykazuje przy tym ogólnie i szeroko pojęte rodzaje MEGA AKTYWNOŚCI. Dlaczego dziś miało być inaczej?
 To po spaniu. Pożegnałam się z poduszką.

Oj córko, rozpieściłaś rodziców sypiając w nocy z jedną albo dwoma pobudkami, tak, że słowo WYSYPIAMY się znaczy, że faktycznie tak jest. A dzisiaj takie, no powiedzmy sobie niespanie rzutuje na cały mój dzień. Podkreślmy, że to tylko moje niewyspanie. Tato obudził się tylko na mierzenie gorączki.

Około południa jak mi się wydawało, a było przed 10 pediatra sms-a z procedurą postępowania do matki przysłała. O dzięki Ci, Pani Doktor za to! Miód na serce. Od razu jest mi(?) lepiej.

A Lili?
Lili jest zdecydowanie na wysokich obrotach, spała 20 minut jak do tej pory i śmiga po podłodze dalej z uśmiechem na ustach i goni koty.

Kryzys przeżywa jednak kiedy zniknę jej z oczu, np. wczołga się za fotel i mnie nie widzi, dźwięczy wtedy w moich uszach słodkie "mammma" i "baba" o zabarwieniu dziecięcej tragedii więc biec trzeba na ratunek.

I macie dziecko z kotem. Niehigienicznie i mało wychowawczo powiecie... - na jednej macie i z kłakami w dłoni... O dziecku i zwierzętach, wybaczcie, będzie innym razem;)
Widzicie tą dzisiejszą radość?









czwartek, 5 grudnia 2013

Adwentowo

W zeszłym roku siedziałam i wiłam wianki ;) w sumie zrobiłam trzy.
W tym postanowiłam wykorzystać to co mam w domu, nic nie kupować i tak ascetycznie powstał adwentowy wystrój kącika w salonie ze świecami w roli głównej.






Wieje u nas okropnie!
Pogoda taka, że wyjść się z domu nie da więc jutro w porze spaceru z Lilą powstanie kolejny świecznik.
Lila spać a mama do roboty!

Trzymajcie się i nie dajcie się wywiać!


poniedziałek, 2 grudnia 2013

Grudzień

Lubię grudzień.
Adwent, czas oczekiwania i refleksji.
Zapach świeczek, które palą się w wieńcu adwentowym i zapach choinki.
skrzący się śnieg i śniegowe gwiazdki.
W grudniu wyjątkowo lubię zmrok, żeby zapalać lampki na parapecie i przy wejściu do domu.
To czas kiedy po zmierzchu, gdy spaceruję z psem bezkarnie zaglądać sąsiadom w okna i podglądać jak się krzątają i przygotowują do świąt.
Grudzień to obietnica, która ma już trzy lata, że "w te święta wypiję kubek kakao patrząc na ogień w kominku". Cierpliwie czekam nadal.

Zeszłoroczny grudzień był czasem wielkiego sprzątania i nieskończonych remontów w domu.
Oczekiwania na mocne ruchy siedzącej w brzuchu Lili, łaskotanie i pierwsze czkawki.
Pierwszą Wigilię po przeprowadzce w nowym (starym) domu, którą przygotowałam z ciocią męża. Pierwszymi tak licznymi gośćmi w drugi dzień świąt, którzy siedzieli na byle czym i byle gdzie.

Tegoroczny grudzień będzie znów wyjątkowy.
Mikołaj. Prezenty. Może sanki.
Może pierwszy ulepiony bałwan dla córki, koniecznie z nosem z marchewki.
Zapach ciasta. Refleksje czy karp humanitarnie potraktowany był, czy też nie. Grunt, że smaczny.
Wigilia w zatłoczonym mieszkanku babci i Lila czołgająca się po podłodze. Może do tego czasu wstanie na własnych nóżkach? Kto wie?
Może to kakao jednak w tym roku będzie smakować lepiej przed palącym się kominkiem?
Grudniowy czas pokaże.