.post blockquote { font-size: 20px; margin-bottom: 20px; line-height: 1.65em; font-weight: 300; padding: 20px 20px 20px 50px; color: #fff; font-family:Georgia; background: #77818d url(http://1.bp.blogspot.com/-rF0Te6xJ--8/VavkUYXc64I/AAAAAAAAHCI/SyxWvM2NYa4/s1600/cytat-4a.png) no-repeat 20px 0px; text-align:center; }

niedziela, 29 grudnia 2013

8 :)

Ilekroć mam pisać o tym, że Dziewczynka skończyła kolejny miesiąc mam ochotę zacząć od stwierdzenia, że czas biegnie jeszcze szybciej zanim ona była na świecie. Nie biegnie, tylko galopuje jak głupi do przodu!

Ale przejdźmy do meritum: osiem miesięcy. 
Z czworaków przechodzi płynne do klęku, początkowo podpartego, a od wczoraj stara się już nie podpierać, prostuje się do góry jak mała surykatka. Śmiga z prędkością światła po podłodze. Siedzi. Podciąga się do stania przy balkonowej, wewnętrznej kracie i bramce, która oddziela ją w salonie od reszty mieszkaniowego świata. Bawi się w DJ'a - opanowała sztukę przyciszania i zgłaśniania wieży. W przerwach próbuje rozpracować wszystkie inne, mniejsze przełączniki. Jeśli się nie udaje - to zaczyna je obgryzać. Ma nadal 6 zębów i rutynę czasową w kwestii posiłków. Śniadanko, drugie śniadanko, obiadek, podwieczorek i kolacja. Dodatkowo nadal najlepsze jest mleko mamy.
Dumnie siedzi w krzesełku do jedzenia i rozgląda się z ciekawością wokoło. 
Bawi się sama. Wyciąga z koszyka zabawki, wkłada z powrotem, wkłada również na półeczkę mniejsze zabawki. 
Najlepszą zabawką jest... pokrywka z kremu Penaten. Da się nią szurać po podłodze, uderzać, turlać. Głośno jest u nas.
Z wdzięcznością i różną intonacją wyśpiewywane są głoski: a, e przechodząc w aaah i ehh.
Mamma, ba-ba, wy, ma-ba, my - ćwierkanie od rana do wieczora, a nawet jak zasypia, to przemawia cichutko do mojej piersi.

Teraz jest fajnie, teraz jest nasz czas.



środa, 25 grudnia 2013

Wesołych Świąt!

Rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia,
Odnalezienia w obecnych czasach wartości,
które pozwolą cieszyć się spokojem i przepełnią miłością.

Lilianna z rodzicami




wtorek, 10 grudnia 2013

Dziecko w gorączce

Otóż, Lili zaczęła przygodę z trzydniówką.
O 2 w nocy.
I nic to, że 38,9 na blacie, nic to, że matka posikana z wrażenia, ojciec z wrażenia zasnął jeszcze bardziej niż zwykle... a dziecko? A dziecko szczęśliwe. Napojone zamiast spać, bo matce się wydawało, że będzie jak w dzieciństwie - lalki chore, to spały..., siedzi i bawi się w najlepsze, tarza się po pościeli i ochoczo popiskuje. Zero płaczu, rumieniec jedynie wskazuje na to, że jest coś nie tak.

O 3 napisałam do pediatry. Bo gorączka nie spada, Lili wyspana, hasa sobie wesolutko, matka marzy o poduszce.

Po 4 było jak padłyśmy ze zmęczenia na łóżko i nie wiem, chyba zasnęłyśmy obie równocześnie możliwe, że nawet chrapiąc.

O świcie... czyli w okolicach 8 - pobudka. Lilka codziennie budzi się w jeszcze lepszej formie niż ja - ja chociaż chwilunię poleżę. A od trzech dni Lili uskutecznia przejście z leżenia do siadania - od razu i wykazuje przy tym ogólnie i szeroko pojęte rodzaje MEGA AKTYWNOŚCI. Dlaczego dziś miało być inaczej?
 To po spaniu. Pożegnałam się z poduszką.

Oj córko, rozpieściłaś rodziców sypiając w nocy z jedną albo dwoma pobudkami, tak, że słowo WYSYPIAMY się znaczy, że faktycznie tak jest. A dzisiaj takie, no powiedzmy sobie niespanie rzutuje na cały mój dzień. Podkreślmy, że to tylko moje niewyspanie. Tato obudził się tylko na mierzenie gorączki.

Około południa jak mi się wydawało, a było przed 10 pediatra sms-a z procedurą postępowania do matki przysłała. O dzięki Ci, Pani Doktor za to! Miód na serce. Od razu jest mi(?) lepiej.

A Lili?
Lili jest zdecydowanie na wysokich obrotach, spała 20 minut jak do tej pory i śmiga po podłodze dalej z uśmiechem na ustach i goni koty.

Kryzys przeżywa jednak kiedy zniknę jej z oczu, np. wczołga się za fotel i mnie nie widzi, dźwięczy wtedy w moich uszach słodkie "mammma" i "baba" o zabarwieniu dziecięcej tragedii więc biec trzeba na ratunek.

I macie dziecko z kotem. Niehigienicznie i mało wychowawczo powiecie... - na jednej macie i z kłakami w dłoni... O dziecku i zwierzętach, wybaczcie, będzie innym razem;)
Widzicie tą dzisiejszą radość?









czwartek, 5 grudnia 2013

Adwentowo

W zeszłym roku siedziałam i wiłam wianki ;) w sumie zrobiłam trzy.
W tym postanowiłam wykorzystać to co mam w domu, nic nie kupować i tak ascetycznie powstał adwentowy wystrój kącika w salonie ze świecami w roli głównej.






Wieje u nas okropnie!
Pogoda taka, że wyjść się z domu nie da więc jutro w porze spaceru z Lilą powstanie kolejny świecznik.
Lila spać a mama do roboty!

Trzymajcie się i nie dajcie się wywiać!


poniedziałek, 2 grudnia 2013

Grudzień

Lubię grudzień.
Adwent, czas oczekiwania i refleksji.
Zapach świeczek, które palą się w wieńcu adwentowym i zapach choinki.
skrzący się śnieg i śniegowe gwiazdki.
W grudniu wyjątkowo lubię zmrok, żeby zapalać lampki na parapecie i przy wejściu do domu.
To czas kiedy po zmierzchu, gdy spaceruję z psem bezkarnie zaglądać sąsiadom w okna i podglądać jak się krzątają i przygotowują do świąt.
Grudzień to obietnica, która ma już trzy lata, że "w te święta wypiję kubek kakao patrząc na ogień w kominku". Cierpliwie czekam nadal.

Zeszłoroczny grudzień był czasem wielkiego sprzątania i nieskończonych remontów w domu.
Oczekiwania na mocne ruchy siedzącej w brzuchu Lili, łaskotanie i pierwsze czkawki.
Pierwszą Wigilię po przeprowadzce w nowym (starym) domu, którą przygotowałam z ciocią męża. Pierwszymi tak licznymi gośćmi w drugi dzień świąt, którzy siedzieli na byle czym i byle gdzie.

Tegoroczny grudzień będzie znów wyjątkowy.
Mikołaj. Prezenty. Może sanki.
Może pierwszy ulepiony bałwan dla córki, koniecznie z nosem z marchewki.
Zapach ciasta. Refleksje czy karp humanitarnie potraktowany był, czy też nie. Grunt, że smaczny.
Wigilia w zatłoczonym mieszkanku babci i Lila czołgająca się po podłodze. Może do tego czasu wstanie na własnych nóżkach? Kto wie?
Może to kakao jednak w tym roku będzie smakować lepiej przed palącym się kominkiem?
Grudniowy czas pokaże.


wtorek, 26 listopada 2013

7!

Lili ma 7 miesięcy.
Dla mnie bomba - podoba mi się to, co wyprawia nasze dziecko - jakaś taka dziwna matka jestem, ale chcę więcej i więcej jej umiejętności :)
Codziennie dziecko śmiga nam na kolanach - czworaczkując i raczkując oraz skacząc jak żabka - do przodu. Technika poruszania się w sumie mogłaby być dowolna, wchodzą w grę również przewroty - byle do przodu, byle dalej! Taka mała froterka do podłogi ;) Goni koty i psa. Kiedy ją wołamy od razu odwraca się w naszym kierunku i pruje do przodu niczym strzała.
Balansuje na biodrze, podparta jedną ręką. Czasem ta ręka próbuje się oderwać od podłoża ale jeszcze nie jest gotowa na samodzielne siedzenie. Nie na podłodze, nie w łóżeczku ale już w leżaczku dzisiaj usiadła samodzielne, wykonała skłon do przodu i zdążyła cmoknąć swoje stopy. Obie. Cmokała tak dość długo nawet - bo zaciekawiły ją panele... Przyprawiła mnie o zawał, bo to oznacza, że już leżaczek odpada jako bezpieczne miejsce do zostawiania jej na chwilę samą.

Ma sześć (!) zębów. Dwa z dołu, cztery z góry. Karmię ją nadal piersią - cieszą mnie te zęby niesamowicie, ale nie w tych okolicznościach. Czasem się zapomina i zamiast jeść, robi sobie przekąskę z mamusi. To mnie nie cieszy. Tłumaczę jej, że nie jestem smaczna... ale gdybyście widzieli ten szelmowski uśmiech i wzrok, w którym nie ma krzty zrozumienia... ;)

Lilka jesienna :)

poniedziałek, 25 listopada 2013

Brązowa bransoletka

Również prosta jak ostatnia.
Ładnie prezentuje się na dłoni.


czwartek, 14 listopada 2013

Jesienne wspomnienie

Tak się jesień zaczęła październikowa.
Szeleściły liście pod stopami.
Wpadały do butów i za kołnierze.
Jak deszcz, jak śnieg.
Chociaż trawa była jeszcze zielona.

Nie umiem się zdecydować, którą porę roku lubię najbardziej.
Bo chyba każdą. Na swój sposób za coś innego kocham.

Park w Pszczynie

Bransoletka

Witajcie,
chyba jeszcze nigdy nie było tutaj tak długiej przerwy.

Komputer odmawia posłuszeństwa, nie zawsze mogę korzystać z komputera męża. Pozostaje mi odwiedzanie Was przez komórkę - ale gorzej z komentowaniem Waszych postów - nie mogę się zalogować.

Oczywistością jest również to, że Lilianna pochłania mnie zupełnie i bez końca - ale taka rola mamy!

Ale jestem, a co najważniejsze - tworzę!
Od dzisiaj nadrabiam zaległości :)

Takich bransoletek zrobiłam w ostatnim czasie sporo  :)


W kolejnych dniach - kolejne po(tworzenie) moje Wam pokażę!
Do usłyszenia!

środa, 6 listopada 2013

Nasza wieża

Zachęcona przez dziewczyny (Hubisiowo, bo ja kocham ten stan...) fajnymi zdjęciami i tytułami - zbudowałyśmy wieżę z książeczek.
O całej akcji można poczytac u Olgi "O tym, że..."

Nasza literatura jest to na razie twarda jak orzech i tekturowa.
I brak jest tekstu rozbudowanego.
Ale to nam wystarcza.
Kolory są.
Obrazki też.
I ślady zębów - od dziś 3, górna prawa jedynka w końcu zadźwięczała pod łyżeczką :)


Czekam na moment, kiedy przeprowadzimy książki dla większych dzieci do pokoju Lili, wtedy wieża będzie zdecydowanie sięgać gałęzi drzewa. I będzie co czytać! I nastąpi wielki powrót do naszego dzieciństwa, bo pozycji wiele i bardzo ciekawych.


Bez dwóch zdań Lili książkę pożera.
Ulubioną pozycją jest "Morze" z serii Obrazki dla Maluszka, która nie załapała się do zdjęcia - bo leży w fotelu-bujaku. I wiersze Wandy Chotomskiej - Lil słucha po 2 - 3 dziennie jak tata czyta.


Życzymy miłego popołudnia!




piątek, 1 listopada 2013

Muzyka ciszy...

Tak jak wyjątkowa jest audycja Marka Niedźwieckiego "Muzyka ciszy", którą w dzisiejszym dniu lubię najbardziej, tak wyjątkowy jest widok z naszego okna.

Tylko dziś i tylko jutro - w takiej ilości  płoną znicze.

Maleńki cmentarz to wyjątkowo ciche sąsiedztwo.

niedziela, 27 października 2013

6!

Wczoraj mineło pół roku z Lilą.

Sześć miesięcy w których splatały się:  miłośc, panika, radości, zmęczenie, strach.

Fantastyczne uśmiechy, spojrzenia, nowe umiejętności i dwie dolne jedynki.

Tysiące, jeśli nie miliony wyprasowanych maleńkich ubranek.

I tyleż samo albo i więcej pieluch.

To był dla mnie ciężki czas ale o tym - innym razem.

Pół roku - to najfajniejsze pół roku naszego życia :)


Lila zamyślona





poniedziałek, 30 września 2013

5. 5!

Minęło nam tych pięć miesięcy szybko.
Za szybko, ale co począć!
Dziś Lila przeszła samą siebie - stopy w łóżeczku postanowiła poprzekładać ponad łóżeczko, a do tego rączkami zaczęła łapać się szczebelków i do góry się podnosić.
Aż mi szczęka opadła jak zobaczyłam te akrobacje!
Jak nic czeka nas jutro obniżanie materacyka, żeby dziecko nam nie wypadło.
Zdjęć z tego szału ciał nie ma, bo stałam jak wryta i patrzyłam, patrzyłam...
Za to uśmiech zdążyłam uwiecznić o taki:


środa, 11 września 2013

4. 4,5

Dziewczynka ma prawie 4,5 miesiąca.
I bryka.
I śmieje się na głos.
Obraca z pleców na brzuch i próbuje odwrotnie.

W foteliku, bujaczku czy na kolanach trzyma głowę prosto, a ramiona i plecy już nie chcą być oparte o nic. Lila próbuje siadać na wszystkie możliwe sposoby.
Wszystko zbyt szybko...
I od 2 tygodni jest posiadaczką pięknej, lewej, dolnej jedynki.
Ten ząbek wszystkich nas zaskoczył. I idzie drugi. Bez gorączki, bezobjawowo. Spontanicznie ugryzła tatusia w palec i wtedy poczuł małą nierówność na dziąśle...


Dziś pierwszy raz byłam z Lilą na rehabilitacji.
Niby ją potrzebuje, niby nie - tak do końca ani lekarz, który Lilę oglądał, ani pani rehabilitantka nie są zgodne w 100%. Zapobiegawczo więc raz w tygodniu, przez 5 kolejnych tygodni tułamy się z bambetlami do SORO i będziemy zapobiegać przykurczowi na lewą stronę: główki i tułowia.
Istnieje też możliwość, że wszystko się samo unormuje bo dziewczynka jest ruchliwa i wygimnastykowana bardzo :)

Wracam mozolnie, ślamazarnie do blogowania i odgrzebuje się z tego nowego świata z dzieckiem.
Nie wyobrażam sobie dnia bez spaceru z wózkiem w którym z ogromnymi oczyma moja córka ogląda i poznaje świat.
Tak jest mi dobrze.
Nam.




środa, 21 sierpnia 2013

3. Czas

Mama ma mało czasu.
Całe 24 godziny.


Najwięcej ma go dla Lili.
Potem dla Żuka.

Najmniej ma go dla siebie.

Ale jest cyrkowcem i żongluje nim bardziej albo mniej sprawnie:

Czas na robótki ręczne - obowiązkowo prasowanie - zajmuje najwięcej czasu.
Jedzenie - między pokojem Lil, zabawianiem, oglądaniem domu, spacerami - załóżmy, że w miarę nawet wychodzi regularnie, na oko - 5 posiłków, czasem poszatkowanych do 10... (np. jedzenie kanapki na raty miedzy karmieniem).
"Po godzinach" czyli albo po 20, albo po 21 - jest czas na kolację. Od 3 dni wspólną! Jak nam się to udaje, nadal do końca nie wiem, ale jest dobrze.
I nawet wychodzi umykanie do łazienki, kiedy Lil w łóżeczku sobie dokazuje.
Czasem sprzątam, tak dla sportu z wywieszonym językiem.
Czasem upycham w szafkach, żeby nie było widać, do następnego sprzątania, ale robię to jednak rzadko.
Przeklinam mieszkanie w tak wielkim domu i z tak mało funkcjonalnymi pokojami.
Przeklinam powierzchnię do ogarnięcia i codziennie powtarzam: dasz radę - jak nie dziś, to jutro.
Ale lepiej dziś...
Jeszcze szpetniej klnę, jak pomyślę o tym, że remont, który mi się marzy: kuchni, jadalni łazienek - jest w tym roku NIEOSIĄGALNYIJUŻ!
Nie myślcie sobie, że klnę przy dziecku, nie, nie! Klnę ja w zaciszu umysłu mego, w zaciszu duszy mej...
I dziękuję, że mam takiego męża jakiego mam.
Że nie obcy jest mu odkurzacz.
Że kurz jest wrogiem!
Niech mop będzie z Tobą!

Myślami ogarniam wszystko, a nawet jeszcze więcej.
Fizycznie, padam na pysk i zasypiam w mgnieniu oka.
Tak ma chyba na razie być...


O czasie pisałam również TUTAJ





wtorek, 13 sierpnia 2013

2. Muzyka

Lubię muzykę.
Nie każdą, ale jak mi coś wpadnie w ucho - to nucę.

Kocham Pink Floyd. Za każdy dźwięk. Za każdą nutę.

Lila lubi AC/DC. Jak jej tata.

Ale... Lila lubi jak się jej śpiewa "My jesteśmy krasnoludki..."

To hit tego lata.
I chociaż nie śpiewam najlepiej, czego nie robi się, dla głośnego śmiechu córki :)

piątek, 9 sierpnia 2013

1. Start.

Trzy miesiące temu i parę dni zostałam mamą.
Fajnie.
Serio.
Chociaż mnie to czasem, nadal przeraża.
Przerasta.

Myślę, że na to nigdy nie jest człowiek przygotowany.
Nie istnieje ani dobry, ani zły czas na dziecko.
Bo ten czas jest zawsze inny.
Dla każdej matki.

Sprawdzamy się.
Obie.
I dajemy radę :)



środa, 31 lipca 2013

70 Tour de Pologne - w Katowicach

Nie mogło nas zabraknąć!
Byliśmy na 67 edycji (relacja tutaj), którą oglądaliśmy wprost zza progu naszego poprzedniego mieszkania. 68 edycję podziwialiśmy z katowickiego rynku (o niej pisałam tutaj).
69 wyścig oglądaliśmy w tv.
Na 70 musieliśmy być!

Na dodatek mogliśmy wybierać - czy oglądać znów zza progu starego mieszkania, bo trasa znów prowadziła naszą starą ulicą, czy też zejść z naszego obecnego domu na pętlę Słoneczną i oglądać wszystko zza zakrętu. Wybraliśmy opcję drugą. Spakowaliśmy Lili do wózka (gdyby chciała się też pościgać ;)), zgarnęliśmy po drodze moją mamę z pracy i po chwili byliśmy na zakręcie:






 Obowiązkowo zdjęcie ASTANY!

  Kibice

Bardzo fajny kibic - żywo reagował na pojawiających się zawodników - tutaj w trakcie odpoczynku ;)
 
 

 "Nasz" zawodnik - tuż po ostatniej premii - ledwo go uchwyciłam!




 Widok na centrum


 


Dowód na to, że Lili była z nami jest - zainteresowanie z jej strony... cóż... wyspała się dziewczyna na pewno!

 Mąż zrobił zdjęcie żonie...

Dzwonimy z mamą w czasie wyścigu do babci:
"Babciu, babciu! Jak to nas nie widziałaś?! Jesteśmy w tv! I gwiazdorzymy okropnie!"
Taki to był fajny dzień :)


środa, 26 czerwca 2013

2 miesiące

Małe podsumowanie 2 Lilkowych miesięcy:
- waga: 4,700
- wzrost: 57cm
- metka na ciuchach: 62-68 (dłuuugie nogi)
- pieluchy "3"

Osiągnięcia natomiast mamy takie:
- nie używa smoczka...
- nie pije z butelki jak w pobliżu jest mama... jak mamy nie ma - to łaskawie się napije bo nie ma wyjścia...
- uśmiech - na zawołanie, na dzień dobry, do mamy, do taty, babci, dziadka, lampy, sufitu, karuzeli nad łóżeczkiem - słowem - uśmiech od ucha do ucha :)
- podnoszenie głowy - kiedy trzymamy ją na rękach to się robi niebezpiecznie bo chce oglądać wszystko i długo trzyma głowę sztywno, a niekiedy opada ona zmęczona na różne strony
- kiedy leży na brzuszku - ogląda świat, a głowa dynda na wszystkie możliwe strony.
- położona na brzuchu odpycha się nogami, macha rękami i jeszcze nieświadoma niczego przemieszcza się do przodu, lub wokół własnej osi.
- w nocy mamy tylko 2 pobudki na jedzenie, co daje nam się wyspać.
- gada! nie tylko "aaaa!", "eeee!", ale całkiem sprawnie wychodzi jej powoli "guuu" oraz piszczenie; testuje nas kiedy wychodzimy z pokoju: odzywa się krótkim "uderzeniem w płacz" - nastaje cisza i kolejne "aaaaa?" ze znakiem zapytania, jakby chciała zapytać "gdzie jesteście?"
- robi sobie dłuższe przerwy w spania podczas dnia, a nawet w czasie spacerów: na oglądanie i gadanie ;)

Oczywiście mamy za sobą już szczepienia i różne wizyty u lekarzy. Lili rozwija się prawidłowo.
Jak to z dziećmi bywa ma gorsze i lepsze dni, ale przeważają te lepsze, uśmiechnięte :)

A jak czuje się matka?
Matka czuje się mimo wszystko zmęczona.  Fizycznie. I czasem smutna - to psychicznie.

Ale mogę wielokrotnie powtarzać, że Lila jest cudowna i ogromnie się cieszymy z jej obecności, a przede wszystkim kochamy ją bardzo!

 I głowa do góry!



poniedziałek, 24 czerwca 2013

Fotograficzne chwilki - bardzo dziecięco

Nie może być inaczej. Musi być dziecięco.
Pranie.
Prasowanie.
Misie.
Zabawki.
Lila.
Nie ma niczego fajniejszego.
Nie ma. I niech tak nam zostanie :)

"Jak na deszczu łza, cały ten świat nie znaczy nic.
Chwi­la która trwa, może być naj­lep­szą z twoich chwil."
Maciej Balcar





 




 






Miłego, słonecznego tygodnia!

wtorek, 18 czerwca 2013

Wtorkowe po(tworzenie) - praca w toku

Lilka pozwala mi na powrót do filcowania. Ona śpi, a ja coś tam powoli tworzę.
Oto co na razie powstało:




U nas okropny upał. 
Tak zastałam dzisiaj naszego Teo - wiszącego na półce:


A z przodu prezentował się następująco


Dziękuje za pozostawione komentarze pod ostatnim postem, cieszę się, że do mnie zaglądacie :)
Do miłego!